Droga Zuziu, dedykuję Ci one-shota :D
Fandom: Supernatural
Pairing: Dean Winchester/Castiel
Ostrzeżenia: pierwszy raz, PWP, mokre sny, frottage, ocieranie się, dzielenie łóżka.
Oryginał: "Dean Doesn't Listen to Eurythmics"
Dean i Cas dzielą łóżko. Zaczyna się platonicznie, ale wtedy przechodzi to w coś innego.
Napisane dla spnkind_meme, "Łaska Castiela znika i teraz ten musi spać, Dean przegrywa w "papier, kamień i nożyce" i musi dzielić z nim łóżko, w środku nocy Castiel ma mokry sen."
Wszystkiemu był winien Sam.
- Nożyce, Dean, naprawdę? - powiedział, robiąc najbardziej nieszczerą na świecie minę, mającą wyrażać sympatię. To była w sumie ostatnia rzecz, jaką powiedział mu Sam przez resztę nocy, bo Dean był zbyt poirytowany, żeby przeprowadzić z nim jakąkolwiek rozmowę. Tylko jednym uchem przysłuchiwał się bratu, kiedy ten tłumaczył Casowi, jak użyć szczoteczki do zębów, umyć się, zmienić ubrania.
Dean zrobił to samo - umył zęby, wziął prysznic, przebrał się - jako część relaksującego rytuału zwiastującego koniec dnia, ale przeminęło to jakoś niewyraźnie, świat Deana był skupiony głównie na jego epickiej irytacji. Był tak skupiony, że nawet po długiej rozmowie, serii argumentów, grze w "kamień, papier, nożyce" i typowej rutynie z nowym dodatkiem do ich duetu w tej ich nomadycznej dziurze, niekoniecznie dotarło do Deana, co naprawdę miało się stać, dopóki nie odwrócił się, żeby wsunąć się do pokoju i zobaczyć Castiela siedzącego na krawędzi jego łóżka.
- Nie chciałbym, żebyś czuł dyskomfort z mojego powodu, Dean - powiedział ostrożnie Cas.
Przez chwilę Dean naprawdę zapomniał o dyskomforcie, bo Cas praktycznie tonął w ubraniach Sama. Dekolt był tak szeroki, że groził odsłonięciem całego ramienia, a jego ręce wyglądały na jeszcze drobniejsze w wielkich rękawach. Wyglądał też na bardzo zmartwionego, co, Dean musiał przyznać, nie było fair, bo wcale nie było tak, że Cas chciał stawać się z każdym dniem coraz bardziej ludzki. Nie było tak, że Dean i Sam mogli przewidzieć, że akurat dziś Cas nagle się u nich zjawi i powie, że jest zmęczony, i po pięciu minutach zacznie zasypiać, doprowadzając do tego, że Sam zaproponuje mu nocleg. Był tylko jeden haczyk - dlatego, że mieli tylko dwa łóżka, ktoś musiał spać razem.
- Wszystko jest w porządku - Dean westchnął. - Po prostu... lubię mieć własną przestrzeń, ale to już wiesz.
Cas przytaknął, wpatrując się w łóżko, jakby po cichu rozkazywał mu, żeby się poprawnie zachowywało.
- Postaram się pozostać na mojej stronie.
Dokładnie to zrobił, wsuwając się pod pościel - wyglądał przy tym na zszokowanego doznaniami, kiedy wtulał się w nią z zadowoloną miną - i ostrożnie zajmując swoje miejsce po swojej stronie materaca. Kiedy przyszła kolej na Deana, pozostało między nimi dużo wolnej przestrzeni, ale wtedy Dean popełnił błąd i spojrzał na Casa, który oczywiście musiał się prosto na niego gapić.
Castielowi zdarzało się stać przy nim zdecydowanie bliżej, ale jedną rzeczą było gapienie się w pionie i w pełni ubranym, a drugą było robienie tego w pozycji horyzontalnej i pod jednym zestawem koców. Dystans mniejszy niż 30 centymetrów był tu zdecydowanie za mały.
- Skończ - warknął Dean. Skrzywił się na ostrość swojego tonu, ale Cas nie wydawał się tym przejmować. Jedynie przewrócił się na plecy i zaczął gapić w sufit.
- Musisz zamknąć oczy - powiedział Sam, który wciąż chodził po pokoju. Cas od razu usłuchał.
Usłyszeli szelest pościeli, a wtedy jak Sam wsuwał się samotnie w swoje miłe, puste łóżko. Dean nie obserwował go, bo był zbyt zajęty patrzeniem na Casa - kulturalnemu ułożeniu splecionych palców na piersi, zdeterminowanemu skrzywieniu brwi - kiedy ten starał się wykonać tę nową, ludzką czynność bez wsparcia ze strony instrukcji lub praktycznej demonstracji.
- Musisz się zrelaksować - wyszeptał Dean. - Przestań myśleć.
- Jak przestaje się myśleć? - spytał Cas, nie otwierając oczu. Jego rzęsy były bardzo długie. Dean nigdy wcześniej tego nie zauważył, bo zawsze był zajęty byciem obserwowanym.
- Czy wy, no nie wiem, nie medytujecie albo coś? Może szukacie wewnętrznego spokoju?
Głowa Casa poruszyła się w przerwanym przytaknięciu. Dean patrzył na regularne ruchy jego klatki piersiowej, które zwolniły, kiedy linie wokół jego oczu wygładziły się, a usta lekko rozchyliły. Każdemu nieświadomemu wydechowi towarzyszyło delikatnie westchnienie.
Dean cieszył się, że Cas mógł zaczerpnąć trochę odpoczynku, ale byłby pieprzonym kłamcą, gdyby powiedział, że nie martwił się tym, że Cas stał się wystarczająco ludzki, żeby musieć spać.
Kilka godzin później Dean obudził się z wargami przyciśniętymi do jego szyi. Ciepły oddech ogrzewał jego skórę.
Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie, do kogo należały owe usta, a kiedy to się stało, był w pełni rozbudzony.
Wina Sama. To była wina Sama.
Ta, winą Sama było to, że pewne 180 centymetrów pysznie pachnącego nie-do-końca-anioła przyciskało się do Dean'a tak, że było mu ciepło, przyjemnie i nie miał szans ucieczki. Ręce Casa otaczały jego klatkę piersiową jak żadna inna kotwica, a jego dłonie spoczywały tuż pod brodą Deana. Kiedy Dean eksperymentalnie spróbował się poruszyć, ogarnął, że to noga Casa znajdowała się między jego nogami. Skóra nagich goleni Deana ocierała się o inną owłosioną, kościstą łydkę.
- Cas - Dean wyszeptał pilnie. Jedynie przerażenie powstrzymywało go przed zrzuceniem z siebie Casa. Prawdę mówiąc, uczucie innego ciała owiniętego wokół jego było całkiem zajebiste, poza tym, że to ciało należało do bardzo dobrego przyjaciela, który się na to gówno nie pisał. Dean wiedział, że będzie niezręcznie, a Dean naprawdę tego nie chciał, bo ta niezręczność mogła z łatwością zdegradować "bardzo dobrego przyjaciela" do "już nigdy nie spojrzę ci w oczy".
- Dean - wyszeptał Cas i Dean niemal westchnął z ulgą, dopóki nie poczuł, jak Cas przylgnął do niego jeszcze bliżej, wbijając palce w jego koszulę, kiedy nogami owijał się ciaśniej wokół niego. Dean próbował się jakoś wycofać, jednak jedyne, co osiągnął, zanim Cas znów do niego przylgnął, było wizualne potwierdzenie tego, że ten naprawdę spał.
Dean gapił się w sufit, zastanawiając się, co takiego (ostatnio) zrobił, że zasłużył sobie na w połowie upadłego anioła wciskającego swoją nocną erekcję w jego udo. To właśnie erekcja wbijała się w jego bok, chyba, że Sam wypchał wcześniej shorty Casa laską kiełbasy.
- Cas - syknął Dean. - Cas, musisz...
Cas wydał z siebie delikatny, zadowolony dźwięk, którego Dean nigdy wcześniej u niego nie słyszał. Dean nie wiedział, że Cas mógł wydać z siebie taki dźwięk, więc był oszołomiony słysząc go tak blisko swojej brody, w dodatku zakończonego cichymi sapnięciami przyjemności. Cas ocierał się o jego szyję, wypracowując ciałem subtelny rytm, dzięki któremu kutas Casa był w płynnym kontakcie z ciałem Deana.
Deanowi przyszło do głowy, że Cas powiedział jego imię.
Jego imię.
- Cas? - powiedział niepewnie.
- Dean - odpowiedział Cas niewyraźnie, jednak było oczywiste, co powiedział.
Nie było sensu w zaprzeczaniu, że Dean był podniecony, w końcu hello, 180 centymetrów pysznie pachnącego nie-do-końca-anioła ocierającego się o jego biodro i praktycznie jęczącego jego imię. Z szacunkiem dla dotychczasowego doświadczenia seksualnego Deana, było to coś kompletnie nowego, nie wspominając już o zagrożeniu statusu "bardzo dobrego przyjaciela" i nie miał piekielnego pojęcia, jak to wszystko załatwić, żeby niczego epicko nie spieprzyć.
Wtedy o Boże, Cas przesunął się wystarczająco wysoko, że jedynie przemoczona warstwa ubrania oddzielała jego kutasa od pasa Deana. Dean zacisnął oczy, ośmielając się oddychać wyłącznie przez usta, kiedy z poczuciem winy rozkoszował się ucierającym się o niego gorącem i wilgocią przeciekającą przez materiał na spotkanie z jego skórą.
Niezaprzeczalnie, Cas sapał teraz w szyję Deana, a jego delikatne, urywane oddechy rozbrzmiewały za głośno w cichym pokoju.
Dean syknął, kiedy Cas ponownie poruszył nogą, a solidny ciężar jego uda oparł się o erekcję Deana. Nieważna była warstwa ubrań, która ich dzieliła, ale ten nacisk, który obiecywał słodką ulgę w niedalekiej przyszłości, więc Dean się o nie otarł. Cas wydawał się wiedzieć, co to było i co to znaczyło, ponieważ zaczął intensywnie bujać biodrami, poruszając się na tyle mocno, że impetem zapraszał do wspólnego ruchu ciało Deana.
Dean wolał błagać o przebaczenie później, bo teraz trzymał Casa, oplatając go ramionami i zaciskając nogi wokół krnąbrnego uda Casa. Jego biodra poruszały się same, zachęcane zadowolonymi odgłosami Casa. To zwykłe obcieranie się siebie wystarczyło, by rozkręcić Deana, szybko zbliżając go do orgazmu, który w ogóle nie był w planach na tę noc.
Najwyraźniej ruszali się całkiem intensywnie, bo Dean mógł wyczuć dokładny moment, w którym bokserki Casa zsunęły się w dół, a główka jego penisa wychyliła się spod nich i przylgnęła do nagiej skóry Deana. Ten zwykły kontakt był bardziej niż podniecający, urywane pchnięcia Casa zostawiały za sobą wilgotne ślady na pasie i brzuchu Deana.
- O Boże, Cas - syknął Dean.
Coś uległo zmianie. Dean nie był wystarczająco skołowany, żeby nie zauważyć, że nagle zmienił się rytm Casa. Wciąż ocierał się o niego desperacko, ale ruchy były niezdarne i urywane, brakowało im wcześniejszej płynności. Dean obrócił głowę i był wystarczająco pewny tego, że oczy Casa były szeroko rozwarte w zdziwieniu.
- Dean, ja... - Cas brzmiał na tak cholernie poniżonego, że Dean nie miał innego wyboru, jak obrócić się i uciszyć go pocałunkiem.
Nawet bardzo dobrym pocałunkiem, bo ich pierwszym. Był głęboki, i mokry, i zdesperowany. Usta Casa były słodkie jak miód, a Dean badał je głęboko językiem. W czasie gdy rozpraszał tym Casa, ściągnął z nich shorty i splótł ich nagie nogi.
Dean połknął głośniejsze sapnięcie Casa, uśmiechając się tylko, kiedy Cas odnalazł dłońmi jego plecy i wczepił się w nie, jakby zależało od tego jego życie.
Z gardła Casa uszedł głęboki dźwięk, wibracja dotarła aż do ust Deana i nagle dochodził niechlujnie i mokro na brzuch Deana. Dean oderwał się od jego miękkich ust, pozwalając im na nabranie kilku oddechów, kiedy Cas przygryzał swoją wargę, kwiląc cichutko.
