Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z ulicy w twoją pościel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą z ulicy w twoją pościel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2014

ZUWTP: RODZINA

- To... tu mieszkasz?
Eren przytaknął, obserwując, jak jego siostra z podziwem w oczach lustruje pomieszczenie. Dziewczyna nigdy nie widziała czegoś tak pięknie udekorowanego (podobnie jak jej brat), nie mogła powstrzymać się przed dotknięciem białych listw na ścianach. Żaden hotel, w którym się zatrzymali, nie był tak bogato urządzony. Poczuła zazdrość, jej policzki zrobiły się różowe
- Ładnie - powiedziała, zaciskając pięści, kiedy szli pustym korytarzem.
Eren poprosił Rivaille'a, by zabrał swoich ludzi z widoku, by nie wystraszyć albo zmartwić jej siostry, więc wydawało się być tu pusto i cicho; westchnął z ulgą.
- Więc... ten mężczyzna... - zatrzymała się, by spojrzeć mu w oczy. - Lubisz go? - Nastolatek zarumienił się, przytakując potulnie. - A lubi ciebie? - zamrugał.
Rivaille nigdy nie powiedział mu tego na głos, ale na pewno tak było. W innym wypadku by go nie uratował i ... nie przespał się z nim, prawda?
Zanim zdążył odpowiedzieć, Mikasa znowu się odezwała:
- Jeśli cię zrani, będziesz musiał odejść - patrzyła na niego stanowczo. Eren już wiedział, że jeśli coś się między nim i Rivaillem się stanie, dziewczyna z przyjemnością weźmie sprawy w swoje ręce.
- Nie martw się, Mikasa. On nie jest taki - powiedział, zanim zaprowadził ją do pokoju Rivaille'a. Mężczyzna siedział, sącząc herbatę i czytając. Jego wzrok napotkał Mikasy. Mierzyli się chwilę bez ruchu. Erena oblał strach - co jeśli jej siostra nie spodoba się Rivaille'owi?
Po chwili mężczyzna wstał i podszedł do nich. Pomimo swojej chłodnej postawy, cholernie się denerwował. To była siostra Erena, jeśli teraz jej się nie spodoba... nie chciał znać następstw.
Mikasa zamrugała.
- Jest niski.
Rivaille skrzywił się, ale nie miał zamiaru odpowiadać. Jeszcze raz zlustrował dziewczynę - była ubrana jedynie w ciasne, czarne capri i sportowy stanik; czyli nieodpowiedni strój na spotkanie z nieznajomym.
- Nie jest ci zimno? - spytał tylko z ciekawości, zanim wyciągnął dla niej z szafy jasną koszulę.
Postanowiona w takiej sytuacji Mikasa nie była zachwycona faktem, że jej mały braciszek miał mieć kochanka w tym wieku. Naprawdę marzyła, by mężczyzna dał jej jakikolwiek powód do pobicia go i odizolowania od Erena, ale te nieskazitelne pokoje i miłe gesty uniemożliwiały to; miała z tym problem.
Rivaille zlustrował jej strój i dobrze umięśniony brzuch. Czyli naprawdę walczyła na ringu, pomyślał. Potwierdzały to zrogowaciałe palce i sińce pokrywające bladą skórę. Minął ich z lekkim uśmieszkiem na ustach, gestem każąc im za sobą podążyć. Wprowadził ich do pokoju, którego Eren wcześniej nie widział.
Rivaille był szefem dość prężnej mafii, więc musiał trzymać formę, by utrzymać pozycję wśród innych szefów. W związku z tym potrzebował w bazie najnowocześniejszą siłownię. Na widok jej wyposażenia usłyszał sapnięcia. Chytry uśmiech wypłynął mu na usta, kiedy stanął na macie. Rozpiął koszulę i złożył ją kilka razy, zanim odłożył. Wskazał palcem siostrę Erena, zapraszająco.
- Walczysz - stwierdził z nonszalancją, - i do tego dobrze, widać to po twoich ruchach - napiął się, gdy zbliżyła się do niego powoli, nie do końca wiedząc, czego się po nim spodziewać. - Walcz ze mną - powiedział, ustawiając się wygodnie, kręcąc lekko szyją.
Mikasa zamrugała, wpatrując się w niego, zanim sama przybrała pozycję walki.
- Cz-czekajcie! Czy to konieczne? - Eren spytał zdenerwowany. Nie wiedział, co się dzieje. Czy oni naprawdę zamierzali się bić? To było ostatnią rzeczą, którą chciał widzieć - ich dwójkę walczącą.
Zignorowali go i rozpoczęli, wymieniając pierwsze kopnięcia i uderzenia.
Eren po raz pierwszy miał szansę zobaczyć, jak jego siostra walczy. Jego oczy rozszerzyły się, gdy zobaczył z jaką płynnością i siłą poruszają się jej mięśnie. Dawała sobie radę z Rivaillem. Jest niesamowita!
Mężczyzna skutecznie omijał atakami jej twarz. Była całkiem ładna, wstydem byłoby ją oszpecić, a poza tym zaimponowała mu - perfekcyjnie ukrywała ból, za każdym razem odpowiadała mu równie mocno i nie wypadała z rytmu.
Po 10 minutach mógł poczuć, że zmęczyła się, ale nie chciał sobie wyobrażać, jak długo mogliby jeszcze walczyć. Przechwycił jej cios i spojrzał na nią znacząco. Z łatwością odebrała jego sygnał.
Zszedł z maty, ściągnął ze stojaka dwa ręcznik i jeden rzucił dziewczynie. Obtarł czoło drugim. Na szczęście nie spocił się na tyle, by brać prysznic. Naciągnął na ramiona koszulę i zapiął ją, opuszczając pokój.
Eren cieszył się, że walka źle się nie skończyła i trochę rozkojarzony, podążył za nimi. Był jak zgubiony szczeniaczek. Mikasa i Rivaille nic nie mówili, ale mógł się domyślić, o czym myślą. Kiedy wszedł do pokoju, zobaczył, jak siedzą z filiżankami w dłoniach.
- Herbata? - Eren mrugnął. Najpierw walczyli, teraz piją herbatę? Coś go ominęło?
Rivaille odmrugnął mu.
- Herbata jest dobra dla ciała, uspokaja je, zwłaszcza po treningu. - powiedział, jakby było to w pełni oczywiste. Eren poczuł się jeszcze bardziej zagubiony. Usiadł obok niego i oparł o niego z westchnięciem. To było dla niego za dużo, musiał się zdrzemnąć.
Zasnął szybko z głową na jego ramieniu, chrapiąc mu cicho w ucho. Mężczyzna spojrzał na niego kątem oka, uśmiechając się lekko. Odstawił filiżankę na stolik i zakrył zmęczonego chłopaka kocem. Kiedy skończył, spojrzał na dziewczynę, która widocznie nie była szczęśliwa z ich bliskości. Wziął głęboki oddech.
- Wiem, że jeszcze mnie nie akceptujesz i dobrze - ich ciemne spojrzenia się spotkały. - Z czasem, ewentualnie, mi zaufasz. - Nie poruszyła się. - Jesteś tu mile widziana, bez żadnych kosztów, czy haczyków.  Eren naprawdę się o ciebie martwi i nie chce, żebyś walczyła. Nic więcej na ten temat nie mam do powiedzenia, powinnaś już sama  z nim porozmawiać, ale - przerwał na chwilę, - mam nadzieję na zostanie twoim mecenatem. Mam wiele wolnych pokoi i byłoby mi źle, gdybyś nadal mieszkała z bratem na ulicy. - Milczenie dziewczyny zmusiło go do kontynuowania. - Możecie pójść do szkoły, znaleźć pracę albo puszczać tu bąki, nie mam nic przeciwko. - Wyglądała jak kamień. - Nie musisz mi ufać, ale... martwię się o Erena. Tu masz moje słowo.
Szczerze, nigdy nie słyszała, by ktoś tak mówił o jej bracie. Przez całe życie walczyli o kawałek chleba i miejsce do spania. Nigdy nie posiadali miejsca, które mogli nazwać "domem". Ale ten mężczyzna pojawił się tak nagle i chciał wziąć za nich odpowiedzialność, dać im wszystko. Nie była na to gotowa. Też na to, jak prawdziwie martwił się o jej braciszka.
Ale... na teraz to wystarczało. Podeszła do niego, obserwując śpiącą twarz swojego brata. Na jej ustach wykwitł drobny uśmiech, kiedy pochylała się, by pocałować opiekuńczo brata w czoło. Po przeczesaniu placami jego ciemnych włosów, wyprostowała się i skinęła mężczyźnie głową..
- Wrócę - rzuciła przed wyjściem.
Kiedy zostawiła go samego, rozluźnił się trochę i otoczył chłopaka opiekuńczo ręką. Wpatrując się w sufit, uśmiechnął się delikatnie. Jest siostra była całkiem... silna. Chroniła go całe życie, kochała tak mocno jak on, najprawdopodobniej jeszcze mocniej. Mogła mu jeszcze nie ufać, ale zamierzał pokazać jej, jak bardzo troszczy się o Erena.
Te myśli wycisnęły z jego gardła szczery śmiech. Nigdy nie wyobrażał siebie zakochanego... bo własnie był zakochany, prawda?  Nie myślał, że kiedykolwiek pozwoli sobie zbliżyć się tak do kogoś. Nastolatek miał coś specjalnego... coś w środku. To było zadziwiające i takie odświeżające.
Ale może właśnie tego potrzebował. Wcześniej był uwiązany przez puste serce i brak emocji. Teraz, gdy w jego życiu zawitał zielonooki chłopak, znalazł nowy kotwicę i nie chciał odpłynąć w ciemną i nieznaną otchłań. Eren był bezpieczny. Może zbyt infantylny, ale nie obchodziło go to. Czemu nie może zaznać od chłopaka mieszanki dorosłości i niedojrzałości? Nie krępowały go żadne zakazy. Nawet jego grupa nie miała nic przeciwko, dopóki był szczęśliwy. Jego oczy zamknęły się, kiedy oparł głowę o tę Erena. Mógł przysiąc, że poczuł przy nastolatku jeszcze jedno ciało, ale zasnął. Poczuł się, jak członek rodziny i całkiem to mu się spodobało. A dziewczyna... była do niego niemal identyczna.Nie czuł do rodzeństwa litości... coś głębszego.
Rivaille nie mógł znaleźć odpowiedniego słowa.
Ale przeszło mu przez myśli.
Spał spokojnie.


~ Notka ode mnie! :D ~
Po pierwsze opo zmodyfikowałam, moim zdaniem, nie tak dość znacząco... pod względem fabuły ;q Autorka w pierwszych rozdziałach przedstawiła Erena nie w blond peruce - a ciemnej. Skorygowałam to (oh, muszę się pochwalić) i prawie cały rozdział 9. jest przeze mnie ponaciągany - był trochę zbyt rozbełtany, moim skromnym zdaniem >> Ale wszystko jest, jak miało być :>
Opo nie jest jakoś nadambitne, zakończenie średnio przypadło mi do gustu, kwestia: "kobieta ci tego nie da" mnie zdegustowała; ALE w pewien rozczulający sposób opo na mnie zadziałało, mam sentyment do historii o biednych prostytutkach i złych mafiozach, logiczna fabuła jest, lubię Riren i tekst nie był trudny do przetłumaczenia (pomijając bezsensowne wyjątki). Tak, czy siak, nie mam prawa narzekać - dobrze by było, gdybym ja była w stanie coś napisać :'D
PS. jak się powstrzymywałam, by nie zepsuć ostatnich akapitów sentymentalnego bełtu, masakra, ale nie chciałam niszczyć podniosłej atmosfery, kim bym wtedy była, ha? 

piątek, 20 grudnia 2013

ZUWTP: MOŻESZ POCZUC MIŁOŚĆ TEJ NOCY?

Od długiego czasu w pokoju panowała nieprzyjemna cisza. Eren nie mógł już jej znieść, wielokrotnie próbował ją przerwać, ale za każdym razem Rivaille piorunował go wzrokiem znad książki. Chłopak nie miał pojęcia, czego mężczyzna może od niego chcieć. Ze zdenerwowania zaczął stukać stopami o zimną, kamienną podłogę.
W końcu Rivaille odłożył książkę, chrząknął znacząco i spojrzał mu prosto w oczy.
- Jaeger. - Chłopak podskoczył na siedzeniu. - Chcę w końcu usłyszeć prawdę, nie jakieś śmierdzące kłamstewka, bo mam ich po uszy. - Zielonooki przytaknął. - Dlaczego spałeś z Mike'iem i Hanji?
Eren nabrał w płuca głęboki haust powietrza.
- Potrzebowałem pie...
- Kłamstwo. Wiesz, że mam ich wystarczająco, żeby wysłać cię z siostrą do jakiejś dobrej szkoły. Jak chciałeś, to mogłeś powiedzieć. - Opadł na oparcie fotela. - Teraz mów prawdę, albo znów cię wyrzucę.
Młody wziął kolejny głęboki wdech.
- Byłem napa...
- Przestań kłamać do kurwy! - Rivaille wstał i uderzył chłopaka w twarz. Mocno. Eren skrzywił się.
- A to niby...? - kolejny policzek sprawił, że się zamknął.
Brunet westchnął, wyłamując sobie palce. Walka z nastolatkiem stała się jeszcze cięższa, a jego cierpliwość się kończyła. Lubisz go. Słowa Irwina odbijały się echem w jego głowie. Przygryzł wargę sfrustrowany. Może to była prawda.
- Powiedź mi prawdę. Możemy tu przesiedzieć nawet całą noc - zagroził, zbliżając się do chłopaka.
Eren wzdrygnął się, na co Rivaille westchnął. Obrócił jego krzesło i schylił się, by ich oczy były na równym poziomie. Jego spojrzenie było delikatne, bez żadnego śladu złości.
Eren zacisnął palce na kolanach i wpatrywał się w nie. Czuł się, jakby zaraz miałby zlać się w gacie, cholernie bał się tego, co zaraz się stanie. Przygryzł wargę.
- Więc... myślę, że to po prostu dziwne. - Rivaille uniósł brwi. - Nikt nigdy mnie nie odrzucił. Nigdy. - Jego policzki lekko się zarumieniły. - Byłeś pierwszą osobą, więc pomyślałem... że jak się z nimi prześpię to, to wiesz... będę mógł, no... - ucichł, ale Rivaille ponaglił go. - Chciałem, żebyś... um... był, no był zazdrosny.
Cisza ponownie otuliła szczelnie pokój, Eren odsunął swoje krzesło do tyłu, jednocześnie zerkał na mężczyznę oceniając jego reakcję. Rivaille ukrył twarz w dłoniach i pocierał delikatnie skronie. Powoli ledwo słyszalny chichot zamienił się w głośny śmiech. Rivaille nigdy w życiu się tak głośno nie śmiał. Eren patrzył na niego zszokowany.
Pieprz się, Irwin. Pieprz siebie, swoją żonę, twoje dzieci i psa. Pieprz ich wszystkich. Rivaille wstał i odchrząknął jeszcze rozbawiony. Przetarł wilgotne od śmiechu oczy i spojrzał intensywnie na siedzącego naprzeciw nastolatka. Był zarumieniony, jego jasne, zielone oczy były rozszerzone i niewątpliwie urocze, a te perfekcyjne usta były lekko rozdzielone, więc...
... jednym, szybkim ruchem pochylił się do przodu, by po raz drugi tego dnia je pocałować. Tym razem nie ugryzł go. Poruszał swoimi wargami leniwie, uwalniając ich dawno kumulujące się pożądanie.
Kiedy Rivaille się odsunął, ich usta były pokryte śliną, a Eren patrzył mu prowokująco prosto w oczy.
- Ty cholerny gnoju. - Złapał go za nadgarstki i pociągnął do pokoju obok, do łóżka. Usiadł na miękkim materacu i pociągnął Erena na swoje kolana. - Kurwa, nie musiałeś tego wszystkiego przechodzić. Byłem tobą oczarowany od pierwszego spotkania. - Gdy przeszło to przez jego gardło, nagle wydało się jak najbardziej realne i sensowne. Kurwa, ubóstwiam gówniarza.
Eren zamrugał zdezorientowany, ale zanim zdążył przyswoić słowa Rivaille'a, silne dłonie zacisnęły się na jego tyłku,a ich usta znów zderzyły. Języki sunęły po sobie, walcząc o dominacje. Eren rozpuszczał się, nie wiedział, czy może wytrzymać chwilę dłużej. Podświadomie otarł się biodrami o Rivaille'a, tak cholernie tego chciał.
- Nie kłamałeś, mówiąc, że byłeś napalony, ha? - Rivaille skomentował, sunąc dłońmi do jego bioder. Chłopak miał tak delikatną budowę ciała, taką dziewczęcą.
Eren wymsknął się z jego objęć i zanurkował między jego nogi, klękając na drewnianej podłodze. Ściągnął z niego spodnie i slipki, oblizując wargi na widok jego kutasa.
Tym razem chrząknięcia Rivaille'a były głośniejsze, kiedy już znajomy mu język pieścił jego członka. Eren zamrugał i spojrzał w górę.
- Wtedy byłeś cicho. Czemu? - spytał, zanurzając jego penisa w ustach.
Szef syknął.
- Myślałem, że już ci mówiłem... ah... nie lubię blondynek.
Eren wzruszył ramionami. Teraz, kiedy znał gusta mężczyzny, wszystko stawało się łatwiejsze. Rivaille bojąc się, że dojdzie za szybko, złapał go za włosy i pociągnął do góry, by móc znów pocałować. Wciągnął chłopaka na łóżko, a ten niezgrabnie położył się na plecach.
- Niezdara... myślałem, że jesteś profesjonalistą - uśmiechnął się wrednie, ściągając z niego ohydną sukienkę.
- Zazwyczaj... ngh.. to ja... w-wszystko... k-kontro... ah... luję. - Jęczał i skomlał coraz głośniej, gdy mężczyzna ssał, lizał i całować wszystkie jego blizny i siniaki. Mężczyzna był tak delikatny i łagodny, naprawdę należało to do rzadkości.
Język Rivaille'a w końcu musnął penis Erena. To miało być jego pierwsze fellatio, nigdy nie doszedł tak daleko z mężczyzną i nie chciał okazać przed dzieciakiem niedoświadczenia, ani słabości. Z ciekawości, spytał wcześniej Mike'a, jak oni to robili. Było to cholernie niehigieniczne, ale oby było tego warte.
Zamiast ustami, wolał posłużyć się tylko ręką. Zaczął powoli i delikatnie, obserwując wszystkie reakcje Erena. Jego jęki były ciche, więc przyśpieszył, ciesząc się z tych wysokich.
Wtedy ogarnął go strach, a masa pytań zaczęła krążyć mu w głowie. Nie wiem, czy potrafię. To w końcu jego odbyt! Gówniarz tym sra. I kto wie jakie brudne rzeczy tam wsadzał... kurwa, kurwa, kurwa. Jest czysty, prawda? Czy prostytutki nie muszą być czyste? Czy to bezpieczne... wsadzić mu tam? Zabiję go?
Eren od razu wyczuł jego wahanie, ruchy Rivaille'a stały się wolniejsze i mniej przyjemne. Zielonooki podciągnął się na łokciach i zdławił chichot. Może i twarz Rivaille'a nic nie wyrażała, ale w jego wnętrzu toczyła się burza.
- Ej, nie musisz się martwić; jestem czysty; myję się codziennie; nie mam żadnych chorób; to wcale nie boli za bardzo i nie jest śmiertelne. - Rivaille zamrugał. - Jestem dziwką, pamiętasz? Codziennie dostaję takie pytania. - Mężczyzna wzdrygnął się lekko na jego odpowiedź.
- Nie jesteś dziwką - powiedział cicho, biorąc głęboki wdech, zanim zanurzył głowę głęboko między jego nogi. Jego ręka zacisnęła się mocniej na penisie chłopaka i przyśpieszyła. - Znaczysz znacznie więcej.
Zamknął oczy i wystawił ostrożnie język. Eren jęknął głośniej niż wcześniej, co Rivaille wziął to za bardzo dobry znak. Poza tym, to wcale nie było takie złe, jak wcześniej sądził.
Powoli przesunął językiem wzdłuż pofałdowanych mięśni odbytu przed wślizgnięciem języka do środka. Smak nie był w pełni przyjemny, ale dzieciak prawie umierał mu z przyjemności. Po zabawie językiem, zastąpił go palcem, poruszając nim głęboko w środku.
- W-więcej... - chłopak zakwilił.
Wkrótce dwa palce, stały się trzema i Eren jęczał już jak zwykła dziwka. Prezentował się ślicznie z błyszczącymi oczami, mocnym rumieńcem, wystającym lekko językiem i nabrzmiałym, wilgotnym kutasem.
- P-potrzebuję... cz-czegoś większego... już- zadławił się, gdy przyjemność stała się nieznośna. Rivaille obawiał się tej części, wsunął na siebie prezerwatywę, polewając ją obficie lubrykantem, którego nie używał za często, ale Mike upierał się przy tym. Nie zapomnij o lubrykancie, bo zabijesz biedaka. 
Te słowa wyryły mu się w głowie i powoli, ale pewnie, pchnął w czekającego nastolatka. O kurwa... to jest... Nie mógł sformułować nawet jednego słowa, kiedy ciasny gorąc zassał jego chuja. Ręce Erena zacisnęły się na jego mięśniach, wbijając w nie mocno. Wpatrywał się prosto w Rivaille'a, a mężczyzna pochylił się do przodu by złączyć ich usta.
Poruszał na początku powoli biodrami, mógł poczuć w ustach wibracje z jęków Erena; powodowały one, że jego biodra szarpały się jeszcze głębiej w dzieciaka, który wbijał mu paznokcie w bladą skórę.
- Ngh... kurwa... tak kurewsko ciasno... - zdołał powiedzieć Rivaille, ustalając stałe tempo. Był zaskoczony tym, jak jego kutas był ślicznie połykany przez Erena.
- Ahn... fuuu... hah. ngh.. ah. Rivai... t-tak... dobrze.. - zielonooki wyjęczał, poruszając biodrami w tym samym czasie, co Rivaille wpychający w niego swojego kutasa.
To tak cholernie różniło się od spania z kobietą, w końcu miał próbkę tego, co dzieciak miał do zaoferowania i nie był pewny, czy coś innego będzie już z stanie go zadowolić. Czuł się niesamowicie... Eren mógł mieć dziewczęcą figurę, ale czuć było jego męskość. Podobało mu się, jak penis dzieciaka ślizga się między ich torsami, jego tyłek wychodzi mu na przeciw i stawia opór.
- Kurwa... E... Eren - imię nieświadomie opuściło jego usta, posłało to dzieciaka na krawędź. Biała sperma wytrysnęła na ich piersi, oblepiając ich, z czym Rivaille nie czuł się kompletnie niekomfortowo.
- Rivaille! Rivai... hah..
Przyśpieszył. Dźwięk odbijających się od siebie ciał niósł się po gabinecie razem z jękami Erena. Jeszcze więcej nasienia rozlało się na nich. Rivaille był blisko. Tak blisko, że praktycznie mógł poczuć smak orgazmu na swoich wargach. Schylił się po kolejny niewinny pocałunek od chłopaka, zanim uderzył po raz ostatni, wypełniając prezerwatywę spermą.
Ciało Rivaille'go zatrzęsło się, orgazm uderzyło go jak kamień. Poczuł ból w kościach, który wywołał ostateczny jęk, który uciekł z jego ust. Z zamkniętymi oczami wysunął się cały z Erena i uległ rękom chłopaka oplatających jego szyję i ciągnących go w dół. Ich oddechy były ciężkie, a klatki piersiowe poruszały się w synchronizowanym tempie - jedna opadała, gdy druga się unosiła.
Rivaille nie pamiętał, by kiedykolwiek czuł się tak spełniony i szczęśliwy. Sturlał się z klatki chłopaka i wpatrywał się na zamglony sufit. Eren od razu przycisnął się do jego boku jak szczeniaczek. Wykrzywiło to jego ustach w uśmiech.
Otumanienie powoli mijało, ogarniało go coraz większe zmęczenie. Nie miał siły myśleć o tym, co przed chwilą zrobił z Erenem, zrobi to rano przy filiżance kawy i papierosie. Za kilka godzin. Tak dużo czasu minęło odkąd z kimś spał, niemalże zapomniał, jak jest czuć czyjeś ciepło na skórze i jak łatwo jest wtedy zasnąć.
Rivaille był zadowolony. Ręką otulił śpiącego już chłopaka i wtulił głowę w poduszkę. Odpłynął; ale nie tak bardzo daleko - był tam, gdzie chciał być.