Dean pocierał nosem brodę Casa, a ciało pod nim powoli się rozluźniało.
Pierwszy, ostrożny dotyk dłoni Casa na erekcji Deana sprawił, że zesztywniał w zdziwieniu. Kiedy spojrzał na Casa, ten wyglądał na zadowolonego i rozluźnionego po orgazmie, ale kiedy owinął wokół Deana palce i zaczął pewnie poruszać ręką, w jego minie była ta znajoma determinacja. Naprawdę, doprowadzenie Deana do szczytu nie miało prawa zająć dużo czasu, jego mózg wyłączał się z przyjemności, a nikt nie mógł oskarżyć go o to, że nie mógł wytrzymać długo, kiedy tonał w ciemnej intensywności oczu Casa. Casa, który zdawał się chłonąć i zapamiętywać każdą sekundę z tego, jak Dean sięgał ku rozkoszy.
Dłonie Casa pieściły go później i głaskały, ignorując pot i brud.
Z trzęsącymi się rękoma, Dean opadł na niego, ciężko oddychając, ale Cas wydawał się nie mieć nic przeciwko temu.
- Przepraszam, że nie zostałem po swojej części łóżka - wyszeptał.
Dean spojrzał na niego. Cas naprawdę wyglądał, jakby mu było przykro, ale widział w tym iskrę nadziei, jakby miał nadzieję, że może nie był to po prostu zwykły fuks.
Nie, to nie był żaden fuks.
- Możesz kraść moją część łóżka, kiedy tylko chcesz - odpowiedział, mając nadzieję, że na razie to wystarczy. Sądząc po subtelnym uśmiechu Casa, tak było.
(- O mój Boże - wymamrotał Sam, wbijając głowę jeszcze głębiej pod poduszkę. Geez, dlaczego po prostu nie zaproponował wzięcia drugiego pokoju?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernatural. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Supernatural. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Dean nie słucha Eurythmics
Niesamowita
Dżumaka
6 komentarzy:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
One-shot,
Supernatural,
tłumaczenie
sobota, 4 kwietnia 2015
Trening
Fandom: Supernatural
Pairing: Castie/Dean Winchester
Ostrzeżenia: AU - pływacy i szkoła, trener!Dean , pływak!Cas, seks w miejscu publicznym, kajdanki i inne przydatne sprzęty, rimming, anal, oral, spanking; powiedzmy, że Cas jest pełnoletni :D
Niech nie zmyli Was trenerski Cas/Misha - po prostu cudnie wygląda... jak zawsze zresztą! Ciekawostka na dole posta ✿ I polecam słuchać w tle "Slow Ride" Foghat, pisałam do niego, ale poza tym utwór sam w sobie jest świetny!
Pairing: Castie/Dean Winchester
Ostrzeżenia: AU - pływacy i szkoła, trener!Dean , pływak!Cas, seks w miejscu publicznym, kajdanki i inne przydatne sprzęty, rimming, anal, oral, spanking; powiedzmy, że Cas jest pełnoletni :D
Niech nie zmyli Was trenerski Cas/Misha - po prostu cudnie wygląda... jak zawsze zresztą! Ciekawostka na dole posta ✿ I polecam słuchać w tle "Slow Ride" Foghat, pisałam do niego, ale poza tym utwór sam w sobie jest świetny!
Michał jeszcze bardziej przyspiesza. Udaje mu się przejąć podanie Baltazara do Gabriela, którzy krzyczą teraz na siebie i rzucają żartami. Bez problemu omija także Metatrona, który wie, że lepiej jest zejść mu z drogi. Michał pędzi z piłką przez pustą murawę na bramkę, w której stoi osamotniony Addler. Bramkarz marszczy w rozpaczy twarz. Michał warczy pod nosem z zadowoleniem. I tak trafi. Już bierze zamach nogą, widzi jak dłonie Addlera zsuwają się na krocze i...
Rozchyla w zdziwieniu usta, kiedy czuje uderzenie w wyprostowaną nogę, a taka szansa na kopnięcie piłki już się nie powtórzy. Nie przez najbliższy miesiąc albo i dwa. Krzyczy głośno, kiedy uderza o mokrą murawę, zaciskając oczy.
- Ty pierdolcu! - wrzeszczy, otwierając je szeroko.
- Jednak nie jesteś niezniszczalny - Lucyfer uśmiecha się do Michała. - O, chyba widzę kość.
Michał uderza pięścią o plastikową trawę. Ból zaczyna promieniować z piszczeli, budząc w nim furię.
- Zabiję cię ty wredny skurwielu. Oby...
- Michał! - Dean kuca przy nim i łapie go mocno za ramię. - Cholera, Sammy, złamanie otwarte.
***
Nie ma się co dziwić, że Dean jest wściekły. Kręci się w kółko po małym, wilgotnym pokoiku, przygryzając końcówkę kciuka w ustach. Może i nie lubi Michała, dzieciak przyprawia go czasami o ciarki, ale miał duże szanse na podium na Mistrzostwach; nie tylko w koniu, cała sztafeta męska poszła się pieprzyć. Poza tym Dean jest odpowiedzialny za to pieprzone złamanie. Chociaż w pierwszym odruchu zrzucił całą winę na Meg, w końcu to ona uparła się na grę w piłkę nożną na dworze. Dlatego dziewczyna siedzi teraz przed wejściem do szatni, przynajmniej ma taki nakaz. Żałuje go, powinna trenować razem z innymi.
Staje przy przeszklonych drzwiach prowadzących na basen i odnajduje wzrokiem Lucyfera. Właśnie robi spokojny nawrót. Co za chore rodzeństwo, myśli. Mimowolnie zerka na swojego brata, który siedzi w kącie pokoiku i wypełnia dziennik. Zauważa, jak szybko spuszcza głowę, udając, że się na niego przed chwilą nie patrzył. Dean parska pod nosem i odwraca wzrok, żeby przyłapać Jo na gapieniu się. Jego twarz tężeje. Wyciąga ze swojej szafki kurtkę i rusza do drugich drzwi, które wychodzą na korytarz.
- Samantha, daj im szesnaście setek zmiennym w półtorej minuty - rzuca, nie patrząc na brata.
- Dean! Gdzie idziesz? - Sam wstaje z troską w oczach, ignorując zaczepkę.
- Na burgera. - Na piwo jeszcze za wcześnie.
Na korytarzu jest chłodniej, znacznie przyjemniej niż w ich trenerskiej kanciapie. Dean przeczesuje włosy i skręca w lewo, w stronę wejść do szatni. Kiedy wychodzi zza rogu, zauważa Meg siedzącą z Castielem. Podchodzi do nich, starając się wyglądać na rozluźnionego. Na razie ignoruje dziewczynę.
- Cas, czemu nie ma cię w wodzie? - Wpatruje się prosto w niesamowicie niebieskie oczy chłopaka.
- Miałem gorączkę, ale będę na popołudniowym treningu - uśmiecha się skromnie do trenera, przygryzając ledwo zauważalnie dolną wargę.
- Dobrze - chrząka, odwracając wzrok. - Zostaniesz dłużej nadrobić poranny trening - prostuje się. - Ciebie się to nie tyczy - zwraca się do Meg.
- Dziękuję, trenerze - uśmiecha się kpiąco.
Dean jeszcze raz spogląda na Castiela i wychodzi ze szkoły. Wsiada do swojej ukochanej Impali i odjeżdża, kiwając głową w rytm Slow Ride Foghat. Kupuje burgery nie tylko dla siebie, ale i całego personelu.
Sammy nie kryje zadowolenia, kiedy widzi Deana w znacznie lepszym nastroju. Właśnie wracał ze szkolnej siłowni do ich kanciapy, żeby wziąć prysznic, kiedy zastał na stole papierową torbę jedzenia i Deana gadającego z Jo. Od tamtego momentu Dean nie zamknął się ani na chwilę. Szczęśliwie nie poruszali już tematu Michała, sądzili, że Bobby wszystko załatwił.
Dochodzi za kwadrans czternasta, pływacy powinni pojawić się za przynajmniej dziesięć minut w całym składzie nad niecką. Dean kończy spisywać plan treningu, który chwilę temu postanowił zmienić, podśpiewując pod nosem. Rozciąga się i wstaje z krzesła. Już widzi, jak z szatni wychodzi Baltazar wraz z Gabrielem i jego Casem. Ma do nich wyjść i krzyknąć, żeby zaczęli się rozciągać, jednak słyszy szybkie pukanie do drzwi prowadzących na korytarz. Sam wrócił już do domu, więc w kanciapie jest sam - Jo w końcu musi pilnować wody. Zanim robi pierwszy krok, otwierają się. Do środka wchodzi Bobby, wygląda na zmęczonego i poirytowanego.
- Hej, Bobby. Co się...?
- Gówniarz i jego matka oszaleli - warczy i podchodzi do swojej szafki, burczy chwilę pod nosem, zanim kontynuuje znacznie spokojniej: - Dean - wypuszcza nosem powietrze, - jutro masz pójść z Samem do dyrektorki wyjaśnić sytuację. Matka chciała wnieść na nas oskarżenie, ale Michał upiera się, że to wyłącznie wina jego brata. - Wyciąga z szafki butelkę wody i odkręca ją. - Musieli mu dać końską dawkę leków uspokajających, żeby w końcu się zamknął. Ale znasz ich starą, cholerne babsko, nie odpuści - przerywa, żeby się napić. - Kurwa. Wiesz, że Lucyfer nie wystartuje na Mistrzostwach?
Brwi Deana wędrują do góry. Opiera się plecami o ścianę i zakłada ręce na piersiach.
- Nie pierdol. - Nawet się z tym nie liczył.
- Złamał bratu nogę - Bobby burczy z irytacją. - Mamy jeszcze trochę czasu, dzieciaku. Ale na treningu go nie będzie.
Dean przeciera dłonią twarz. Z Godson* jest cholerna suka, hydra, której z chęcią by obciął głowę. Nie ma ochoty z nią walczyć, ale nie może pozwolić na to, żeby zabrała mu kolejnego dobrego zawodnika.
- Kupiłem ci burgera, leży w mikrofali - rzuca i wchodzi na nieckę. - Czterysta zmiennym! Do wody na zero!
- Ale chyba nie na to, trenerze? - pyta Baltazar, a Dean ma ochotę mu urwać łeb. Nie umyka to reszcie pływaków i z niepokojem przyglądają się trenerowi.
- Kolejne! - warczy. - Nie opieprzać się! Ruchy.
Zaciska szczęki i siada na krześle trenerskim. Dobrze, że Jo postanowiła się w końcu nie odzywać, gdyby zaczęła się teraz produkować... Dean mruczy pod nosem, wyciągając z kieszeni telefon. Może tetrisy go odprężą. Oczywiście co chwilę zerka na swoich podopiecznych, by zobaczyć czy wyrabiają się w narzuconych limitach i czy nie oszukują...
- Metatron!! - wrzeszczy. Dzieciak patrzy na niego ze zdziwieniem, jakby nie wiedział, co zrobił. - Z wody! Leniwy gnój - dodaje pod nosem.
Pod koniec treningu staje przy środkowym słupku i czeka, aż wszyscy jego pływacy dopłyną do ściany.
- Spokojna setka i do domu. Zwolnijcie Casowi czwórkę, on jeszcze zostanie. - Kiedy na czwartym torze zostaje tylko Castiel, daje mu małą kartkę papieru. - Tu masz rozpiskę... Jazda! - krzyczy na piąty tor, wskazując ręką drugi brzeg. - Nie musisz się spieszyć - rzuca oddychającemu ciężko Castielowi i idzie do Bobbiego, stojącego przy Jo.
- Nie przesadzasz, Dean? - zarzuca mu Jo. - Jest piątek, a ty każesz mu zostać jeszcze dłużej.
- Gdyby mu się nie podobało, powiedziałby - patrzy na nią, marszcząc lekko brwi.
- Może... - zaczyna oskarżycielsko, ale ucisza ją Bobby.
- Idioci - warczy. - Idziemy do domu, Jo - klepie ją i ciągnie lekko za ramię. - Trzymaj się, dzieciaku.
- Do jutra - odpowiada Dean, napinając szczękę. Jo pokazuje mu język, zanim wchodzi do kanciapy za Bobbym. - Suka - porusza bezgłośnie ustami, patrząc na nią zadowolony. Blondynka pokazuje mu środkowego palca, zanim odwraca się z uśmiechem.