Ten rozdział jest w 60% oryginalny ^^" ...jeśli nie mniej. Muszę się pożalić, bo nienawidzę tekstów w stylu: "oh, gejowski seks jest o niebo lepszy, kobieta ci tego nie da, ziomuś, wsadzaj w męski odbyt, już zawsze, na zawsze, bo baby nie są tak ciasne" - a tu był akapit temu poświęcony ;__; pominięty przeze mnie : D bardzo zredagowane, bardzo moje ( ^◡^)っ✂❤

środa, 27 listopada 2013

ZUWTP: LUBIĘ BRUNETKI

- Cholera, fajnie tu - gdy Hanji wysiadła z auta, jej oczy błyszczały za szkłami w zachwycie. Jej wzrok z zaciekawieniem przesuwał się po błyskających billboardach i jasnych znakach. - Możemy wejść? Możemy wejść? - pytała, denerwując tym szefa.
Mężczyzna dopiero wysiadł z auta, przez chwilę lustrował okolicę wyłamując sobie palce. Miejsce nie wydawało się być mocno chronione, jak teraz tak na to patrzył, to byłoby naprawdę łatwym celem dla jego chłopców.
- Idziemy - rozkazał i kilku wybranych mężczyzn opuściło auto. Dwóch tęgich mężczyzn stojących przy wejściu nie było wartych jego uwagi - machnął ręką i dwójka jego pracowników pozbyła się ich.
- Nile nie powinien mi teraz podskakiwać. Może mieć więcej hajsu, ale nikt nie zabierze mi gówna i z nim ucieknie. - wyciągnął papierosa z kieszeni w kamizelce i zapalił go. Szli ciemnym korytarzem, w którym pachnęło piżmem. - Śmierdzi tu - warknął, wkurzony. Bał się, że ubrudzi buty.
Para ludzi Nile'a szła w ich stronę i to Hanji postanowiła się nimi zająć. Może nie była ekstremalnie szybka, ale za to gibka i zwinna. Z łatwością wślizgnęła się między nich w wąskim korytarzu i uderzyła celnie w punkty witalne na tyle szyi. Od razu upadli nieprzytomni.
- Yay, szefie! Dostanę coś za to?
Niechętnie poklepał ją go głowie. Marzył, by chociaż raz milczała - jej donośny głos najprawdopodobniej dotarł już do Nile'a. W końcu się zamknęła, ale co to zmienia? Stanęli na końcu korytarza przed parą solidnych drzwi, Rivaille wiedział, że musi się skupić. Zbliżył się do nich i stanowczo otworzył. Dobiegł go drażniący płacz i charakterystyczny dźwięk metalu uderzającego w ciało. Rozwarł oczy, gdy zobaczył dwóch mężczyzn okładających blondynkę metalowymi prętami. Wszystko było we krwi. Mimowolnie zacisnął zęby.
- Rivaille, jakaż to przyjemność cię widzieć - władczy głos z drugiego końca pokoju zmusił go do oderwania wzroku od jego przebierańca i spojrzenia na szefa niesławnego MALICE. - Nie przypominam sobie, bym cię zaprosił... Stało się coś?
Dopiero teraz bijący Erena mężczyźni zwrócili uwagę na nieproszonych gości. Wyprostowali się, dając chłopakowi odetchnąć. Wtedy ten uniósł lekko głowę. Zielone, przerażone oczy spotkały te Rivaille'a, ale mężczyzna spojrzał na niego chłodno, niemo błagał, by siedział cicho.
- Ta, ukradłeś mi coś. - Rivaille wsadził ręce do kieszeni. Mężczyźni z prętami zbliżyli się do niego, ale zignorował ich - zamachiwali się na tyle wysoko, by zdołał uniknąć prętów i połamać im kolana.
- Oh, blondyneczka? Nie wiedziałem, że należy do ciebie. - Ciemne brwi wygięły się w zaciekawieniu. - Ta dziwka kurwiła się na moim terenie, więc postanowiliśmy dać jej nauczkę. - Ten koleś był ślepy? Był stary... więc było to możliwe. Rivaille wolał nie wspominać, że blond włosy to syntetyczne włókno, a cycki - stare skarpety.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Więc ją poobijałeś? - zachichotał i stanął nad leżącą "dziwką". Złapał przykutego do podłogi Erena za policzek, uśmiechając się podle. - Jeśli jest tak dobra, jak mówią, czemu jej po prostu nie przeruchasz? -spytał złośliwie, prostując się. Eren milczał. - Mimo liczby gości, z którymi spała, jej cipka ciągle jest ciasna jak twój tyłek. - Nile wydał się być zakłopotany. - Prawda, Mike? - Odwrócił się do swojego podwładnego, który przytaknął z równie obślizgłym, jak i zboczonym uśmiechem. Tch, obrzydliwe.
- Powinieneś wiedzieć Rivaille, że preferuję rude. - Rivaille cmoknął. - Poza tym, w tej brudnej dziurze, którą nazywasz waginą, pewnie czai się syfilis. - Neil opadł w fotelu. - Co w niej widzisz, Rivaille? - mężczyzna stężał. - Lubisz blondynki, tak? Twój podstarzały tatusiek też był blondynem... jak się nazywał?
Z każdą chwilą Rivaille był coraz bardziej zły. Najpierw Nile zabrał sobie jego przebierańca, teraz obraża jego adopcyjnego ojca? Chciał wydostać się z tej dziury śmierdzącej gównem. Było tu, kurwa, obrzydliwe.
- Tch, z bycia chujem się nie wyrasta. Wezmę tylko, co moje i skończymy na dziś, ha? - Nile uśmiechnął się szeroko.
- Spieszy ci się gdzieś, Rivaille? Nigdzie jej nie podpisałeś... - Rivaille miał dość, o co temu kolesiowi do cholery chodziło? Miał ochotę pociąć go na kawałki i wrócić do siebie jak najszybciej.
Ale sprośny uśmiech przemknął przez jego usta. Zbliżył się jeszcze raz do Erena, wpatrując intensywnie w jego jasnozielone oczy.
- Oi, suko. - Poniżający zwrot nie uraził Erena, jego serce biło tak szybko. - Jesteś moja? - Blondynka nie poruszyła się nawet o centymetr. Wyglądało na to, że Rivaille został z problemem sam i musiał wziąć wszystko w swoje ręce. Dosłownie.
Ukucnął i jedną ręką uniósł chłopaka brutalnie za policzek. Gwałtownie pochylił się i okrył jego usta swoimi. Eren sapnął z zaskoczenia, rozwierając je, co pozwoliło Rivaille'owi wsunąć swój gorący język do środka. Gdzieś za jego plecami Hanji zagwizdała, wtedy odsunął się nieco, zagryzając mocno dolną wargę Erena. Rivaille oblizał usta pokryte mieszanka śliny i krwi.
- Wystarczający dowód? - złapał za blond włosy mocno, uważnie, by nie zerwać peruki. Eren był teraz jeszcze bardziej zdezorientowany, niezdolny do myślenia, cały czerwony i zszokowany. - Powinieneś nauczyć swoich chłopców lojalności, Nile. - Z uśmieszkiem, rozpiął Erenowi kajdanki i pomógł mu wstać. Skierowali się do wyjścia, niespodziewanie Rivaille zatrzymał się w drzwiach. - Oh, łap to - sięgnął do piersi chłopaka, wyciągając stamtąd skarpetki. Wylądowały na podłodze za nimi, tak samo jak zakrwawiona peruka.
- Żebyś wiedział na przyszłość - patrzył na zszokowanego Nile'a chłodno, - lubię brunetki.

poniedziałek, 11 listopada 2013

ZUWTP: ZA PÓŹNO NA PRZEPROSINY?

- To bachor. - Zero reakcji. - Przespał się z Mike'iem i Hanji! - Cisza. - W bazie! - Nic. - Irwin, słuchasz w ogóle? - Rivaille zezłościł się jeszcze bardziej, ale blondyn zachował spokój.
Poprawił się subtelnie w fotelu, bacznie obserwując szefa.
- Jesteś wściekły, bo dzieciak wygłupiał się z twoimi podwładnymi?
Niższy mężczyzna przytaknął, a Irwin westchnął. Dobrze rozumiał, w czym tkwi problem, ale nie wiedział, jak to przekazać Rivaille'owi. Nie mógł przewidzieć jego reakcji - może brunet go zignoruje, a może (w najgorszym wypadku) wpadnie w furię. Każdy sposób przekazania mężczyźnie tej informacji nie był w pełni bezpieczny; ale nie mógł go okłamać i milczeć.
A szczerze, prawda była oczywista i... zaskakująca. Rivaille czuł coś do dzieciaka. I to jakiego rodzaju były to uczucia - ojcowskie, czy głębsze - naprawdę nie miało już da niego znaczenia. Przebieraniec zagościł w głowie bruneta i nic nie wskazywało na to, by miało się to zmienić. Irwin westchnął.
- Rivaille, rozumiem twoją złość. Ale sądzę, że nie jesteś w stanie w pełni zinterpretować swoich uczuć. - Mężczyzna zamrugał. - Bez obrazy, ale nie jesteś emocjonalną osobą. Od pierwszego spotkania byłeś zimny, bezwzględny i brutalny. Tak było zawsze. Oczywiście, nie dysrespektuję cię przez to - blondyn zdławił chichot, był trochę rozbawiony całą sytuacją. - Obserwowanie ciebie takiego... pobudzonego... jest odświeżające.
- Huh? - Rivaille zamrugał i patrzył na niego ze śmiertelnie poważną miną. Co on tu pierdoli?
Irwin jedynie uśmiechnął się szeroko.
- Rivaille, jak bezdusznie. Wyrzuciłeś biednego dzieciaka na śnieg, by wrócił do domu... który, kto to wie, najprawdopodobniej leży kilka mil stąd. Mogę się założyć, że już ktoś go molestuje... miał na sobie tylko stringi, prawda? Pewnie jego okrągły tyłeczek jest już solidnie obity... Sądzę, że powinieneś go przeprosić.
Dotąd zdezorientowany szef RECON , nagle poczuł wstyd i złość. Może naprawdę był zbyt surowy? Ale musiał dowieść swego! Przecież gówniarz wiedział, że seks był stanowczo zakazany!
Ale dobra, padało... może powinienem mu pozwolić się chociaż ubrać..?

Teraz zaczął rozmyślać nad kolejną sprawą, której nie potrafił do końca przyjąć. Czy to, co próbował mu przekazać Irwin, mogło być prawdą?
- Lubisz go - Rivaille zakrztusił się. - Jak inaczej to wyjaśnisz? Widać, że stale chodzi ci po głowie.
Prawda. Rivaille wstał, warknął na swojego byłego szefa i opuścił pokój. Irwin uśmiechnął się.
- Ziarno zasiane... Mam nadzieję, że się im uda.
Blondyn słyszał o tajemniczej blondynce, jak każdy inny alfons. Była zmorą, której nikt nie chciał na swoim terenie. Ale nigdy nie spodziewał się, by ta weszła na teren Rivaille'ego. A teraz nie mógł uwierzyć, że Rivaille w ogóle mógł coś do kogokolwiek poczuć.

Poprawił kurtkę i zgarbił się lekko chroniąc przed lodowatym wiatrem. Szedł wzdłuż chodnika z powrotem do bazy. Nagle wyciągnął z kieszeni telefon.
- Halo? Mike? Możesz mi powiedzieć, skąd wziąłeś przebierańca? - Rivaille zamilknął, słuchając odpowiedzi. - The Grand? Ale to jest...? - rozłączył się i wkurzony wcisnął telefon do kieszeni.
The Grand stał na końcu ulicy! "Idąc milami przez śnieg", kurwa. Zawarczał i ruszył przed siebie. Hotel stał niedaleko od RECONu, musiał jedynie przejść przez ulicę i ... czekaj, coś nie gra.
Przed hotelem stał czarny van z odpalonym silnikiem. Nie wyglądał na jego, co go zaniepokoiło.. Kto buszował sobie po jego terenie? Zanim zdążył podejść, trzech wielkich kolesi wypadło z hotelu, wrzuciło kogoś do auta i szybko odjechało. Zapamiętał numer na tablicy rejestracyjny. Domyślał się, kogo właśnie porwano.
Ale nie... to nie mógł być...
- Eren! 
 Nie tracąc ani sekundy, ponownie wyciągnął telefon i wybrał numer swojej prawej ręki.
- Hanji, sprowadź mi natychmiast auto i Mike'a z kilkoma mężczyznami. Mamy dzieciaka do złapania.
Chrząknął ze zdenerwowania, kiedy się rozłączył. Niemal nie zmiażdżył telefonu. Po chwili przebiegł na drugą stronę ulicy, gdy jeden z jego luksusowych sedanów zatrzymał się przy krawężniku. Odnotował, by pogratulować Hanji za jej szybką reakcję. Wsunął się na tyły auta i poprawił ubranie. Podciągnął rękawy, mentalnie przygotowując się już do walki.
- Ej, ej, Rivaille, gdzie w ogóle jedziemy? - spytała Hanji, poprawiając okulary. Była podekscytowana, podskakiwała na siedzeniu z niecierpliwości. Ale Rivaille musiał chwilę pomyśleć.
Kto chciałby porwać Erena? W ile barów uderzył? Cztery. Mój, Irwina, Nile'a i Pixisa. To nie mógłbym być ja, ani Irwin. Pixisowi nie zależałoby na ściganiu żadnej dziwki. Więc zostaje...
- Oi, w lewo! - krzyknął i kierowca ruszył, nieporuszony surowym tonem.
Rivaille warknął i uderzył pięścią w drzwi. Nile był ostatnim mężczyzną, którego chciałby dobrowolnie wkurwić, ale musiał mu odbić Erena. Nile nie miał prawa postawić nogi na jego terenie...
Eren, wytrzymaj chwilę. Idę po ciebie.

Ahahahah, masakrycznie przewidywalny fluff ~ ♪♪ ✿

piątek, 25 października 2013

ZUWTP: SAM

Rivaille jęknął. Tak przyjemnie było być obudzonym w środku nocy przez głośne pojękiwanie. Przezabawnie. Ile razy mówił tym idiotom, że seks w bazie jest zakazany? Definitywnie zakazany?! Wkurwiała go poplamiona i śmierdząca pościel, tak jak hordy napalonych dziewczyn włóczących się po budynku. I  byli w pierdolonym miejscu pracy, nie u siebie.
Mógłby jeszcze godzinami wymieniać powody, dla których seks był tu zabroniony, ale musiał ukarać osobę pierdolącą się piętro niżej. Stojąc przed drzwiami zza których dobiegało nieznośne skrzypienie łóżka i jęki, był zszokowany. Pokój należał do Mike'a, nigdy nie posądziłby go o złamanie zasad, a tu ten pieprzy sobie kogoś pod jego nosem... ej, czekaj... czy to,kurwa...
Otworzył z impetem drzwi, stając oko w oko ze swoim zaufanym podwładnym. Na jego biodrach okrakiem siedziała jakaś dziwka. Rozpoznał jej włosy i warknął. Bez słowa podszedł do nich, złapał ją za za sukienkę i ściągnął ze swojego podwładnego. Eren protestował, próbując się uwolnić, ale Rivaille nie zamierzał  puścić, nigdy. Nie mógł uwierzyć, kurewsko nie wierzył.
- Ty pierdolona suko!
Rivaille zaciągnął go do jego pokoju. Od samego początku był dla niego za dobry!
Kopnął go w krocze, Eren upadł na kolana z krótkim krzykiem. Zakleszczył jego nadgarstki w swoich palcach i skuł je tak, jak kilka tygodni temu, gdy po raz pierwszy Eren wpadł mu w ręce. Tak powinno być. Gówniarz nie powinien mieć żadnych swobód.
- Co, do kurwy, robisz, dupku? Tylko...
- Zamknij. Kurwa. Ryj. - Eren wzdrygnął się, zaciskając usta. Oczy Rivaillego pociemniały ze wściekłości. Nigdy wcześniej nie widział mężczyzny tak złego. - Trzymaj swoje brudne łapska od moich podwładnych, słyszysz suko? - Eren przytaknął potulnie.
Był zawiedziony, jego misterny plan nie wypalił. Myślał, że kiedy prześpi się z Mike'iem, Rivaille będzie zazdrosny i wtedy się z nim prześpi. Ale to... tego nie przewidział.
Rivaille nie powiedział nic więcej, wypadł z jego pokoju, zamykając je na klucz. Miał nadzieję, że następnego dnia będzie spokojniej - Eren wróci do bycia infantylnym szczeniaczkiem, więc będzie mógł go przetrzymać tu bez problemow trochę dłużej, potem pomówi z okolicznymi szefami i pozbędzie się gnojka. Taki miał plan.
Ale kolejnego dnia, już z rana, coś znów było nie tak.
- Gdzie Hanji?
Jego podwładni nie wiedzieli. Nikt nie wiedział. Potrząsali tylko swoimi pustymi głowami bezradnie.
Rivaille zawsze musiał jej pilnować. Znał ją dobrze, wiedział, że przez przypadek może wpaść łatwo w tarapaty Ale zajmował się nią, bo była mu wierna... przynajmniej tak sądził.
Kiedy otworzył drzwi pokoju Erena, wkurwił się jak nigdy. Nastolatek klęczał między jej nogami, a dokładniej szorował jej głową po wewnętrznej stronie ud.. Mina Hanji wyrażała pełen zachwyt, nawet z jej ust zwisał język, jak u jakiegoś pieprzonego psa. Mam, kurwa, dość.
- HANJI! - wrzasnął.
Kobieta otrzeźwiała, odsunęła się szybko od młodego mężczyzny. Nie dziwił się, że wyglądał na przerażonego. Złapał go za kark i zaciągnął brutalnie korytarzem i przez schody, aż na cementowy chodnik. Na zewnątrz padał śnieg, a Eren był w samych nylonowych stringach.
- Hej, spójrz na mnie. - Zielone oczy spotkały te wściekłe szefa. Jeśli wczoraj był wściekły, to dziś...- To koniec. Mam dość trzymania cię tutaj, chciałem cię chronić, uspokoić ludzi, z którymi masz na pieńku, zapewnić lepszy star, ale pierdolę to. - Eren zgarbił się. - Przespałeś się z jednym z moich najbardziej zaufanych ludzi i moją prawą ręką. Myślałeś sobie, że jak, kurwa, zareaguję, ha? Myślałeś sobie, że będę wył jak jakiś gówniarz, a potem przybiegnę do ciebie zapłakany? - Tak, Eren naprawdę sobie tak pomyślał, a Rivaille wyczytał to z jego oczu. Pieprzony dzieciak.
- Wypierdalaj stąd. Nie chcę widzieć twojego brzydkiego ryja na moim terenie, słyszysz? - Nastolatek przytaknął, drżąc z zimna. Rivaille zauważył to i w ostatnim geście miłosierdzia, zdjął z siebie płaszcz i rzucił go dzieciakowi na kolana, zanim wszedł do budynku, zatrzaskując za sobą drzwi.
Eren cierpiał. I nie obchodziło go zimno. Był zbyt odrętwiały psychicznie, by cokolwiek zrozumieć. W głowie miał pustkę i ból uderzający w jego klatkę piersiową przy każdym oddechu. Ludzie gapili się na niego, jak szedł ulicą, okryty jedynie czarnym płaszczem. Ciepłym i pachnącym nim...
- Kurwa - zabluźnił rozpaczliwie. Był wściekły na siebie za myślenie o nim. W końcu ten go wywalił na zbity pysk, na śnieg, bez szansy na usprawiedliwienie się... ale...
Czy nie przesadziłem? Nigdy wcześniej nie widziałem go aż tak... wściekłego. A chciałem tylko... chciałem, żeby spojrzał na mnie i zobaczył człowieka, nie kawałek śmiecia. Nie jestem dziwką... czy jestem? Czy to wszystko, kim jestem?
Już nie wiedział. Łzy spłynęły po jego czerwonych od zimna policzkach. Czy był jeszcze człowiekiem? Rivaille pewnie tak nie sądził. Nie przestał płakać, nawet gdy wszedł do hotelu. Nie przejął się nawet Mikasą, która od razu doskoczyła do niego, otulając ciepłymi kocami.
Eren był sam.