Dean żegna się z podopiecznymi Bobbiego i swoimi, także pilnuje, żeby pozbierali i poukładali sprzęty pływackie. Bierze głęboki wdech, kiedy zostaje na niecce sam na sam z Castielem. Ile na to czekał? Osiem godzin? Zdecydowanie za długo. Siada na słupku z numerem cztery i obserwuje, jak umięśnione ciało wchodzi tuż pod nim w nawrót i porusza się z gracją pod wodą. Jego ulubiony. Zamyka oczy, słuchając szumu wody i zastanawiając się, co takiego dzisiaj zrobi z tym smukłym ciałem. Siedzi tak, póki nie czuje, jak zwinny język liże spód jego dużego palca, po chwili ten już jest ssany.
- Dobra suka - mruczy, schylając się i głaszcząc go po boku twarzy. - Z wody i przygotuj się, Cas - wstaje i idzie do kanciapy.
Wyjmuje z plecaka zabawki, które kupił kilka godzin temu. Postanowił spróbować czegoś nowego, a najlepiej zacząć od małych akcesoriów jak kajdanki, podstawowy wibrator czy niewinna wstążeczka z dzwoneczkiem. Wychodzi z kanciapy i rusza do jacuzzi, którą od basenu oddziela wykafelkowana ściana. Do jacuzzi prowadzą trzy schodki z metalowymi poręczami. Obok niej są drzwi do sauny, dwa regulowane prysznice i 3 ławki do ćwiczeń, na których większość pływaków zostawia swoje plecaki. Zostawia za ścianą wibrator, kajdanki wkłada głęboko do tylnej kieszeni spodenek, a dzwoneczek ściska mocno w dłoni. Opiera się o próg, przyglądając się ciekawie pływakowi. Stoi do niego tyłem z gęstymi włosami sterczącymi na boki, polewając się oliwką i rozprowadzając ją dokładnie po całym ciele. Winchestera przechodzi miły dreszcz.
- Mam tu coś dla ciebie - czeka, aż ten się do niego odwróci i wyciąga przed siebie otwartą dłoń. - Załóż ją.
- Tutaj? - pyta, wskazując na lekki wzwód.
- Ta - rzuca mu dzwonek. - Zawiąż mocno, nie chcemy, żeby się zsunął.
- Tak, trenerze - ze skupieniem zaciska na członku materiał. Sapie cicho, kiedy zawiązuje śliczną kokardkę.
- Dobrze, a teraz mnie rozbierz.
Brunet podchodzi do niego w rytm dzwoneczka, kręcąc nienaturalnie biodrami z dyskomfortu. Ściąga z niego koszulkę i shorty, rzuca je na jedną z ławek. Od razu klęka przed nim i łapie za krawędź ciasnych bokserek Deana.
- Nie ociągaj się, Cas - rzuca z uśmieszkiem, wsuwając palce w mocne włosy.
Pływak sunie dłonią po wypukłości, po czym zsuwa mu szybko bokserki do kostek. Jedną dłonią otula nasadę chuja, drogą zaczyna masować jądra. Liże go po całym członie. Dean zaciska mocno usta, mrucząc cicho. Czuje, jak Cas językiem rysuje zawiłe wzory na jego główce, bawi się napletkiem, podrażnia go zębami, zasysa się na nim, ugniata jądra. Zaciska mocniej palce wokół włosów chłopaka i przyciska jego głowę do swojego krocza, wzdychając przy tym. Zerka na Casa, który ze spokojem bierze go głęboko do gardła. Kurwa, nie tylko w krótkich dystansach jest dobry. Gdy zwalnia uścisk, Cas wyjmuje z ust jego kutasa i liże po całej długości, uspokajając oddech. Może poczuć już pierwsze słone krople spływające po nabrzmiałym kutasie. Znów bierze go do ust, poruszając głową do przodu i tyłu, szybko wchodząc w rytm. Słyszy szum wody, przyspieszone bicie serca, ciężki oddech, warknięcia Deana zagłuszone cichym mlaskaniem.
- Szybciej - syczy Dean, zaciskając palce na skórze jego głowy.
Cas uśmiecha się lekko i zsuwa palce z jąder za nie, drażniąc Winchestera. Ustami zasysa się mocno na główce, poruszając energicznie i mocno dłonią po całej długości chuja. Brzuch Deana spina się mocno.
- Dość - ciągnie jego głowę do tyłu, ale Cas nie przestaje poruszać rękoma. - Ty skurwielu - warczy rozbawiony przez zęby i odchyla głowę do tyłu.
Cas nie przestaje, dopóki po jego skórze nie spływa ciepła sperma. Dean oddycha ciężko, opierając się o cholernie zimną ścianę, przy której stał. Słyszy brzdęk dzwoneczka, po czym Cas przylega do niego ciasno, całując po obojczyku. Dean obejmuje go ramieniem i cmoka za uchem. Stoją tak chwilę, obejmując się, póki Dean nie wyczuwa lekkich ruchów bioder Castiela, których chłopak nie jest najwyraźniej świadomy. Całuje go w czoło i ściera spermę z policzka kciukiem.
- W prawej kieszeni mam niespodziankę - mruczy cicho i puszcza go.
Przeciera włosy obiema dłońmi i kiedy zwraca uwagę na Castiela, ten już wyciąga kajdanki. Jego niebieskie oczy rozszerzają się, kiedy zerka na Deana. Przygryza wargę.
- Podoba ci się? - unosi brew, odpychając się od ściany. Bierze w dłoń swojego chuja i zaczyna bez pośpiechu sunąć po nim dłonią.
- Tak, Dean - kiwa głową, oblizując wargi. Chuj Winchestera twardnieje jeszcze szybciej.
- To na kolana przy poręczy.
Zabiera mu kajdanki i przerzuca je wokół metalowej rury. Dzwoniąc po drodze i rumieniąc się przy tym, Cas klęka przy Deanie i wyciąga przed siebie dłonie wnętrzem do góry. Po chwili zaciska się na nich czarny puszek. Dean głaszcze jego rękę, po czym prostuje się.
- Wypnij się, Cas. - Obchodzi go i staje za nim.
Cas z trudem przesuwa się na kolanach do tyłu i pochyla do przodu, by oprzeć na łokciach. Następnie wypina gołe pośladki w stronę swojego trenera.
- Dobra suka - mruczy z zadowoleniem. Klęka przy jego nogach i bierze w dłoń jego jędrny pośladek, który ściska, wymuszając z Casa długi pomruk. Puszcza go, po czym wymierza szybkiego klapsa. Uśmiecha się na głośny świst powietrza nabranego do płuc Casa. - Lubisz to? - ponownie gniecie tyłek w dłoni.
- Tak - sapie, wiercąc biodrami.
- Świetnie. - Całuje go w plecy i uderza jeszcze raz.
Winchester z szerokim uśmiechem oklepuje ten zgrabny i chętny tyłek. Cas jest idealny, wciąż spragniony i łaknący każdego dotyku - wymarzony partner. Cieszy go dźwięk dzwoneczka i zderzającego się metalu, kolor rozgrzanej skóry jego pośladków i jęki, ale Deana zaczyna boleć dłoń. Więc zamiast wymierzyć kolejny raz, wsuwa dłoń w rowek między pośladkami, sunie po spinającej się dziurce aż do jąder i powtarza ruch kilka razy. Cas oddycha ciężko, kiedy patrzy na niego znad ramienia. Dean zauważa jego spojrzenie. Uwielbia te wielkie, niebieskie, pytające oczy.
- Niecierpliwy? - rzuca i wsuwa w niego palca serdecznego, aż po knykieć. Cas rozwiera szeroko usta i nie może opanować drżenia nóg. - Kochana suka - mruczy Winchester i drugą dłoń kładzie na udzie pływaka, które zaczyna monotonnie głaskać.
Cas już nie widzi, jak ten zaczyna przygryzać jego pośladek. Chowa głowę w ramionach, jęcząc w odpowiedzi na ruchy doświadczonego palca. Jednak może zobaczyć, jak biodra Deana poruszają się płynnie, jak kutasem ociera się o jego nogę, na której lekko zaciska dużą dłoń, tak blisko jego opuchniętego, przyozdobionego chuja. Przygryza wargę, drżąc, kiedy palec mocno się w nim zagina.
- Głośniej, Cas, nie męcz tych ślicznych ust. - Dłoń sunie po jego karku, aż we włosy, za które zostaje pociągnięty. Odchylając głowę do tyłu, bardziej wypina tyłek i nabija się w drugi, czekający na niego palec.
- Kurwa! - niemal płacze, za co zostaje nagrodzony przez Deana mokrym pocałunkiem tuż nad swoimi palcami. Dean rozciąga go szybko i intensywnie, gdyby nie ta pieprzona wstążka Castiel szczytowałby już na jego palcach. Wysuwa z ust język, przygryzając jego końcówkę w skupieniu. Trzy palce ostatni raz naciskają mocno na prostatę Casa, zanim wysuwają się z niego brutalnie. Chłopak sapie ciężko przez nos i obraca się, wbijając w niego rozgorączkowane spojrzenie.
- Zaraz wrócę - mówi Dean i wybiega truchtem, trzymając w pięści twardego kutasa, Castiel stara się jak najszybciej wyrównać oddech i rozluźnić ciało, ale napięcie i gorąc w jego podbrzuszu i podrażniony tyłek nie pozwalają mu na to. Ze zdziwieniem jęczy, kiedy czuje coś chłodnego przy swojej dziurce. Trener śmieje się gardłowo, przez co Cas nie może opanować lekkiego uśmiechu.
- Dean? Co to? - pyta z ciekawością w głosie.
- Wibrator. - Słyszy zadowolenie w głosie Deana. - Spodoba nam się - mruczy mu do ucha i wsuwa go głębiej, aż do samego końca. - Dobrze?
- Tak, Dean - odpowiada, wycierając czoło o ramię. - O Boże! - wyrywa mu się, kiedy wibrator zostaje włączony. Zagryza mocno wargę, wiercąc się. Z jego gardła wypływa długi pisk, którego nie może opanować. Jak cholernie chce już dojść. Kiedy czuje palce bawiące się jego włosami, otwiera oczy i widzi przed sobą sterczącego kutasa Deana.
- Dasz radę?
Cas podciąga się na kolanach i łokciach i otwiera usta. Winchester poprawia jeszcze wysuwający się z niego wibrator, na co Cas jęczy bezwstydnie, patrząc mu w twarz i przysuwa się do niego bliżej. Cas łyka jego chuja jakby był z czekolady, jęcząc wokół niego jak szalony. Jest taki zdesperowany, myśli Dean. I ma rację, Cas zrobiłby wszystko, żeby tylko dojść. Dean wysuwa się z niego zdecydowanie. Nie chciałby stracić swojego skarbu, kiedy rozwiąże jego aniołkowi wstążeczkę.
Całe ciało pływaka napina się. Mięśnie zaciskają się wokół wciąż wibrującego kołka tkwiącego w jego tyłku. Cas chowa głowę między ręce, kiedy do jego oczu napływają łzy. Nie zauważa, że Dean trzyma go mocno za ręce, żeby nie poranił sobie nadgarstków. Kiedy powoli dochodzi do siebie, rozwiera oczy i rozluźnia ciało, chociaż całe się trzęsie z wysiłku. Unosi głowę, żeby zobaczyć wielki uśmiech na twarzy Winchestera.
- Ja pierdolę, Dean - chrypi cicho z entuzjazmem , wpatrując się w jego usta.
- Byłeś taki kurewsko grzeczny. - Z przekorą głaszcze go po głowie i pochyla się, żeby pocałować go krótko w usta. Na jego twarz wypływa jeszcze szerszy uśmiech, kiedy głowa Cas podąża za jego za jeszcze jednym pocałunkiem. Obrysowuje kciukiem dolną, napuchniętą wargę pływaka. - Co za dużo, to niezdrowo - porusza brwiami, ale sięga dłonią do już twardniejącego członka Casa.
Castiel wciąga ze świstem powietrze, przymykając oczy. Dłoń Deana sunie po jego udzie, do pośladka i do rowka między nimi, żeby okrążyć palcami wystającą z Castiela końcówkę wibratora. Mruczy pod nosem wesołą melodię, kiedy wciska wzdłuż zabawki palca wskazującego. Castiel jęczy głośno, obracając głowę, żeby dojrzeć tylko nogę Deana.