czwartek, 17 października 2013

ZUWTP: OPANCERZONY RENIFER

Masakrycznie obłudne to opo >D Zalecam, by nikt nie czerpał z niego informacji o nielegalnych walkach, kulisach prostytucji i pracy mafii. Po ang. brzmiało to bardziej słodko, po polsku trochę żałośnie. Ale zapraszam ❤

- Oh, Mikasa~ Ostatnio bardzo rzadko tu wpadasz~
Może i ciemnowłosa piękność tu "wpadła", ale duchem była daleko. Była, zanim ludzie zaczęli pożerać ją wzrokiem. Wtedy usiadła wypłoszona przy barze, a jej czarny, sportowy stanik zaczął nagle wydać się zbyt skąpy.
- A co to za ponura mina?
Mikasa wierciła się, wykręcając palce pod ladą baru.
- Eren... - jej oczy zamigotały lekko -... nie wrócił do domu. Czy... miał złego... klienta, Hannes?
Nie lubiła używać tego terminu, ale wiedziała, że chłopak tak to właśnie odbierał. A te pieniądze, które przynosił do domu, ich liczba była niesamowita; wystarczały na każdy hotel, w którym się zatrzymywali, chociaż ceny wciąż rosły.
Hannes podsunął jej szklankę wody.
- Wypij to - nakłonił ją delikatnie; miał nadzieję, że ukoi to jej nerwy. Dosłownie trzęsła się z niepokoju o brata, ale Hannes dobrze wiedział, że dzieciakowi nic nie jest.
- Eren na pewno jest z jakimś klientem. Wiesz, stał się popularny w innych barach, wielu zna teraz jego uliczne imię. - Oczy Mikasy rozszerzyły się, gdy piła wodę. - Najprawdopodobniej śpi właśnie u kogoś i rządzi się jak król - Hannes uśmiechnął się, próbując ją uspokoić.
- Więc... myślisz, że wszystko z nim w porządku? - spytała, lustrując wzrokiem tłum; miała nadzieję, że może dojrzy w nim swojego brata.
- Gwarantuję to. Jeśli coś poszłoby nie po jego myśli, już byłby z tobą w domu - Hannes na krótko zajął się innym klientem, zanim ponownie skupił się na Mikasie. - Wbrew peruce i szpilkom, ciągle jest mężczyzną, wiesz? Da sobie radę.
Dziewczyna odkryła, że myśl o jej bracie na wysokim obcasie ją bawi. Nigdy nie widziała go w jego... stroju. Bo nigdy nie chciał - nie chciał, by zobaczyła tę jego roboczą stronę. I szanowała to.
Zanim zdążyła odpowiedzieć barmanowi, poczuła na ramieniu trzęsącą się rękę. Obróciła się i zobaczyła blondynkę - małą, niebieskooką piękność. Zamrugała. Twarz dziewczyny wydawała się być znajoma.
- To ty Mikasa? - brunetka zamrugała. Zlustrowała dziewczynę. Miała na sobie słodką, niebieską sukienkę w falbanki, niskie szpilki i niebieskie kokardki wpięte w blond loki. Wtedy zrozumiała.
- Armin? Ty... pracujesz TU? - Ona, to znaczy on, zaśmiał się nerwowo, pocierając tył głowy. Skinął głową potulnie. Hannes zaśmiał się, zerkając na oszołomioną Mikasę.
Poklepał młodego chłopaka po ramieniu, uśmiechając się szeroko.
- Ten dzieciak też jest dość popularny! Zwłaszcza, że jest dziewicą.
Mikasa zamrugała. Batman już odpowiadał na jeszcze niezadane przez nią pytanie:
- No, on nie robi tego, co Eren.  Wiesz, jakby to powiedzieć... Armin jest bardziej jak... słodycz dla oka! Jest taki słodki i uroczy, że tłumy nie potrzebują nawet by ściągał z siebie sukienkę. - Policzki Armina wkrótce przybrały kolor jego pomadki
- Hannes! - schował twarz w dłoniach. Zanim mógł powiedzieć więcej, jakaś kelnerka zawołała go z powrotem do pracy. - Przepraszam, Mikasa! Muszę iść! - Złapał za dół sukienki i pobiegł na szpilkach na scenę, pod którą ludzie już skandowali głośno jego imię. Mikasa uśmiechnęła się; chłopak naprawdę wyglądał uroczo.
Dokończyła wodę, zanim zeskoczyła ze stołka.
- Już wychodzisz, Mikasa? Możesz się ze mną jeszcze napić~
Dziewczyna potrząsnęła głową.
- Nie piję, Hannes. - I musiała jeszcze pójść na walkę. - Jeśli Eren wróci, to daj mi znać. - Posłała mu nikły uśmiech i opuściła bar. Zagryzła wargę, gdy zimne powietrze uderzyło w jej tors. Kilku ludzi zagapiło się też na jej umięśniony brzuch, ale zignorowała to.
Wkrótce stanęła pod ruderą otoczoną dla bezpieczeństwa barierką. Z przodu wyglądała na opuszczoną, ale mimo to otworzyła bramę, upewniając się wcześniej, czy w okolicy nikogo nie ma i weszła do wnętrza budynku. Przypominając sobie instrukcje zapisane na zaproszeniu, skierowała się prosto do salonu i pociągnęła za jedyną, czerwoną książkę na półce. Po kilku sekundach, usłyszała zza biblioteczki skrzypienie. Następnie odsunęła półkę.
Kamienne schody szły ciemnym korytarzem w dół. Podążyła nimi bez wahania. Już wkrótce usłyszała wiwaty. To było to, podziemny ring bokserski. Stanęła pod schodami i zaczęła przeciskać się przez tłum. Kilku tęgich mężczyzn gapiło się na nią i śmiało się głośno. Była tu jedyną kobietą, ale to nie był dla niej żaden powód, by się wycofać.
- Oh, a to co? Kandydatka? - Spiker zachichotał wraz z widownią. - Jesteś pewna, że tego chcesz, panienko? Jeszcze możesz się wycofać. - Ale stała prosto, napinając wszystkie mięśnie. Dojrzała swojego rywala i po prostu... koleś był górą tłuszczu. I dobrze. Nie był umięśniony, nie wydawał się być żadnym przeciwnikiem. Łatwa forsa. 
- Dobrze, wygląda na to, że nasza panienka ma na tyle odwagi, by spróbować powalić jednego i jedynego Kluchę! [oryginalnie Blob].
Rozległy się wiwaty i gruby koleś przez chwilę chłonął chwałę. To miały być jedyne wiwaty, jakie usłyszy, zanim go pokona. Podeszli do siebie na ringu, a Mikasa już zaczęła odczuwać nudę. Spiker zdążył jedynie policzyć do trzech, tyle wystarczyło by stopa Mikasy wylądowała na twarzy Kluchy, powalając go jednym, krótkim ciosem. Wszyscy wydawali się być zszokowani, ale spiker nie przerywał.
- To... fart początkującego! Dawajcie kolejnego przeciwnika. Jedynie z jedną porażką na koncie, powraca z odwetem. Skorpion na pewno nie popuści takiej małej dziewczynce! Jego ciosy ukłują cię, będziesz jeszcze płakać, panienko! - Mikasa zwęziła oczy. Na szczęście ten powinien zabawić ją trochę dłużej.
Trzy, dwa, jeden...
Jeden... dwa... trzy, cztery, pięć. Nieźle, dwie sekundy dłużej niż za pierwszym razem.
Czas mijał naprawdę szybko, gdy powalała przeciwnika za przeciwnikiem. Teraz była ulubienicą tłumu, spiker ją kochał. Nadchodziła już północ i nieubłaganie zbliżała się ostatnia walka tej nocy. Mikasa była w pełni gotowa.
- Ta walka rozstrzygnie wszystko! Czy nasza panienka będzie zdolna pokonać mistrza?! - Podziemna arena zaryczała głośno w oczekiwaniu. - Zobaczmy, kto zwycięży! A teraz! Ten tutaj mistrz nie przegrał żadnej walki przez ostatnie dwa miesiące ! Duży, szczupły, silny i całkiem przystojny! Dziewczyny i kolesie gasną w kontakcie z tym kawałem mięsa! - Wiwaty rozbrzmiały jeszcze głośniej. - Panie i  panowie! Nie śmiejcie się z jego imienia, bo jeszcze skończycie w szpitalu! Proszę, powitajmy potężnego, silnego, niesamowitego Opancerzonego Renifera!
Mężczyzna wyszedł z założonymi rękawicami bokserskimi. Miał na sobie tylko shorty, jego abs był jasnym dowodem ciężkich treningów. W końcu ktoś warty jej uwagi i nawet jej zdaniem, całkiem przystojny. Jej uwagę zwróciły jego krótkie, blond włosy i ciemne oczy; umięśniony brzuch i klatka piersiowa były jedynie dodatkiem.
Będę się dobrze bawić, pokonując go.
- Trzy, dwa, jeden, start!

niedziela, 6 października 2013

ZUWTP: JESTEŚ MÓJ

Szefa RECON z myśli wyrwało pukanie do drzwi. Nerwowym ruchem odłożył książkę na biurko i poprawił się w fotelu.
- Wejść! - rozkazał. Zanim drzwi zdążyły się otworzyć, postawił ciemne buty na dużym, dębowym biurku i przechylił się ekstrawagancko w fotelu z rękoma założonymi na piersi. Jego oczy rozszerzyły się, kiedy zobaczył swojego gościa.
- Oh? Jaka niespodzianka. - Eren zamknął za sobą drzwi i podszedł trochę bliżej. Ubrany był w swoje szpilki, kusą, iskrzącą się kieckę i długą perukę. Musiał ją umyć, bo Rivaille nie był w stanie dostrzec na niej żadnej kraj plamy. Na twarzy starszego mężczyzny wykwitł chytry uśmiech. - Jak się wydostałeś? - Nastolatek uśmiechnął się szeroko, pokazując mu wsuwkę. - Więc jesteś prostytutką i w dodatku złodziejem? - Eren wydął wargi.
- Dziewczyna musi mieć odpowiednie umiejętności do przetrwania w świecie władanym przez mężczyzn - z każdą mijającą sekundą coraz bardziej rozśmieszała bruneta. Rivaille uśmiechnął się szeroko, wstał i obszedł biurko, by oprzeć się o nie wygodnie i bez problemu móc lustrować Erena.
- Przyszłaś tu głosić prawa kobiet, czy może miałaś coś innego w planach? - Zdawało się, że Eren złapał haczyk. Bujając zmysłowo wąskimi biodrami zbliżył się do Rivaille'a, który nie mógł poderwać wzroku od jego ciała. Cycki i włosy mogły być sztuczne, ale ta niesamowita talia już nie. Eren mógł sobie nawet między nogami chować chuja, a Rivaille'a to teraz nie obchodziło.
Eren zbliżył się wystarczająco, by ich ciała się stykały, wtedy palcami zaczął bawić się jego krawatem.
- Jesteś takim chłodnym mężczyzną, Rivaille-sama~ - wygruchał, patrząc na niego kokieteryjnie spod grubych, sztucznych rzęs.- Czy to, co tu robię, nie jest oczywiste? - Rivaille nie odpowiedział, zamiast tego nie zrywał z chłopakiem kontaktu wzrokowego.
Dłoń przebierańca ostrożnie sięgnęła do jego ciała, ukrytego pod ubraniami. Kiedy Rivaille nie zrobił nic, by go odepchnąć, chytry uśmiech wypłynął na jego usta.
- Masz świetne ciało, szefie~ - Jego głos był słodziutki jak miód i niebezpieczny jak trucizna i nie zdradził lekkiego poczucia zawodu. Nawet jeśli szef nie reagował tak chętnie jakby chciał, to przynajmniej go nie odrzucił.
- Hmmm. - mruknął, opadając na kolana. Dłońmi wędrował w dół po umięśnionych bokach szefa. Był pod ich wrażeniem, ale nie zamierzał uświadamiać Rivaille'a. - A co kochany szef tu przede mną chowa, hm? - wypielęgnowana dłoń Erena poklepała wybrzuszenie pod ciemnymi spodniami, ale Rivaille ani drgnął.
Eren wziął to za dobry znak i kontynuował. Szybko rozpiął mu pasek i ściągnął spodnie do kostek. Pochylił się do przodu z uśmieszkiem, patrząc mu prosto w twarz, gdy polizał przez bieliznę jego erekcję.
- Jak na tak niskiego gościa, naprawdę masz smakowitego chuja, wiesz~? - Rivaille warknął na niego krótko i podparł się dłońmi o biurko.
Powoli jego bokserski zostały ściągnięte, uwalniając twardego członka. Szef syknął, reagując na chłodne powietrze owiewające jego gorącego kutasa. Eren zachichotał filuternie, biorąc delikatnie w dłoń jego bazę i pochylając się, by polizać główkę.
- Niech szef mi powie... chcesz więcej? - erotyczna rozmowa była kontynuowana, ale platonicznie, bo jedynym dźwiękiem opuszczającym usta Rivaille'a były ciche warknięcia i chrząknięcia.
Czerpiąc wystarczająco dużo zabawy z drażnienia go, w końcu pochłonął całą jego długość, ssąc ją powoli i zmysłowo. Nie odrywał wzroku od Rivaillego. Głośniejsze chrząknięcie uciekło z ust mężczyzny, gdy jego kutas został zassany niemal idealnie. Natychmiast zagryzł wargi. Nie chciał być zbyt wokalny. Tak, ostatnie czego chciał to, żeby dzieciak podbudował sobie na nim ego.
- Zamierzasz dla mnie dojść? Pośpiesz się i już dla mnie dojdź, szefie~ Nie sądzę, żebym mógł dłużej czekać - Eren drażnił go, przyśpieszając swoje ruchy. Rivaille był faktycznie był blisko, ale nie pozwolił tego po sobie poznać. Straciłby dumę. Wkrótce nie mógł już dłużej się wstrzymywać. Złapał przebierańca za głowę, odsuwając ją od swojego ocieknącego preejakulatem członka. Szybko sięgnął po chusteczkę i złapał w nią spermę, która szybko z niego wystrzeliła.
Chrząknął cicho i wyrzucił chusteczkę do kosza.
Zielonooki chłopak nie był zadowolony.
- Szefie~ Chciałem cię zasmakować~ - zaskomlał, przybierając niewinną minkę. - Ale dobrze, jeszcze nie jest za późno~ Ciągle chcę cię poczuć w sobie~ - Ale Rivaille nie zamierzał się na to zgodzić.
Naciągnął spodnie i bieliznę, zapiął pasek. Chłopak klęczący przed  nim wyglądał na przegranego. Z westchnięciem sięgnął po kolejny banknot z tylnej kieszeni i rzucił go na kolana Erena.
- To za kłopot - wymamrotał przed ucieczką do drzwi. Eren zawołał go, łapiąc za nadgarstek.
- Ale Rivaille-sama, chcę... - Szef odepchnął jego rękę, rażąc zabójczym spojrzeniem, jego oczy były zimne jak lód. Eren podskoczył i poczuł dreszcz przebiegający wzdłuż jego kręgosłupa.
- Ja... Nie mogę, nie potrafię przelecieć prostytutki - wykrztusił, zaciskając zęby. Eren zabrał swoją dłoń, patrząc na swoje kolana. - Możesz mieć tyle pieniędzy, ile tylko chcesz. Możesz żyć ze swoją siostrą beztrosko. - Eren sapnął. - Ale nie myśl nawet przez chwilę, że mógłbym wykorzystać cię ze względu na to, jak lecisz na hajs. - Już wystarczająco poniżające było to, że pozwolił dzieciakowi sobie obciągnąć.
Dosięgnął drzwi i otworzył je, obrócił głowę tylko na chwilę, by zerknąć na nastolatka siedzącego na kolanach. - Może gdyby okoliczności były inne, może wtedy byśmy... - nie dokończył myśli i zostawił nastolatka samego.
Ale Eren znał niewypowiedziane przez mężczyznę słowa. I to zabolało. Łzy pojawiły się w kącikach jego oczu.
To wszystko, czym jestem, huh? Brudną, przebiegłą, małą dziwką, którą obchodzą tylko pieniądze, huh?
Ściągnął z głowy perukę i zaczął się w nią wpatrywać. W tym przebraniu mógł mieć każdego, czy to kobietę, czy mężczyznę. Zapłaciliby dużo tylko dla jednej nocy sam na sam, byli tak cholernie zdesperowani, a on taki dobry. Gorzki śmiech opuścił jego usta.
- Więc Rivaille, jesteś pierwszy. Nikt nie był zdolny mnie odrzucić - uśmiechnął się pod nosem, zaciskając dłonie w pięści. - Zmienię to. - Bez względu na wszystko musiał zaciągnąć Rivaille'a go łóżka. Musiał. Nie wiedział, czy chce to zrobić dla odbudowy ego, czy czegoś sięgającego znacznie głębiej. Nie uchodziło go to.
- Już jesteś mój, Rivaille~