- Spokojnie - mówi mu Dean i wsuwa kolejnego palca, patrząc jak śliczna, lśniąca skóra rozciąga się przed nim. - Dzisiaj już nie będziemy szaleć. - Wyciąga palce i daje mu klapsa w pośladek. - Aż tak - dodaje i wyłącza wibrator, zanim wyjmuje go i odrzuca. Ustawia się za nim i przytula ciasno do jego pleców. Jedną ręką obejmuje chłopaka, dłonią masując jego pierś, gdy drugą się podpiera. - Cas? - szepcze mu wprost do ucha.
- Jasne, że tak - odpowiada, pocierając tyłkiem o erekcję Deana.
Dean cmoka go głośno za uchem i wsuwa się z łatwością w gorący tyłek. Porusza delikatnie biodrami, męcząc ich oboje.
- Dean - marudzi Cas, zaciskając się mocno na kutasie Deana.
- Cholera - syczy, wbijając paznokcie w jego bok. - Bo dojdę za szybko i będziesz musiał sam się sobą zająć.
- Myślałeś, że to skończy się inaczej?
- Ochocho - śmieje się gardłowo i prostuje, podciągając tyłek Casa do góry. "Ugodzenie" dumy motywuje go do działania. Z leniwego drażnienia przechodzi w gwałtowne, silne ruchy biodrami, które poruszają całym ciałem Castiela. W szybkim tempie wysuwa się po główkę, żeby wrócić po same jądra. Castiel zaciska mocno pięści i wygina się pod trenerem, skomląc cicho. Dean wbija grube palce w jego boki, trzymając go jak najbliżej siebie. Wbija się gładko i szybko, ignorując pot zbierający się na jego czole. Cas ma jutro przy każdym ruchu pamiętać o dzisiejszym rżnięciu. Odrywa prawą dłoń od Castiela i wymierza cholernie mocnego klapsa w zarumieniony pośladek chłopaka, z którego wyrywa się krzyk. Warczy z zadowoleniem, wbijając się po same jądra i wychodząc z niego. Dziurka Castiela pulsuje przed jego oczyma, kiedy klęka i schyla się, żeby wsunąć do niej bez problemu język. Castiel w pierwszym odruchu ucieka tyłkiem, ale Winchester jest szybszy. Łapie go za biodra i przyciąga do swojej twarzy. Z pływaka wyrywa się łamiący śmiech.
- Za dobrze, Dean, za dużo - chrypi.
- Szzzz, będzie jeszcze lepiej - mówi w jego rowek i pluje do jego odbytu, do którego wsadza od razu cztery palce. Zahacza nimi o prostatę Casa, ale dla Deana to za mało, drugą ręką sięga do jego przemoczonego chuja, za którego mocno ciągnie. - Jeszcze chwilę. - Sam już ledwo ciągnie. Wsuwa cztery palce jak najgłębiej może, wyrywając z Casa zduszony jęk i zastępuje je swoim kutasem. Napiera mocno na Castiela, wbijając się w niego w energicznym tempie, aż ten kładzie się piersią na kaflach i jedynie tyłkiem wypiętym do góry.
Dean zaczyna bluźnić pod nosem, kiedy czuje zbliżający się orgazm i nie tylko swój. Mięśnie Castiela zaciskają się na nim spazmatycznie, kiedy ten rozlewa się na podłogę i palce Deana, które nie przestają go drażnić, aż do momentu kiedy sam dochodzi, spuszczając się w czerwoną dziurkę Castiela. Jest tak cholernie szczęśliwy i spełniony. Przytula się do pleców pływaka, podpierając się na drżących wciąż rękach.
- Byłeś świetny, Cas - chwali go, pocierając czołem o jego łopatkę.
- Masz kluczyk?
Dean sapie nosem, wysuwa się z Casa i prostuje. Powoli wstaje na drżących nogach i podchodzi do ławki. Ze spodni wyciąga mały kluczyk. Podchodzi z nim do przemęczonego Castiela, na którego widok nabiera ochoty na kolejną rundkę. Otwiera kajdanki i pomaga wstać pływakowi, który od razu przytula się do niego i zaczyna powoli całować. Dean mruczy z zadowoleniem, wsuwając dłoń w gęstą czuprynę pływaka, którego dłonie zsuwają się na jego pośladki, żeby objąć je palcami.
- Prysznic? - proponuje Dean, a Castiel przytakuje mu i splata z nim palce. Wchodzą razem pod jeden natrysk, chociaż mają do wyboru dwa. Za zasłonką czeka już przygotowany zawczasu szampon i żel do ciała. Pomagając sobie wzajemnie, zmywają z siebie pot, spermę i olejek. Wtedy Castiel obraca się przodem do Deana i patrząc mu ze skupieniem w oczy, pyta:
- Więc Dean, co tak cię dzisiaj zdenerwowało?
I Dean zaczyna mu opowiadać.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Ten powyższy one-shot powstał na prochach jednego z pierwszych rozdziałów (a może raczej odcinków, bo seria Pływacy wyglądała jak sklejanka one-shotów z jednego au :'D ) mojego pierwszego-ukończonego opowiadania. I powstało z niego takie cacko, przynajmniej mi się tak wydaje ❤ Ot cała ciekawostka.
* nazwisko Lucyfera i Michała w opowiadaniu ★
Niesamowita
Dżumaka
Brak komentarzy:
Etykiety:
Fanfik,
One-shot,
Supernatural
sobota, 20 grudnia 2014
Sekretarz: Dogrywka
Cas zostaje zawieszony i dostaje klapsy.
Sześć miesięcy później
- Cas, przyjdź do mojego gabinetu.
Dean odkłada słuchawkę i uśmiecha się. Już rozpiął górny guzik koszuli, więc kręci szyją i rozluźnia bardziej krawat.
Nasłuchuje, czuje, Cas wchodzi do środka. Ale Dean nie spogląda na niego, po prostu pozwala mu tam stać, kiedy powolnie odpina i wyciąga spinki ze swoich francuskich mankietów.
- Podejdź tu - mówi i słyszy, jak Cas cicho zbliża się do jego biurka. Dean wpatruje się w samotną kartkę, leżącą na środku blatu.
- Jestem tobą bardzo rozczarowany, Cas - wzdycha i spogląda na swojego sekretarza. Jego pełne wargi już lekko drżą. Dean mocniej marszczy brwi i potrząsa głową.
- Oczekiwałem od ciebie więcej. - Odkłada spinki na bok i wstaje, by stanąć obok niego, opierając się o biurko twarzą do drzwi.
- Co to jest? - Kładzie opuszkę palca wskazującego tuż pod czerwoną linią szpecącą nieskazitelną kartkę papieru.
- To błąd, proszę pana. - Ochrypłe słowa unoszą się w powietrze wraz z kuszącym zapachem śluzu. Dean zaciska dłonie, by odzyskać panowanie nad sobą. Mógłby w tej chwili zerżnąć Casa na biurku, zupełnie jak tuzin razy wcześniej, ale nie chce tego, jeszcze nie teraz.
Od kiedy Cas pokazał mu film z Jamesem Spaderem i tę betą, naprawdę seksowną foczką, czekał na idealną okazję na odtworzenie go specjalnie dla swojego partnera.
- Czy toleruję błędy, Cas? - Dean krzyżuje ręce na piersi i unosi brew.
- Nie, proszę pana. - Cas nie ma odwagi spojrzeć na niego, ale Dean może sobie wyobrazić, jak ciemne muszą być teraz te przepiękne, niebieskie oczy.
- To się nie powtórzy. - Dean napina szczękę, kiedy jego kutas puchnie na kolejną dawkę zapachu słodkiego śluzu. Przełyka ślinę z trudem i stara się skupić.
- Nie, nie powtórzy się, Cas. Dopilnuję tego - mówi Dean, warcząc przy tym. Wie, jak Cas za tym szaleje.
Dean rozciąga ręce i ustawia je tak, by Cas mógł widzieć, jak umyślnie, bez pośpiechu podwija rękawy, zupełnie jakby miał na to całą noc, a jego kutas nie posyłał go do piekła za ciągłe siedzenie w spodniach.
- Myślę, że musisz wyciągnąć wnioski ze swojego błędu, Cas. - Podciąga rękawy wyżej, napinając i rozluźniając przedramiona, kiedy Cas oddycha głęboko. Oboje wąchają się nawzajem, kiedy Cas robi się mokry, a w Deanie budzi się chęć dominacji. Gabinet będzie śmierdział jutro jak pieprzony burdel, ale Deanowi to zupełnie nie przeszkadza.
- Zdejmij spodnie - chrypi do ucha Casa, odpychając się od biurka, by stanąć za omegą.
Dean widzi rumieniec rozchodzący się po jego szyi, czuje ciężki zapach śluzu, kiedy ten szpera przy klamrze paska.
W końcu go rozpina, zsuwa spodnie na podłogę i wierci się w slipkach.
- To też. - Dean sunie palcem po elastycznej gumce.
Cas wciąga ze świstem powietrze i ściąga je, powoli zsuwając je po krągłościach jego tyłka, póki nie upadają do jego kostek. Dean słyszy, jak kutas Casa zostaje uwolniony, widzi mokrą plamę na jego bieliźnie, a kuszący zapach wpływa do jego nosa i skręca się w mózgu. Potrójne uderzenie w jego zmysły powoduje, że musi zacisnąć zęby i złapać się mocno za kutasa, żeby powstrzymać się przez przeleceniem Casa tu i teraz.
Bierze głęboki oddech i staje przy Casie.
- Połóż dłonie na biurku, Cas. - Ten umieszcza dłonie po obu stronach kartki.
- Rozszerz nogi.
Cas rozstawia je i pochyla głowę - tak posłuszny, tak perfekcyjny.
- Teraz chcę, żebyś przeczytał mi to na głos. - Dean przysuwa się do niego niepostrzeżenie. Pozwala poczuć Casowi swoją erekcję naciskającą na jego bok, kiedy zaczyna czytać. Dean unosi dłoń i uśmiecha się.
- Drogi panie Selfridge, zgodnie z... - Cas nagle przerywa i wydaje z siebie sapnięcie, kiedy Dean uderza otwartą dłonią w jego tyłek. Odgłos głośnego klapsa wędruje wprost do krocza Deana, który czuje sączącą się strugę preejakulatu. Dean pociera dłonią po jędrnym kawałku mięśni, które tak dobrze zdołał poznać, kiedy Cas znów zaczyna czytać.
- Zgodnie z moją wcześniejszą... - Dean pochyla się nad nim, dając mu klapsa w drugi pośladek. Przez chwilę podziwia sposób, w jaki tyłek Casa podskakuje, zanim robi to ponownie.
Dean nie przestaje, póki Cas nie kończy czytać całego listu, włącznie z literówką, której znalezienie zajęło Deanowi tygodnie.
Tyłek Casa zdążył przybrać śliczny, wiśniowy kolor. Deanowi przemyka myśl o zrobieniu mu zdjęcia, ale ma już wiele fotografii Casa w sytuacjach i pozach, na które większość ludzi zapłonęłaby głębokim, czerwonym rumieńcem. Dean sunie dłonią po rozgrzanym, mięsistym pośladku i szepcze kojące dźwięki.
Wciąż trzyma dłoń na jego tyłku, kiedy sięga drugą za siebie i odpina klips trzymający szelki ze spodniami. Łapie elastyczny pas w biało-niebieskie paski pasujące do oczu Casa i rzuca go na felerny list.
- Było dobrze, Cas. - Dean sunie dłonią po jego plecach, obserwuje, jak drżą pod koszulą. - Moim zdaniem zasłużyłeś na nagrodę. - Bierze szelki w dłonie i popycha Casa, by leżał płasko na blacie. Gdy delikatnie krzyżuje jego ręce na plecach, Cas nie walczy z nim, posłusznie łączy nadgarstki i wzdycha. W końcu to jego nagroda.
Dean zawija szelkę kilka razy wokół jego dłoni, aż trzyma między nadgarstkami ich rozdwojony koniec i zawiązuje supeł. Nie jest to jego najładniejsze dzieło (ma ich zdjęcia), ale węzeł spełnia swoje zadanie.