sobota, 28 września 2013

ZUWTP: HOMAR GOTOWANY W MAŚLE

Od momentu złapania Erena przez RECON minęło dopiero kilka dni, chłopak był trzymamy w jednym z wielu wolnych pokoi, dostawał dwa posiłki dziennie i najczęściej spotykał się z miłym traktowaniem. Niektórzy z członków nie byli zachwyceni jego obecnością - w końcu to przez niego nie dostawali ostatnio premii - ale słowo ich szefa było niepodważalne.
Poza tym dzieciak nie wydawał się przejmować tym, że jest tu przetrzymywany siłą, wbrew swojej woli. Kilka osób przyłapało go na skakaniu po łóżku lub podziwianiu pięknej ceramiki i ozdób w pokoju. Wydało się im to dziwne, więc przekazali informacje szefowi.
Rivaille właśnie szedł do niego z papierosem w ustach i zapalniczką wystającą z kieszonki kamizelki.
Przed wejściem do pokoju Erena wziął głęboki wdech i przygotował na nadchodzący ból głowy.
Powoli otworzył drzwi i odważył się postawić pierwszy krok do środka. Jego oczy natychmiast spoczęły na zielonookim chłopaku ubranym w perukę, bardzo skąpe stringi i wysokie szpilki. Śpiewał coś o gotowanym w maśle homarze i Rivaille cholernie żałował, że tu przyszedł.
- Oi, dzieciaku, co ty, do kurwy, myślisz, że robisz, huh? - warknął, łapiąc najbliższą wazę i cisnął nią w głowę przebierańca. Jeszcze go złapał i powalił na ziemię. Zatrzasnął drzwi i zaciągnął się głęboko papierosem. Wiedział, że to będzie długi dzień.
Eren powoli podniósł się z podłogi, masując głowę. Kawałki pękniętej wazy były wplątane w długie kosmyki, spod których powoli zaczęła się sączyć krew. Dobrze mu tak.
- Za co to? - zaskomlał, wstając i sunąc palcami po peruce. - Ta peruka nie była tania! - marudził, zdejmując ją i wpatrując się w dobrze widoczne, krwawe plamy.
- Możesz sobie kupić nową. Masz forsę, prawda? Wykiwałeś w chuj idiotów, musisz być całkiem dziany. A może się mylę? - Rivaille odciął, łapiąc perukę i wrzucając ją do kosza.
- Nie jestem pieniężnym drzewkiem! A hotele kosztują! - Ciemne brwi uniosły się w zaciekawieniu, ale Rivaille nie zamierzał poruszać teraz tego tematu. Wolał zauważyć, że szpilki mężczyzny dramatycznie niszczyły jego drewniane panele, a stringi były...
Za dużo... nie trzymam tu tego gówniarza, by go niańczyć.
- Załóż coś na siebie, zboczeńcu - warknął, wskazując szafę ukrytą za pięknymi, lśniącymi bielą, francuskimi drzwiami. Wszystkie wiszące tam stroje były znanych marek, w stanie idealnym.
- Jezu, staruszku! Niesamowite!- Żyłka wyskoczyła na czole szefa. - Gdzie dostałeś te wszystkie fantazyjne ubrania? - Chłopak wyszedł z kilkoma strojami i koszulami w rękach, był zdziwiony ich ilością. To tylko zdenerwowało niższego mężczyznę.
Rivaille wydał z siebie warknięcie:
- Pośpiesz się i załóż coś na siebie. Jesteś kurewsko zawstydzający. Niszczysz mi podłogę i kruszysz na łóżko - z fuknięciem opuścił pokój, trzaskając drzwiami, tylko, by wrócić z mopami i środkami czystości. Rzucił to wszystko na podłogę i założył ręce na biora.
- Co to? - Eren spytał naiwnym tonem, czego skutkiem była kolejna waza rozbita na jego głowie. Tym razem uderzenie było bardziej bolesne.
- Ma tu lśnić, czaisz gówniarzu? - Eren skamieniał z poważną miną. Szef zbliżył się do niego, więc ich twarze były bardzo blisko, przy tym spojrzenie bruneta było tak przerażające. Czując strach przed utratą kolejnych zębów, a może cennego jądra, Eren przytaknął nieśmiało, sięgnął do sterty detergentów i zaczął sprzątać.
Rivaille oparł się plecami o ścianę i założył ręce na piersi. Uważnie patrzył na przebierańca, kiedy szorował podłogę na klęczkach. Trwało to parę godzin, ale szef w dalszym ciągu był niezadowolony. Taka kara za spieprzenie nieskazitelności pokoju.
W końcu Rivaille uspokoił się i wziął głęboki oddech.
- Hej, dzieciaku. - Eren spojrzał na niego, dalej szorując podłogę. Jasne, szmaragdowe oczy błyszczały w świetle księżyca wpadającym przez okno. - Czemu to robisz? - Zero reakcji. - Wiesz, masz jakiś powód, by puszczać się i sprzedawać śmierdzącym gnidom? - Po chwili ciszy, Eren wyprostował się i spojrzał na mężczyznę. Chwilkę zabrało mu sformułowanie odpowiedzi.
- Potrzebuję pieniędzy. - Rivaille patrzył na niego, dając znak, by kontynuował. - Moja siostra i ja... jesteśmy sierotami. Nie mamy niczego, no może to, co mamy na sobie, musimy mieć też na chleb. - Dobra, to jakoś tłumaczy, czemu dzieciak śpiewał wcześniej o homarze. Czy kiedykolwiek jakiegoś widział? - A prostytucja to łatwy i szybki sposób na pieniędze. Zrobię wszystko, żeby moja siostra już nigdy nie stanęła na ringu. - Jego spojrzenie było spokojne, opanowane. Eren miał cel, nie miał zamiaru przestać. Skomplikowana sytuacja, ale jak satysfakcjonująca. Rivaille mógłby wykorzystać tego chłopaka... w końcu zależało mu tylko na pieniądzach. A tak się składa, że Rivaille miał ich tony. Uśmiechnął się lekko, powoli zielonooki nastolatek stawał się coraz mniej denerwujący.
Sięgnął do tylnej kieszeni spodni i wyciągnął z niej kilka banknotów (nie lubił portfelów, były niewygodne i denerwujące) i pochylił się blisko do chłopaka. Złapał go za koszulę, wsuwając za nią dłoń i wsadzając mu pieniądze za stanik. Uśmiechnął się, zbliżając swoje usta do jego ucha.
- To za wyczyszczenie pokoju - Rivaille uśmiechnął się znowu, ściskając jego ramię.  Oczy Erena były rozszerzone w szoku. - Jeśli chciałbyś więcej, możesz poznać mnie wieczorem z niesławną  seksbombą, która każdej nocy nęci mężczyzn w swoim łóżku... - Eren złapał z trudem powietrze. - Albo po prostu zostań mój i miej wszystko, co możesz sobie wyobrazić, a może i więcej.
Rivaille puścił dzieciaka, włożył ręce do kieszeni i wyszedł z pokoju z tę samą finezją, z którą do niego wszedł kilka godzin temu.
Eren nie zmrużył tej nocy oka.

niedziela, 22 września 2013

ZUWTP: KOLEŚ WYGLĄDA JAK PANIENKA

- Szefie! - Ciężkie, drewniane drzwi otwarły się. Mężczyzna stojący w progu wyglądał na wyczerpanego; miał rozczochrane włosy i niechlujnie ułożony uniform. - Szefie! W końcu ją mamy!
Para ciemnych oczu uniosła się na tę wiadomość. Krzesło za wielkim, dębowym biurkiem obróciło się, odsłaniając szefa RECON (*rozpoznanie). Wstał on, poprawiając kamizelkę i sunąc dłonią po ciemnych włosach.
- Zaprowadź ją do mojego pokoju.
Przez ostatni miesiąc z pięciu należących do mężczyzny barów z nieokreślonych powodów zaczęli znikać klienci. Bar, zwany SCOUT (*zwiadowca), był siedzibą wpływowej mafii, na której czele stał brunet, a zarazem najpopularniejszym lokalem w całej Marii. To oczywiste, że nie był to pierwszy raz, gdy w którymś z jego barów wysokość dochodów spadała poniżej normy, ale po raz pierwszy działo się to we wszystkich na raz. Szybko rzuciło się to w oczy bruneta, tak samo jak wspólny powód kryzysu - coraz niższa frekwencja mężczyzn. Jak już zostało wyżej napisane, prowadził bary, był szefem potężnej mafii, co za tym idzie - posiadał naprawdę sporą gromadkę wiernych podwładnych, którzy z zapałem donosili mu od jakiegoś czasu o pewnej zielonookiej, fantazyjnej panience, "która naprawdę potrafiła zakręcić w głowie".Wiedział, że wcześniej, czy później, prostytutka uderzy także w jego teren - tak, to była tylko kwestia czasu. A kiedy już się pojawiła, to jedyne, co był w stanie zrobić, by powstrzymać kryzys, to jak najszybciej ją złapać.
Rivaille ruszył korytarzem z cygarem w ustach. Jego kamizelka od garnituru prezentowała się, jak zawsze, idealnie, tak jak i jego dokładnie wypolerowane buty. W końcu dotarł do drzwi swojego pokoju i otworzył je.
Jego chłopcy skrepowali dziewczynę, tak, że jej ręce i nadgarstki były ciasno związane na plecach, a sama wyglądała dość nieporządnie. Na pewno jego wierni pracownicy mieli z nią dużo zabawy... czekaj...
Rivaille podszedł bliżej do nieźle wkurzonej dziewczyny i uklęknął. Jej mocno ściągnięte brwi i zabijający wzrok nie zrobiły na szefie RECON wrażenia.
- Szefie! W końcu złapaliśmy tę sukę! Zrobiła błąd wchodząc na nasz teren, co nie szefie? - Mężczyzna posłał mu spojrzenie, na które ten pisnął. Warknął i wyprostował się.
- Kiedy ostatni, kurwa, raz byliście na badaniach wzroku, kutasy? - Mężczyźni w pokoju byli trochę zszokowani jego słowami. - Wszyscy stąd wypierdalać, macie zrobić sobie te badania, ślepie szumowiny. Jesteście obrzydliwi. - Trochę zmieszani, wyszli z pokoju ze spuszczonymi głowami.
Rivaille zakluczył drzwi i wrócił do prostytutki, przy której znów uklęknął. Sięgnął brutalnie do jej włosów i ściągnął długą, blond perukę.
- Więc, co w takim razie powinienem z tobą zrobić, przebierańcu?
Dziewczyna, która właściwie była dorosłym mężczyzną, splunęła na twarz Rivaille'a.
- Rozwiąż mnie ty pieprzony draniu! - Dobra, ani trochę nie ucieszyło to szefa. Wziął głęboki oddech i wstał. Napiął się lekko przed uniesieniem nogi do góry i posłaniem szybkiego, a zarazem cholernie mocnego kopniaka w twarz mężczyzny, śląc w powietrze jego ząb i krew. Młodszy mężczyzna zapłakał i syknął z bólu.
- Dopóki nie nauczysz się pieprzonych manier i zrozumiesz w jakiej sytuacji jesteś, proponuję, żebyś zamknął mordę. - Rivaille wyciągnął z kieszeni chusteczkę i starł ślinę z twarzy. Młody mężczyzna milczał. - Taki dobry chłopiec. - Zaciągnął się głęboko swoim cygarem i wypuścił dym prosto w twarz przebierańca. Zielonooki zakaszlał.
- Teraz powiedz mi dzieciaku. Co robisz na mojej ziemi, zabierając mi klientów? - Cisza. - Oi, oi, chcesz stracić kolejny ząb? Masz tu dużo białych perełek. - Rivaille zgiął się, więc znowu "stali" oko w oko. - Albo - zacisnął brutalnie palce na jego nadgarstku, patrząc intensywnie na jego palce, - powinienem odciąć któryś z nich?
- Pieprz się! Nie zrobiłem nic złego! Ci skurwiele chcieli się ze mną zabawić i tyle. - Szef spojrzał w dół na młodego mężczyznę. Był ubrany w bardzo krótką, migoczącą sukienkę. Zakładał, że jego cycki były wypchane skarpetkami, czy papierem, bo jego klatka była całkiem pokaźna. Jego nogi były cudne i zgrabne, nietrudno było je pomylić z damskimi. Wysokie szpilki też pasowały do całego stroju. Jeśli by się nie znał, też zostałby zrobiony przez niego w konia.
- Oh, naprawdę? W takim razie dobrze. Ale wciąż mamy problem, wiesz? - Mężczyzna wstał, strzelając szyją. - Straciłem trochę na wiarygodności, wiesz? Dopiero teraz widzę z jaką łatwością mój bar znowu może stać się czyimś celem, a to bardzo źle. Powinieneś to wiedzieć, prawda? - Na chwilę zapanowała cisza, młody chłopak posłał mu zdegustowane spojrzenie. - Jak się nazywasz, dzieciaku?
- Nie chciałbyś wiedzieć. - Uśmieszek pojawił się na obu twarzach, ale tylko jeden z nich wyprowadził  mocne uderzenie z wypastowanego, czarnego buta. W powietrzu zamigotał kolejny ząb. - Ack... ugh... kurwa... jestem Eren... - chłopak przyznał się. Nawet gdy leżał na ziemi skrępowany, jego spojrzenie nie straciło na ostrości.
- Teraz to nie było takie trudne, co? - Rivaille złapał mężczyznę za policzek, utrzymując z nim kontakt wzrokowy. - Jakoś cię lubię, Eren. Masz jaja... co w sumie jest rozczarowujące. - Puścił go i znowu wciągnął do płuc dym. - Miałem nadzieję, że złapię gorącą dziwkę i pokażę jej, kto tu jest prawdziwym szefem. - Spojrzał na przebierańca. - Wstyd, że nie masz ciasnej cipki.
Rivaille wyciągnął z ust cygaro i podszedł do drzwi.
- Hej! Nie zamierzasz mnie tu zostawić, prawda draniu? - zimne, szare spojrzenie spotkało to o barwie ciemnych szmaragdów. Szef obrócił się i otworzył drzwi.
- Oczywiście, że nie, moja panienko. Siedź tu i żałuj, że nie urodziłeś się z prawdziwymi cyckami i milutką  dziurką dla idealną dla mojego chuja. - Rivaille uśmiechnął się pod nosem. - Chociaż nigdy wcześniej nie rżnąłem chłopaka... może będziesz moim pierwszym.

3. akapit został przeze mnie nieźle zmodyfikowany, oryginalny jest - szczerze - bez sensu. Poza tym dodałam trochę wulgarniejsze określenia, bo lepiej zastąpić "wiedźmę" - "suką".
I hej, Anonimie :D Naprawdę mi miło i mam nadzieję, że się nie przejedziesz się na treści ZUWTP. Też wpadłam w fandom SnK, dlatego zaczęłam tłumaczyć ;> Ostatnio znalazłam dobry Riren, w którym Eren zaczyna pracować w klubie ze striptizem, by móc utrzymać przyrodniego brata - Armina~ :D Zamierzam w najbliższym czasie przetłumaczyć ^u^

poniedziałek, 16 września 2013

ZUWTP: PROLOG

Prezentuję Wam prolog przyjemnego opowiadanka - nie jest jakoś nadambitne, ale spodobało mi się. Po ang brzmi lepiej, więc naruszyłam treść "trochę bardziej", niż sądziłam, że powinnam; ale w końcu dopiero zaczynam bawić się w tłumacza, ne? ~ Zapraszam ^^

***

Ciężkie kropelki wody uderzały o chodnik, spływały na pobocze i ulicę. Pod ich wpływem gruba, jasnobrązowa kurtka zmieniła swój kolor na czarny, mocząc przy tym jej właściciela. Ten zanurkował szybko w jedną z alejek, w której ludzie opierali się o ściany pobliskich budynków, by schronić się przed bezlitosną matką naturą. Młody miał już dość, właśnie mijał piąty dzień, od którego zaczęło bezustannie padać w połowie lipca.
Chłopak pośpieszył alejką, zanim zanurzył się w mały zakątek z zewnętrznej strony budynku, gdzie pod metalowym dachem i tekturowymi ścianami ukrywała się dziewczyna. Usiadł na mokrym materacu, zaciągając plastikowe pokrycie ich przybudówki. Woda ciągle spływała przez szczeliny ich prowizorycznego domu do środka. Zielonooki chłopak naprawdę miał dość siedzenia w deszczu.
- Mam już tego dość, Mikasa! - krzyknął, krzyżując w złości ręce na piersi, patrząc na swoją młodszą siostrę. Siedziała tam bez ruchu, nie poruszając żadnym mięśniem, a miała ich dużo; były dobrze zarysowane pod gołą skórą i widoczne spod małego, czarny topu, na tyle dużego, by zakryć jej klatkę piersiową i tak samo ciasnych, czarnych spodni ledwo zasłaniających jej kolana. Wyrosła z tych ubrań kilka lat temu, ale to było wszystko, co miała; może poza czerwonym, ciepłym szalikiem, który zawsze nosiła owinięty wokół szyi.
- Uspokój się, Eren. Wszystko będzie dobrze - zapewniła zdenerwowanego chłopaka, pochylając się w prawo, by wyciągnąć z plastikowej torby bochenek chleba. - Wygrałam wystarczająco dużo, by kupić nam trochę chleba. Bierz. - Mikasa trzymała brata za policzek przed wepchnięciem mu pieczywa do ust. Zrobiła to po trochu żeby go nakarmić, po trochu by uciszyć, ale nic to nie dało.
Eren wyciągnął chleb z ust.
- Nie, nie będzie dobrze! Walczysz z tymi wściekłymi kolesiami, ryzykując swoje życie, a masz z tego ledwo na chleb. A ja odwalam te głupie prace, które w ogóle się nie opłacają! Musimy coś zrobić! - zapłakał, biorąc duży gryz bochenka we frustracji. Przełknął go szybko, wtedy usiadł na kolanach, kontynuując: - Nie chcę już, żebyś kiedykolwiek walczyła! Wyciągnę nas z tego bagna - obiecał, zanim chwycił chleb i wyszedł z ich "domu". Zabluźnił, kiedy jeszcze bardziej zmókł, w furii niemal zapomniał o tym, że na dworze padało.
Zielonooki szedł bez celu przez mocno oświetlone ulice, zupełnie nie zwracał uwagi na to, gdzie zmierzał. Żuł trochę nieświeży chleb, prąc wściekły przed siebie. Kiedy przeżuł ostatni kawałek, zatrzymał się, by zlustrować swoje otoczenie. Jasne i kolorowe neonowe znaki błyskały niemal irytująco, oświetlając ulice. Było to znaczniej milsze sąsiedztwo od tego, w którym mieszkał, ale Eren i tak nie chciałby tu żyć.
Spacerując dalej, zauważył dystrykt oświetlony na czerwono. Striptizerki i napaleni starcy wydawali się być tu jedynymi przechodniami i Eren poczuł się nie na miejscu. Patrzył na biznes ubijany na jego oczach. Wysoka blondynka ubrana jedynie w stringi, ciasny top i wysokie szpilki wzięła parę banknotów od starca, którego twarz była jasnoczerwona i w pełni zadowolona. Kilka myśli o obrzydliwym mężczyźnie przeszło przez głowę Erena, dopóki nie zauważył, jak dużo dziewczynie właśnie wręczono do ręki.
Doskoczył do niej i złapał za ramię, patrząc na zielone w jej pięściach. Obróciła się zszokowana i strzepnęła jego rękę. Oh, była o wiele silniejsza, niż myślał.
- Kim ty jes...?
Eren ledwo zauważył, że głos pochodzący od skąpo ubranej kobiety właściwie należał do mężczyzny.
- Ile właśnie dostałaś? - Jego oczy były skupione na forsie, którą szybko wsunęła za tasiemkę jej... no tak, stringów. Przebieraniec zlustrował chłopca, mając nadzieję, że nie jest złodziejem.
- Um... cztery stówy... dzieciaku, wszystko w porządku? - Jego brwi ściągnęły się, a pot spłynął po twarzy. Wyglądał na zdeterminowanego... lub zapartego - nie potrafił tego stwierdzić. Eren spojrzał w stronę budynku, z którego wyszła prostytutka. Stamtąd obserwował ich mężczyzna w garniturze z cygarem w ustach. Omijając prostytutikę, podszedł do niego ze stanowczą miną.
- Jesteś właścicielem tego miejsca, staruszku?
- Ta. Masz problem, dzieciaku?
Eren wymusił uśmieszek.
- Pozwól mi tu pracować. - Mężczyzna w garniturze zamrugał, wyciągając z ust cygaro.
- Huh? Spieprzaj stąd. Nie potrzebujemy tu dzieci.
- Nie jestem dzieckiem, mam 18 lat! Pozwól mi tu pracować! - Eren błagał, łapiąc mężczyznę na koszulę i ściągając go do kontaktu wzrokowego. Jego zielone oczy pociemniały i ze złości, i z podekscytowania. Po chwili mierzenia się wzrokiem mężczyzna przymknął oczy i oderwał chłopaka od swojej koszuli.
- Dobra, chodź, gówniarzu - zabrał go do budynku i Eren nie mógł opanować zachwytu. Na scenie stały dwie tancerki - kobieta i mężczyzna. Oboje nosili długie, czarne peruki, stringi i wysokie szpilki. Tancerz miał na sobie złote nakładki z frędzelkami na sutki, kobieta była w pełni odkryta. Oboje zbierali masę banknotów z widowni. Nieprzyjemny uśmieszek pojawił się na jego twarzy; nie mógł przestać myśleć o tym, jak bardzo poprawiłaby się sytuacja jego i Mikasy, gdyby te wszystkie pieniądze, które te świnie tak rozrzucały, trafiły w ich ręce.
Tak, bylibyśmy bogaci. Tylko spójrz na te wszystkie zielone banknociki. Nawet jeden już wystarczyłby na pokój w hotelu. Pomyśl, co by było, gdybyś mógł je wszystkie wziąć. Eren zachłysnął się. Zakręcę tymi wszystkimi frajerami tak, że będą moje. Wygram je.
 - Wygram je wszystkie!