Cofa się o krok i podziwia widok. Śliczny, różowy tyłek Casa wypięty tuż nad jego biurkiem i skrępowane na plecach ręce. Jest tak mokry, zapach śluzu pędzi przez powietrze, by przyciągnąć Deana do jego źródła, zupełnie jakby ciągnął go za kołnierz.
Dean uśmiecha się i przylega do Casa, przyciskając do niego biodra i pocierając kutasem o rower jego tyłka, by ten poczuł, jak twardy już jest. Cas wygina się w jego stronę, szalejąc. Nie wiadomo, który z nich jest przez to bardziej podniecony. Dean chce usłyszeć jego błagania, te wszystkie słodkie dźwięki, które z niego uciekają gdy zapomina o powściągliwości.
Jednym, płynnym ruchem zsuwa się na kolana. Cas jęczy głucho, kiedy zdaje sobie sprawę z zamiarów swojego alfy. Dean kładzie dłonie po obu stronach ciepłego tyłeczka Casa i rozszerza jego pośladki, dopóki nie ma przed sobą cudnej, różowej dziurki, zarumienionej i błyszczącej, praktycznie puszczającej mu oczko na powitanie. Potrząsa głową. Zawsze uderza go, jak cholernie śliczny Cas jest tam na dole - jak jego śluz niesamowicie błyszczy, kiedy spływa po jego jądrach, a ciasny, mały krąg, dający mu tyle szczęścia, pręży się przed nim. Przyciska do niego usta, czerwieniąc się. Sunie czubkiem języka wokół niej, lekkim ssaniem ust chłonie śluz Casa, więc może go poczuć na swoim języku. Jego kutas jest tak twardy, że zaczyna boleć.
Cas smakuje tak dobrze, słodko i bogato. Dean nigdy nie zasmakował w życiu czegoś lepszego. Łatwiej mu odmówić pustych kalorii, kiedy może wcisnąć tu twarz, kiedy tylko ma na to ochotę.
Wyciąga język i wsuwa go głęboko w omegę. Piękne jęki Casa wypełniają jego biurko, kiedy trzyma w nim swój język i obraca w nim z szeroko otwartymi ustami. Mruczy o jego dziurkę w zadowoleniu, że to jest tak kurewsko dobre, bo Cas cholernie uwielbia to, co właśnie mu robi.
- O Boże, proszę pana, proszę, - Dean mruczy na to trochę głośniej i zatacza językiem powolne koło, - czy mogę dojść, proszę pana? - Fraza nigdy się nie zestarzeje, za każdym razem z kutasa Deana zaczyna cieknąć. Dean szepcze wilgotne, brudne:
- A-cha - nie zamierza przestać, żeby powiedzieć mu: "tak", co Cas rozumie, ponieważ kilka sekund później Dean może poczuć, jak mięśnie Casa spinają się wokół jego języka, słodki zapach jest wszędzie, a sperma zaczyna spływać po biurku Deana.
Ostatnio zużywają bardzo dużo papierowych ręczników.
Cas dalej jęczy i trzęsie się, kiedy Dean wstaje. Spodnie bez szelek zsuwają się z niego, nie przejmuje się też zdjęciem bokserek - zsuwa je wystarczająco nisko, by wyciągnąć chuja i wsunąć go w mokry, drgający uścisk.
Wsuwa palce między szelki związane na nadgarstkach Casa i ciągnie za nie, unosząc go tak, by było mu niewygodnie, ale go nie zranić.
- Cas, jesteś dla mnie tak cholernie dobry. - Wbija się w niego, przewracając oczami za każdym wsunięciem. - Dochodzisz, kiedy chcę, rozkładasz się na moim biurku jak niegrzeczna, mała dziwka. - Cas zaciska się wokół niego tak mokry i ciasny , że Dean nie wytrzyma długo.
- Dobrze się zajmuję moją suczką, prawda, Cas? Sprawiam, że dla mnie dochodzisz, trzepię ci w pracy tak, jak tego chcesz. - Dean wysuwa się o kilka centymetrów i pociąga jego nadgarstki do góry, podziwiając cudny łuk pleców jego omegi, kiedy stara się wygiąć z powrotem bez uszkodzenia ramion.
- Prawda, Cas? - Wysuwa się z niego o kolejne centymetry, kiedy ten łka.
- Tak, proszę pana. - Jego głos załamuje się, czuć w nim nutę desperacji, gdy Dean wciąż trzyma go całego naprężonego.
- Chcesz tego, Cas? Chcesz mojego kutasa związanego w tobie, malutki? - Cas kręci się pod nim i skomli:
- Tak, proszę pana.
Dean może poczuć pot zbierający się na swojej brwi, trzęsienie dłoni.
- Powiedz to, Cas. - Wbija palce w elastyczną taśmę i potrząsa nim. W odpowiedzi Cas kwili i odchyla głowę.
- Tak, proszę, kurwa, proszę pana, proszę, zrób to, proszę, proszę, proszę... - ostatnie słowo zamiera w długim, błagalnym skomleniu, tak zdesperowanym, że Dean obawia się, że Cas wystawiłby sobie bark, żeby tylko dostać się do jego grubego chuja.
Przyciska ręce Casa do jego pleców. Kiedy wsuwa się w niego, odchyla głowę do tyłu i wbija się w niego raz po raz, czuje, że zaczyna warczeć - jest to nieposkromiony impuls, który pokochał wraz z Casem.
- Tak. Cholernie. Idealny - Dean mruczy Casowi do ucha, pochylając się nad nim. Zagłębia się w niego jak najmocniej i dochodzi, czując znajomy ucisk na jego napuchniętego kutasa, kiedy Cas otwiera się dla niego, bierze go tak, jakby tylko po to był stworzony. Dean wie, że zrobią to jeszcze tysiące razy i za każdym razem będzie pod wrażeniem tego, jak dobrze się przy tym czuje, jak idealnie jest znakować swoją własność. Jęczy nisko i całuje na ślepo ucho Casa.
- Cholernie cię kocham, Cas. Wiesz o tym?
Cas wzdycha i zaciska się na nim.
- Tak, proszę pana.
<-- Pierwsza część
Sześć miesięcy później
- Cas, przyjdź do mojego gabinetu.
Dean odkłada słuchawkę i uśmiecha się. Już rozpiął górny guzik koszuli, więc kręci szyją i rozluźnia bardziej krawat.
Nasłuchuje, czuje, Cas wchodzi do środka. Ale Dean nie spogląda na niego, po prostu pozwala mu tam stać, kiedy powolnie odpina i wyciąga spinki ze swoich francuskich mankietów.
- Podejdź tu - mówi i słyszy, jak Cas cicho zbliża się do jego biurka. Dean wpatruje się w samotną kartkę, leżącą na środku blatu.
- Jestem tobą bardzo rozczarowany, Cas - wzdycha i spogląda na swojego sekretarza. Jego pełne wargi już lekko drżą. Dean mocniej marszczy brwi i potrząsa głową.
- Oczekiwałem od ciebie więcej. - Odkłada spinki na bok i wstaje, by stanąć obok niego, opierając się o biurko twarzą do drzwi.
- Co to jest? - Kładzie opuszkę palca wskazującego tuż pod czerwoną linią szpecącą nieskazitelną kartkę papieru.
- To błąd, proszę pana. - Ochrypłe słowa unoszą się w powietrze wraz z kuszącym zapachem śluzu. Dean zaciska dłonie, by odzyskać panowanie nad sobą. Mógłby w tej chwili zerżnąć Casa na biurku, zupełnie jak tuzin razy wcześniej, ale nie chce tego, jeszcze nie teraz.
Od kiedy Cas pokazał mu film z Jamesem Spaderem i tę betą, naprawdę seksowną foczką, czekał na idealną okazję na odtworzenie go specjalnie dla swojego partnera.
- Czy toleruję błędy, Cas? - Dean krzyżuje ręce na piersi i unosi brew.
- Nie, proszę pana. - Cas nie ma odwagi spojrzeć na niego, ale Dean może sobie wyobrazić, jak ciemne muszą być teraz te przepiękne, niebieskie oczy.
- To się nie powtórzy. - Dean napina szczękę, kiedy jego kutas puchnie na kolejną dawkę zapachu słodkiego śluzu. Przełyka ślinę z trudem i stara się skupić.
- Nie, nie powtórzy się, Cas. Dopilnuję tego - mówi Dean, warcząc przy tym. Wie, jak Cas za tym szaleje.
Dean rozciąga ręce i ustawia je tak, by Cas mógł widzieć, jak umyślnie, bez pośpiechu podwija rękawy, zupełnie jakby miał na to całą noc, a jego kutas nie posyłał go do piekła za ciągłe siedzenie w spodniach.
- Myślę, że musisz wyciągnąć wnioski ze swojego błędu, Cas. - Podciąga rękawy wyżej, napinając i rozluźniając przedramiona, kiedy Cas oddycha głęboko. Oboje wąchają się nawzajem, kiedy Cas robi się mokry, a w Deanie budzi się chęć dominacji. Gabinet będzie śmierdział jutro jak pieprzony burdel, ale Deanowi to zupełnie nie przeszkadza.
- Zdejmij spodnie - chrypi do ucha Casa, odpychając się od biurka, by stanąć za omegą.
Dean widzi rumieniec rozchodzący się po jego szyi, czuje ciężki zapach śluzu, kiedy ten szpera przy klamrze paska.
W końcu go rozpina, zsuwa spodnie na podłogę i wierci się w slipkach.
- To też. - Dean sunie palcem po elastycznej gumce.
Cas wciąga ze świstem powietrze i ściąga je, powoli zsuwając je po krągłościach jego tyłka, póki nie upadają do jego kostek. Dean słyszy, jak kutas Casa zostaje uwolniony, widzi mokrą plamę na jego bieliźnie, a kuszący zapach wpływa do jego nosa i skręca się w mózgu. Potrójne uderzenie w jego zmysły powoduje, że musi zacisnąć zęby i złapać się mocno za kutasa, żeby powstrzymać się przez przeleceniem Casa tu i teraz.
Bierze głęboki oddech i staje przy Casie.
- Połóż dłonie na biurku, Cas. - Ten umieszcza dłonie po obu stronach kartki.
- Rozszerz nogi.
Cas rozstawia je i pochyla głowę - tak posłuszny, tak perfekcyjny.
- Teraz chcę, żebyś przeczytał mi to na głos. - Dean przysuwa się do niego niepostrzeżenie. Pozwala poczuć Casowi swoją erekcję naciskającą na jego bok, kiedy zaczyna czytać. Dean unosi dłoń i uśmiecha się.
- Drogi panie Selfridge, zgodnie z... - Cas nagle przerywa i wydaje z siebie sapnięcie, kiedy Dean uderza otwartą dłonią w jego tyłek. Odgłos głośnego klapsa wędruje wprost do krocza Deana, który czuje sączącą się strugę preejakulatu. Dean pociera dłonią po jędrnym kawałku mięśni, które tak dobrze zdołał poznać, kiedy Cas znów zaczyna czytać.
- Zgodnie z moją wcześniejszą... - Dean pochyla się nad nim, dając mu klapsa w drugi pośladek. Przez chwilę podziwia sposób, w jaki tyłek Casa podskakuje, zanim robi to ponownie.
Dean nie przestaje, póki Cas nie kończy czytać całego listu, włącznie z literówką, której znalezienie zajęło Deanowi tygodnie.
Tyłek Casa zdążył przybrać śliczny, wiśniowy kolor. Deanowi przemyka myśl o zrobieniu mu zdjęcia, ale ma już wiele fotografii Casa w sytuacjach i pozach, na które większość ludzi zapłonęłaby głębokim, czerwonym rumieńcem. Dean sunie dłonią po rozgrzanym, mięsistym pośladku i szepcze kojące dźwięki.
Wciąż trzyma dłoń na jego tyłku, kiedy sięga drugą za siebie i odpina klips trzymający szelki ze spodniami. Łapie elastyczny pas w biało-niebieskie paski pasujące do oczu Casa i rzuca go na felerny list.
- Było dobrze, Cas. - Dean sunie dłonią po jego plecach, obserwuje, jak drżą pod koszulą. - Moim zdaniem zasłużyłeś na nagrodę. - Bierze szelki w dłonie i popycha Casa, by leżał płasko na blacie. Gdy delikatnie krzyżuje jego ręce na plecach, Cas nie walczy z nim, posłusznie łączy nadgarstki i wzdycha. W końcu to jego nagroda.
Dean zawija szelkę kilka razy wokół jego dłoni, aż trzyma między nadgarstkami ich rozdwojony koniec i zawiązuje supeł. Nie jest to jego najładniejsze dzieło (ma ich zdjęcia), ale węzeł spełnia swoje zadanie.
Cofa się o krok i podziwia widok. Śliczny, różowy tyłek Casa wypięty tuż nad jego biurkiem i skrępowane na plecach ręce. Jest tak mokry, zapach śluzu pędzi przez powietrze, by przyciągnąć Deana do jego źródła, zupełnie jakby ciągnął go za kołnierz.
Dean uśmiecha się i przylega do Casa, przyciskając do niego biodra i pocierając kutasem o rower jego tyłka, by ten poczuł, jak twardy już jest. Cas wygina się w jego stronę, szalejąc. Nie wiadomo, który z nich jest przez to bardziej podniecony. Dean chce usłyszeć jego błagania, te wszystkie słodkie dźwięki, które z niego uciekają gdy zapomina o powściągliwości.
Jednym, płynnym ruchem zsuwa się na kolana. Cas jęczy głucho, kiedy zdaje sobie sprawę z zamiarów swojego alfy. Dean kładzie dłonie po obu stronach ciepłego tyłeczka Casa i rozszerza jego pośladki, dopóki nie ma przed sobą cudnej, różowej dziurki, zarumienionej i błyszczącej, praktycznie puszczającej mu oczko na powitanie. Potrząsa głową. Zawsze uderza go, jak cholernie śliczny Cas jest tam na dole - jak jego śluz niesamowicie błyszczy, kiedy spływa po jego jądrach, a ciasny, mały krąg, dający mu tyle szczęścia, pręży się przed nim. Przyciska do niego usta, czerwieniąc się. Sunie czubkiem języka wokół niej, lekkim ssaniem ust chłonie śluz Casa, więc może go poczuć na swoim języku. Jego kutas jest tak twardy, że zaczyna boleć.
Cas smakuje tak dobrze, słodko i bogato. Dean nigdy nie zasmakował w życiu czegoś lepszego. Łatwiej mu odmówić pustych kalorii, kiedy może wcisnąć tu twarz, kiedy tylko ma na to ochotę.
Wyciąga język i wsuwa go głęboko w omegę. Piękne jęki Casa wypełniają jego biurko, kiedy trzyma w nim swój język i obraca w nim z szeroko otwartymi ustami. Mruczy o jego dziurkę w zadowoleniu, że to jest tak kurewsko dobre, bo Cas cholernie uwielbia to, co właśnie mu robi.
- O Boże, proszę pana, proszę, - Dean mruczy na to trochę głośniej i zatacza językiem powolne koło, - czy mogę dojść, proszę pana? - Fraza nigdy się nie zestarzeje, za każdym razem z kutasa Deana zaczyna cieknąć. Dean szepcze wilgotne, brudne:
- A-cha - nie zamierza przestać, żeby powiedzieć mu: "tak", co Cas rozumie, ponieważ kilka sekund później Dean może poczuć, jak mięśnie Casa spinają się wokół jego języka, słodki zapach jest wszędzie, a sperma zaczyna spływać po biurku Deana.
Ostatnio zużywają bardzo dużo papierowych ręczników.
Cas dalej jęczy i trzęsie się, kiedy Dean wstaje. Spodnie bez szelek zsuwają się z niego, nie przejmuje się też zdjęciem bokserek - zsuwa je wystarczająco nisko, by wyciągnąć chuja i wsunąć go w mokry, drgający uścisk.
Wsuwa palce między szelki związane na nadgarstkach Casa i ciągnie za nie, unosząc go tak, by było mu niewygodnie, ale go nie zranić.
- Cas, jesteś dla mnie tak cholernie dobry. - Wbija się w niego, przewracając oczami za każdym wsunięciem. - Dochodzisz, kiedy chcę, rozkładasz się na moim biurku jak niegrzeczna, mała dziwka. - Cas zaciska się wokół niego tak mokry i ciasny , że Dean nie wytrzyma długo.
- Dobrze się zajmuję moją suczką, prawda, Cas? Sprawiam, że dla mnie dochodzisz, trzepię ci w pracy tak, jak tego chcesz. - Dean wysuwa się o kilka centymetrów i pociąga jego nadgarstki do góry, podziwiając cudny łuk pleców jego omegi, kiedy stara się wygiąć z powrotem bez uszkodzenia ramion.
- Prawda, Cas? - Wysuwa się z niego o kolejne centymetry, kiedy ten łka.
- Tak, proszę pana. - Jego głos załamuje się, czuć w nim nutę desperacji, gdy Dean wciąż trzyma go całego naprężonego.
- Chcesz tego, Cas? Chcesz mojego kutasa związanego w tobie, malutki? - Cas kręci się pod nim i skomli:
- Tak, proszę pana.
Dean może poczuć pot zbierający się na swojej brwi, trzęsienie dłoni.
- Powiedz to, Cas. - Wbija palce w elastyczną taśmę i potrząsa nim. W odpowiedzi Cas kwili i odchyla głowę.
- Tak, proszę, kurwa, proszę pana, proszę, zrób to, proszę, proszę, proszę... - ostatnie słowo zamiera w długim, błagalnym skomleniu, tak zdesperowanym, że Dean obawia się, że Cas wystawiłby sobie bark, żeby tylko dostać się do jego grubego chuja.
Przyciska ręce Casa do jego pleców. Kiedy wsuwa się w niego, odchyla głowę do tyłu i wbija się w niego raz po raz, czuje, że zaczyna warczeć - jest to nieposkromiony impuls, który pokochał wraz z Casem.
- Tak. Cholernie. Idealny - Dean mruczy Casowi do ucha, pochylając się nad nim. Zagłębia się w niego jak najmocniej i dochodzi, czując znajomy ucisk na jego napuchniętego kutasa, kiedy Cas otwiera się dla niego, bierze go tak, jakby tylko po to był stworzony. Dean wie, że zrobią to jeszcze tysiące razy i za każdym razem będzie pod wrażeniem tego, jak dobrze się przy tym czuje, jak idealnie jest znakować swoją własność. Jęczy nisko i całuje na ślepo ucho Casa.
- Cholernie cię kocham, Cas. Wiesz o tym?
Cas wzdycha i zaciska się na nim.
- Tak, proszę pana.
<-- Pierwsza część
Niesamowita
Dżumaka
Brak komentarzy:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
Supernatural,
tłumaczenie
piątek, 14 listopada 2014
Sekretarka: Nowy Pracownik
Fandom: Supernatural - Nie z tego świata
Pairing: Destiel, Dean Winchester/Castiel Novak
Ostrzeżenia: dom/sub, nawiązania do s4e17, sekretarki, zależności alfa/beta/omega, cykl płciowy/ruja, knotting, seks na biurku, dirty talk, brak zabezpieczeń, klapsy, lekki bondage, szelki, seks publiczny, znakowanie, publiczne znakowanie, rimming.
Oryginał: "The Secretary"
Napisane na rzecz kink meme prompt. Świat na podstawie odcinka "It's a Terrible Life". Nowy sekretarz Deana Smitha doprowadza go od tygodni do szaleństwa swoim naturalnym posłuszeństwem, wiecznie potarganymi włosami i tym przeklętym zapachem. Więc gdy Castiel zapomina wziąć swoich supresantów i idzie z rują do biura, Dean po prostu nie potrafi się już powstrzymać i znakuje go na biurku w sposób oszalały i zaborczy.
Dean zamierza usiąść, ale zauważa na biurku porzuconą teczkę.
- Och, Cas, zapomniałem o jednej.
Pairing: Destiel, Dean Winchester/Castiel Novak
Ostrzeżenia: dom/sub, nawiązania do s4e17, sekretarki, zależności alfa/beta/omega, cykl płciowy/ruja, knotting, seks na biurku, dirty talk, brak zabezpieczeń, klapsy, lekki bondage, szelki, seks publiczny, znakowanie, publiczne znakowanie, rimming.
Oryginał: "The Secretary"
Napisane na rzecz kink meme prompt. Świat na podstawie odcinka "It's a Terrible Life". Nowy sekretarz Deana Smitha doprowadza go od tygodni do szaleństwa swoim naturalnym posłuszeństwem, wiecznie potarganymi włosami i tym przeklętym zapachem. Więc gdy Castiel zapomina wziąć swoich supresantów i idzie z rują do biura, Dean po prostu nie potrafi się już powstrzymać i znakuje go na biurku w sposób oszalały i zaborczy.
Dean nie je węglowodanów od 8
dni, kiedy uderza go ten zapach.
Dlaczego wykładają śniadaniowe
wypieki akurat w środę? Nikt nie powinien spożywać tyle rafinowanego cukru.
Dean przewraca oczami. Mija
zaplecze z latte na odtłuszczonym mleku w jednej ręce i teczką przewieszoną przez drugą.
Właśnie zasiada za biurkiem,
kiedy pan Adler wsuwa głowę do jego biura.
- Masz chwilę, Dean? – Dean
uśmiecha się, przytakuje głową i modli się, żeby ominęła go jedna z tych
godzinnych rozpraw o synchroniczności, o której jego szef lubi się rozwlekać.
Ma pracę do wykonania.
- Świetnie, naprawdę świetnie,
Dean. – Dean zamyka jeszcze email, kiedy Adler wkracza do pokoju. Kiedy odrywa
wzrok od ekranu, Adler stoi przy jego biurku i nie jest sam.
Za jego plecami stoi, wyglądający na wstydliwego, młody mężczyzna. Nerwowo mruga swoimi niebieskimi, rozwartymi oczyma i bawi się krawatem. Jego spodnie są schludnie wyprasowane,
ale włosy wyglądają jak po dwóch rundach ze wściekłym szopem. Dean może sobie
wyobrazić, jak mężczyzna przeczesuje je palcami w nerwowym nawyku i jak skubie
wargi, co widać na pierwszy rzut oka. Ktoś powinien go zapoznać z pomadką ochronną.
- Dean, to Castiel Novak, twój
nowy sekretarz.
Mężczyzna uśmiecha się do Deana
i macha dłonią, zanim złącza ją za plecami z drugą i momentalnie kieruje wzrok
na podłogę.
Dean wie, jak ważne są dobre
relacje z pomocnikami, więc wstaje i podchodzi do mężczyzny. Stawia krok, zanim dociera do niego ten zapach. Jezu. Dean
czuje, jak gardło mu się zaciska, a usta wilgotnieją. Swędzenie pod skórą sprawia,
że zanim zdaje sobie z tego sprawę, ciągnie palcem za kołnierz koszuli.
Śniadanowie wypieki, na
pieprzonego chuja, myśli.
Zatrudnili omegę?
Na twarzy Adlera widnieje ten nędzny uśmiech, gdy papla o kolejnym powiększeniu firmowej rodziny. Dean ledwo go słucha, gdy ściska z Castielem
dłonie.
Jego skóra jest tak delikatna. Dean przeciąga uścisk o
dodatkową sekundę.
- Castiel, Dean Smith. Dyrektor
Sprzedaży i Marketingu. Będziesz podlegać mu bezpośrednio. – Adler szczerzy
się, jakby wynegocjował właśnie pokój na świecie.
Dean musi przyznać, że
postawienie omegi na tak wysokim szczeblu jest genialnym ruchem piar* dla
urozmaicenia profilu Sandover. Ale Adles - beta i pieprzony fiut - nie jest
zmuszony go wąchać.
- Castiel, witaj w zespole –
Dean waha się lekko, wymawiając jego imię. Ciężko wypowiedzieć nowe słowo, gdy
wyobrażasz sobie swojego chuja w czyichś ustach.
- Dziękuję, panie Smith –
Castiel uśmiecha się do Deana, a jego oczy rozszerzają lekko, gdy wciąga powietrze nosem. – Większość ludzi mówi mi Cas, jeśli to jakieś ułatwienie.
Jego wzrok ponownie pada na
podłogę, jeszcze zanim kończy mówić. Dean obserwuje, jak malutka kropelka potu
formuje się na łuku jego szczęki, tak mała, że nikt, oprócz Deana i jego
chorego wzroku, nie byłby w stanie jej dostrzec. Dean zastanawia się, jakby się
czuł, gdyby jego język przebiegł przez kość, by ją zlizać.
Och, niedobrze, myśli,
gryząc wnętrze policzka. Potrzebuje tej pracy i ostatnią rzeczą, której
chce to jakiś nieporządany, biurowy romans. Nigdy nie miał się za
wielbiciela omeg, chociaż zawsze lubił brunetki.
Jeśli potrafił przetrwać
trzy tygodnie na soku z cytryny, komasie ryżowej i botwinie, z pewnością
potrafił powtrzymać się przed niebieskooką eau du porno**.
- Cóż, Cas, jestem pewny, że
będziesz świetnym dodatkiem do zespołu. – Dean unosi brwi na Adlera, mając nadzieję, że zrozumie aluzję i pozwoli mu wrócić do pracy.
- Dziękuję, proszę pana. – Cas szybko
na niego spogląda, a Dean uchwyca, jak oblizuje językiem te spierzchnięte
wargi.
- Nie… - Dean zamierza
powiedzieć Casowi, że nie musi zwracać się do niego per ,,panie”, nigdy nie lubił ceremonialności, zamiast tego jedynie się uśmiecha. – Tylko nie pozwól Adlerowi zanudzić cię na
śmierć. Mam dla ciebie dużo pracy.
Cas uśmiecha się do niego, gdy
Adler dramatycznie przekręca oczyma i pokazuje Deanowi kciuki. Dean odwzajemnia
się, mając nadzieję, że nie wygląda na zbyt rozdrażnionego.
Dean patrzy, jak omega podąża
za Adlerem, próbując nie śledzić wzrokiem jego zgrabnych, krągłych bioder, kiedy
wychodzi z pomieszczenia.
Pieprzony Adler.
*
*
Cas udowadnia, że jest perfekcyjnym sekretarzem: skromnym, ledwo zauważalnym i
wydajnym. Jest spostrzgawczy, zwracając uwagę na to, jaką kawę lubi Dean i
jakiej firmy wodę preferuje (butelka wolna od BPA, artezyjska- dobrze
przefiltrowana).
Przedsiębiorstwo prowadzi wykłady z wrażliwości na molestowanie seksualne, co zupełnie nie ma wpływu na chodzące
kadzidło o zapachu erekcji, które codziennie przetacza się przez biuro Deana.
Nawet bety wydają się być na niego wrażliwe, chociaż nie mają pojęcia, jak złe skutki mogłoby to mieć.
Dean rzadko zazdrości betom,
ale zastanawia się, czy jego dni upływałyby spokojniej, gdyby nie był tak
przeczulony na punkcie Casa. Nie chodzi tylko o tę woń odparowanej viagry. Dean
potrafi powiedzieć, kiedy ten jest zmęczony, kiedy smutny, kiedy zjadł coś
słodkiego na śniadanie.
Cas ewidentnie potrafi to samo,
jego zdolność w przewidywaniu potrzeb Deana przekracza granice intuicji. I
zawsze jest taki potulny, nieśmiale wsuwa głowę do jego
biura lub zerka na niego krótko przez te pieprzone rzęsy.
Dean zawsze chwalił się za walkę ze
stereotypami alfy, zachowując spokój i myśląc głową - nie chujem. Ale jest
pewna część natury, której nie potrafi się wyprzeć.
Cas jest tak uległy, a Dean ma dobrze ukryty pięcioterabajtowy dysk wypełniony porno, który może spokojnie potwierdzić, jak bardzo
Dean lubi brunetów o wielkich oczach i przepięknych ustach, wołających o
zerżnięcie.
Och, jest źle, pomyślał Dean, kiedy obciągał sobie rano pod prysznicem, wybrażając sobie Casa mówiącego: „Tak, proszę pana” na każdą zachciankę Deana. A Dean chciał zrobić Casowi bardzo, bardzo złe rzeczy.
Och, jest źle, pomyślał Dean, kiedy obciągał sobie rano pod prysznicem, wybrażając sobie Casa mówiącego: „Tak, proszę pana” na każdą zachciankę Deana. A Dean chciał zrobić Casowi bardzo, bardzo złe rzeczy.
Dean wie, że droga do stołka
regionalnego wiceprezesa nie jest usłana pieprzeniem się z sekretarzem, więc
stara się nie wpatrywać w biodra Casa, kiedy wchodzi do jego biura.
Cas niesie stertę raportów ze
sprzedaży w jednej ręcę i kawę Deana w drugiej. Stawia kawę na biurku.
- Czy to wszystko, proszę pana?
Jest jeszcze jedna rzecz – ,,proszę pana".
Dean nadal nie zadał sobie trudu poprawieniem
Casa i nie jest pewny, czy tego chce.
- Tak, Cas, to już wszystko.
Dean patrzy, jak Cas przekłada teczki w dłoniach.
- Powinienem je dokończyć do popołudnia, proszę pana. – Cas uśmiecha się wstydliwie i
odwraca, by wyjść. Dean zamierza usiąść, ale zauważa na biurku porzuconą teczkę.
- Och, Cas, zapomniałem o jednej.
Cas obraca się z powrotem do
Deana tak gwałtownie, że w pośpiechu upuszcza dwie teczki. Klęka, by je
podnieść w tym samym momencie, co Dean podchodzi do niego, żeby podać mu
kolejną.
- Och, proszę pana, przepraszam, jaka
ze mnie niezdara.
Cas zbiera dokumenty
zdenerwowany, więc Dean chce mu pomóc.
- Cas, nic się nie stało. – Cas
przerywa i podnosi wzrok na Deana.
Dean ma zamiar pochylić się i pomóc, ale na widok Casa zastyga w miejscu.
Rumieni się, jego policzki
pokrywają śliczne wypieki, włosy są potargane jak zawsze, twarz jest zwrócona w
stronę Deana z lekko rozchylonymi wargami.
Dean raz przeczytał artykuł o
bólu fantomowym w amputowanch kończynach. Układ nerwowy nigdy nie odbiera
wiadomości, że, powiedźmy, ręki już nie ma i ludziom powraca czucie w
kończynach, których nie mają od lat.
Dean może ich zrozumieć, bo może
przysiąc, że czuje, jak przeczesuje palcami włosy Casa, jakie byłby delikatne, ale
nadal wystarczająco grube, żeby mógł dobrze za nie złapać. Niemal może poczuć,
jak przyciąga tę piękną buzię do swojego krocza, jak ciepły oddech przechodzi
przez jego importowane spodnie z wełny merino, a idealne, stworzone do
zerżnięcia usta suną wzdłuż długości jego kutasa.
Dean może poczuć to wszystko, pomimo stalowej woli trzymającej jego dłonie po jego bokach. Może także
poczuć, jak twardnieje. Dean jest pewny, że wykładowca molestowania seksualnego
miałby coś teraz do powiedzenia, szczególnie, że twarz Casa jest niecałe pół
metra od jego krocza.
Cas najwyraźniej nie ma nic do
powiedzenia na ten temat, chociaż wpatruje się w rosnące wybrzuszenie w
spodniach Deana, jakby zawierało znaczenie
życia. Dean powinien się odwrócić i odwołać Casa, przebiec 5 kilometrów i wziąć
zimny prysznic. Jednak zbliża się o kilka centymetrów, wsuwając dłonie do
kieszeni, rozciągąc spodnie na boki.
Cas wciąga głośno powietrze,
niemal chwiejąc się, kiedy Dean podchodzi do niego bliżej. Dean też czuje
lekkie zawroty głowy, bo, słodka matko Cinnabonu***, ten zapach jest upajający,
ocieka słodkością i zaćmiewa wzrok Deana wizjami Casa na kolanach zupełnie jak
teraz, tylko nagiego, w obroży i mokrego od śluzu dla chuja Deana. I
kurwa, to to, prawda? Cas jest mokry, dlatego tak pachnie – jak karmelowa
heroina, w której Dean chce się utopić.
Dean rozwiera i zaciska dłonie, zagryzając swój polik. Myśli o mamie z Adlerem i tym razie, kiedy zobaczył,
jak wujek Rufus wychodzi spod prysznica. Myśli o czymkolwiek, co mogłoby powstrzymać
jego libido.
- Dziękuję ci, Cas, to
wszystko.
Dean przesuwa dłonią po włosach i odwraca się twarzą do biurka. Nie patrzy, jak Cas zbiera dokumenty i
odwraca się do wyjścia.
- Tak, proszę pana.
Och,
jest cholernie źle.
*
Dean decyduje, że potrzebuje
skierować dodatkowe pokłady energii w obniżanie procentowej zawartości tkanki
tłuszczowej i rytmu zatokowego. Nie oszczędza się przez dwa tygodnie i dodaje
do porannych ćwiczeń P90X.
To jedynie pogorsza wszystko,
przez ciągły głód jest bardziej podatny na zapach Casa. Nie spędził
tyle czasu na waleniu sobie konia od liceum.
Jednego dnia każe Casowi
zamówić mu sałatkę, dokładnie precyzując listę składników: szpinak, marchewki,
kiełki i surowe migdały.
Cas zostawia na jego biurku
torbę wraz z kombuczą, która ostatnio zasmakowała Deanowi. Dean kiwa mu głową w podziękowaniu, kiedy rozmawia przez słuchawkę Bluetooth i stara się
nie myśleć o tym, jak bardzo chce wyjeść tyłek Casa tak, żeby krzyczał, rozciągnąć go językiem i pokryć swoją twarz tym uderzającym do głowy śluzem.
Dean wciąż może poczuć jego zapach, jeśli spróbuje.
Dean wzdycha i otwiera sałatkę,
przerzucając krawat przez ramię. Podnosi widelec i zamierza zacząć jeść
dokładnie 400 kalorii surowych wartości odżywczych.
- No kurwa – jęczy. W jego
sałatce są pieprzone orzechy włoskie. Nie może ich jeść. Zamierza
wyciągnąć jeden po drugim, wyrzucić do kosza, a po pracy kupić
trochę surowych migdałów.
Zamiast tego czuje lekki impuls
przepływający przez niego, niebezpieczny, malutki pomysł, który powinien
naprawdę, naprawdę zignorować.
Dean podnosi słuchawkę biurowego telefonu:
- Cas, możesz tu przyjść?
Włosy Casa wyglądają na jeszcze
bardziej potargane niż zazwyczaj. Boże, zupełnie jakby dopiero co wyturlał się
z łóżka, myśli Dean. Skupia się na chwilę na obrazie – Cas cały spocony i oznakowany, sperma Deana spływająca w dół po jego udach…
- Cas, co to? – Cas patrzy na
orzechy włoskie na widelcu Deana.
- To orzechy włoskie. – Cas
wygląda jak jeleń w reflektorach.
- Zamawiałem orzechy, Cas? –
Cas oddycha szybciej, ruchy jego klatki hipnotyzują Deana.
- Nie, proszę pana. Bardzo przepraszam,
zaraz pójdę po nową. – Cas trzyma dłonie złączone za plecami, co zauważył Dean,
robi, kiedy jest zdenerwowany.
- Tak, pójdziesz, Cas. – Dean
mówi to na tyle cicho, że Cas musi podejść do jego biurka. – I ominie cię dziś
lunch.
Patrzy, jak usta Casa otwierają
się. Patrzy, jak jego źrenice rozszerzają się na delikatny rozkaz Deana. Dean
wie, że jego mina jest lustrzanym odbiciem tej Casa – napływające śliną usta,
kiedy wciąga do płuc ciężki, bogaty zapach śluzu, który uderza w jego nos i
płynie dalej żyłami wraz z wiedzą, że Cas jest mokry tylko od jego rozkazu.
Dean patrzy, jak Cas oblizuje
wargi, omijając go wzrokiem. Jego twarz płonie czerwienią, a sam pachnie tak
cholernie dobrze, że Dean zastanawia się nad swoim stanem psychicznym.
Dean przygryza szybko swoją
wargę. Głęboki wddech, który miał go uspokoić, jedynie pogorsza sytuację.
Kurwa, musi pozbyć się stąd Casa, zanim zrobi coś, czego będzie naprawdę
żałował.
- To wszystko, Cas. – Dean
wbija paznokcie w dłoń i patrzy, jak ten podnosi drżącymi dłońmi jego lunch.
- Tak, proszę pana – Cas mówi tak łagodnie, że Dean ledwo go słyszy, ale wcale nie osłabia to jego erekcji.
Jest
źle.
*
Dean po drodze do domu
zatrzymuje się w sklepie ze zdrową żywnością. Kiedy płaci za olej z pestek lnu
i sproszkowaną spirulinę, zauważa coś kątem oka w gablotce przy kasie.
Następnego dnia Dean pojawia
się w pracy 20 minut wcześniej, zatrzymując się przy uporządkowanym biurku
Casa, by zostawić na nim tubkę wiśniowej pomadki.
Kiedy Cas przynosi Deanowi jego
sałatkę na lunch, Dean zauważa, jak ten ściska wargi.
- Bardzo dobrze, Cas. – Dean
jest wynagrodzony kolejną dawką śluzu wywołującą u niego dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Wyrzucając
zdrowy rozsądek za okno, pod stołem palcami masuje kutasa i patrzy, jak Cas
rumieni się i pociera swoje wargi.
- Dziękuję, proszę pana.
Dean otwiera sałatkę i myśli,
że będzie chociaż szczupłą kupką seksualnej frustracji.
*
Generalnie Dean unika zaplecza. Miejsce stanowi dietetyczny sabotaż, dodatkowo ma gównianą kawę.
Ale raz na jakiś czas musi obok niego przejść, jak dzisiaj, kiedy ma doręczyć papiery Celebowi z piaru, a Cas jest na
lunchu.
Dean wyczuwa to, zanim może
cokolwiek usłyszeć.
Znajdź
Casa znajdź Casa znajdź Casa krzyczy na niego mózg, a jego
włosy na karku stają, kiedy czuje, że Cas jest w tarapatach. Dean podąża za
nosem i czymś jeszcze, głębszą częścią siebie, aż na zaplecze.
Cas jest przyparty do ściany przez nachylającego się betę ubranego w żołtą koszulkę IT. Dean ma ten dział za rój beta-pszczółek przez te żółte koszulki i brak porządnego chuja na piętrze. Ten koleś
pasuje idealnie, wydrowaty popapraniec z przetłuszczoną
kitką i rzadką kozią bródką.
Dean widzi czerwień. Może on i Cas mają lekkie problemy z przestrzenią osobistą, ale nikt nie ma prawa być tak
blisko jego… sekretarza.
Dean zazwyczaj nienawidzi tej gównianej zaborczości alfy wypełnionej warkczeniem, ale teraz nie może jej powstrzymać, jakby zależało od tego jego życie. Warczy jak pit-bull, na tę małą sukę, która chciała dobrać się do jego partnera i nie ma nawet czasu, żeby to przemyśleć, ponieważ jest zbyt zajęty podjęciem decyzji, którym otworem ma
wyciągnąć wydrowatej suce płuca.
Dean przyszpila betę do ściany,
przedramieniem naciskając na jego szyję. Mężczyzna skowyczy, bo jest pierdoloną
suką i Dean zamierza rozerwać mu gardło zębami, a potem pieprzyć Casa z jeszcze gorącą
krwią na twarzy, i …
- Dean! – Cas próbuje go
odciągnąć i jest o wiele silniejszy niż wygląda, i to pierwszy raz, kiedy Cas wymawia jego imię.
Dean bierze urywany wddech i
walczy, by zebrać się do kupy. Próbuje przestać odsłaniać kły i, do kurwy, warczeć na
gościa, decydując się na wilczą wersję uśmiechu i niskie pomruki.
- Jeśli jeszcze raz na niego spojrzysz, będą wybierać ci zęby z
nerek, rozumiesz?
Dean puszcza betę, który łapię
się za szyję i walczy o powietrze.
- Sorry, ziomuś, nie
wiedziałem… - Czmycha z zaplecza, pozostawiając Deana sam na sam z Casem i nieprzyjemnym
uczuciem osiadającym mu w żołądku na świadomość tego, co właśnie się stało.
Dean wciąż czuje w uszach swoje szybkie tętno i
z rosnącym przerażeniem uświadamia sobie, że to nie jedyna pulsująca rzecz.
Spogląda na Casa, który wygląda
jakby to właśnie on był przed chwila rzucony o ścianę, cały zaczerwieniony, oddychający z trudem, wsparty o ladę. I jego zapach, kurwa…
Chociaż nie tylko Dean
podniecił się przez dokument Animal Planet, w którym właśnie zagrał.
- Cas, cholera… tak bardzo przepraszam. –
Dean sunie palcami przez włosy, próbując je wygładzić.
- Nie, proszę pana, w porządku, to
zdarza się ciągle… To znaczy, nie to przez cały czas, ale jestem przyzwyczajony do bycia… zaczepianym, w pewnym sensie to przez walkę o terytorium. – Dean uświadamia sobie, że po raz pierwszy Cas
wyraźnie powiedział mu coś o byciu omegą. – Mógłem sam sobie
poradzić, ale… Dziękuję. Był cholernym psycholem.
Nigdy też nie słyszał, żeby Cas
bluźnił, a nie pomaga to w opanowaniu szalejącego chuja Deana.
- Nie, Cas, to było całkowicie
niewłaściwe. Zupełnie zrozumiem, jeśli będziesz chciał zgłosić…
- Zgłosić? – Cas uśmiecha się
śmielej niż zazwyczaj, a jedyne, o czym może myśleć Dean to, to jak ślicznie
wtedy wygląda. – Powinienem postawić ci drinka. – Cas oblizuje wargi. – Proszę pana.
Obraca się i wychodzi z
zaplecza, pozostawiając za sobą zapach i poruszające się bezgłośnie wargi
Deana.
Jestem tak popierdolony. Dean
przełyka ciężko i stara się wrócić do biura bez przewrócenia czegokolwiek,
notując, że gdzieś po drodze zgubił spinkę do mankietu. Nie ma odwagi wrócić do
zaplecza, by jej poszukać, jeszcze zacząłby się ocierać o ladę, o którą opierał
się Cas.
Wydrowata, mała suko, lubiłem te spinki.
Następnego poranka Dean
wchodzi, by znaleźć na biurku spinkę, leżącą na samoprzylepnej
karteczce ze schludnie napisanym: „Dziękuję”.
*
Cas nigdy nie spóźniał się do
pracy, więc Dean jest zmartwiony, kiedy ten w końcu przychodzi o 10 rano. Dean
pisze do niego email, by sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku.
Cas wchodzi do jego gabinetu 10
minut później, ale stoi w drzwiach.
- Czy mogę panu cokowiel przynieść?
- Czy mogę panu cokowiel przynieść?
Cas wygląda… inaczej. Gdyby nie
był Casem, Dean powiedziałby, że wygląda na naćpanego, ale to nie to. Wygląda niesamowicie, jego
oczy błyszczą nieziemskim błękitem, różowy rumień pokrywa jego twarz, a jego
włosy sterczą, jakby Dean właśnie przeleciał mu usta, trzymając się za nie. Bo Dean nie wyobrażał sobie tego małego scenariusza po stokroć.
- Cas, możesz tu wejść? – Dean
czuje, że musi przyjrzeć mu się lepiej, musi objąć go wzrokiem całego, dopóki
nie zapamięta każdego centymetra jego ciała, żeby móc wyobrazić sobie
lizanie wszystkich dobrych kawałków, kiedy później będzie sobie zwalał.
Cas waha się, wbijając palce w
framugę, jakby walczył z siłą przeciągającą go do Deana.
- Cas, wejdź tu – Dean wie, że
kłamstwem byłoby nazwanie tego zdania czymś innym niż rozkazem.
Cas oddycha z trudem, na jego
czole lśni pot, kiedy uśmiecha się do Deana.
- Tak, proszę pana.
Patrzy, jak Cas wchodzi do jego
gabinetu na kołyszących się nogach, kiedy podchodzi do jego biurka. Dean nie może
oderwać od niego oczu, wygląda tak cholernie pięknie, seksownie i uroczo, i o
pierdolony Jezusie Chrystusie ten zapach, zupełnie jakby się
o niego ocierał.
Dean rozluźnia krawat, bo kiedy
stało się tu tak cholernie ciepło? Szelki drapią go w ramiona, a jego usta
ciągle mokną i, jasna cholera, twardnieje. Co do kurwy dzieje się z Casem?
Cas zatacza się bliżej i może
pokonuje 5 centymetrów, zanim Dean w tej samej chwili traci nad sobą pieprzoną
kontrolę.
Nie ma innego sposobu, w którym
mógłby to opisać. Dean nigdy nie wszedł w ciężkie narkotyki, ale wie, że tak
właśnie odczuwa się działanie opiatów, wszystko ograniczone do chęci opiewania tej pieprzonej elektryczności ciała****. Cholera. Dean czuje, że mógłby sobie
wydłubać oczy, byleby dostać się do Casa.
Wstaje z krzesła tak szybko, że to wiruje. Skórzane siedzenie wciąż się obraca, kiedy Dean łapie Casa i przylega do niego, przyciskając każdy centymetr jego ciała do siebie tak mocno jak to
możliwe.
Cas pachnie jak niebo, jak
wszystko, czego Dean potrzebuje w życiu. Chwilę poświęca zanurzeniu twarzy we
włosach Casa tak, jak powstrzymał się przedtem z milion razy. Jest o wiele lepiej
niż kiedykolwiek to sobie wyobrażał.
- O Boże, Cas, do cholery – chrypi
Dean, usta uciekają z niego, kiedy jego dłonie badają każdy cal pleców Casa, a
jego usta zamykają się na tych Casa. Mocny nacisk tych pulchnych,
doskonałych warg o smaku wiśni jest milion razy lepszy niż to sobie wyobrażał
Dean. Cas jęczy w jego usta, wydając z siebie wysoki, gorliwy dźwięk, jakby błagał w desperacji o
Deana.
Jezu Chryste, ma ruję, Dean
nie sądził, że to się dalej zdarza, wie, że są na to pigułki, ale pierdolić je
– pierdolić do piekła, bo Cas powinien wyglądać tak cały czas. Jedyna komórka w
mózgu Deana, która nie jest skupiona na najszybszym sposobie zdjęcia minimalnej liczby ubrań wymaganej do pieprzenia się z Casem do jutra, stara
się zmusić Deana do skupienia się, przypomnienia sobie, że omegi nie myślą
trzeźwo w takim stanie. Dean próbuje, naprawdę próbuje.
- Cas, czy… - Przestanie
całowania go, oderwanie się od niego ust i mówienie boli. – Chcesz tego? – Dean
trzyma go tak mocno, Cas ledwo może oddychać, ale obraca twarz do Deana z tak
śmiertelnym wyrazem twarzy, że Dean boi się o swoje życie.
- Proszę pana… proszę – to trzy słowa wywarczane w najbardziej
desperackim, zwierzęcym tonie, jaki Dean może sobie wyobrazić. Cas trzęsie się
w jego ramionach, kiedy Dean poszukuje na ślepo dłońmi spodni omegi z ustami zamkniętymi na jego, kiedy Cas próbuje wylizać mu siłą pocałunków plomby.
Dean brnie na ślebo, zrzucając gówno z biurka tak szybko, jak tylko potrafi. Metalowe kulki kołyski Newtona***** pobrzękują o podłogę, kiedy Dean rozrywa - nie rozpina, rozrywa - zamek do spodni Casa.
Dean brnie na ślebo, zrzucając gówno z biurka tak szybko, jak tylko potrafi. Metalowe kulki kołyski Newtona***** pobrzękują o podłogę, kiedy Dean rozrywa - nie rozpina, rozrywa - zamek do spodni Casa.
Dean pcha ich do biurka, ssąc język Casa w swoich ustach po raz ostatni, zanim obraca go i przypiera do blatu. Spodnie Casa są spuszczone do kostek, ale wciąż ma na sobie majtki i Dean nienawidzi ich z całego serca.
- Jezus Maria, Cas – Dean drapie Casa w pośladki, w pośpiechu ściągając mu te pieprzone majtki. – sposób w jaki pachniesz, w jaki wyglądasz, cholera, chciałem cię już pierwszego dnia. – Dean przerywa na moment, kiedy ściąga bieliznę Casa wystarczająco, by wyeksponować jego dziurkę, woń jego śluzu przypływa, by otumanić Deana, zamglić jego wizję, kiedy wchodzi w tryb alfy.
Kiedy Dean wyobrażał sobie tę chwilę, nie śpieszył się powolnie rozbierał Casa, badając każdy jego centymetr, liżąc go, dopóki nie wiłby się i błagał Deana o wsadzenie w niego jego puchnącego chuja. Doprowadziłby Casa dwa, może trzy razy na szczyt, zanim by go zerżnął, sprawił, żeby ten się przed nim płaszczył na czworaka i ssał jego chuja, i pieprzył się palcami, kiedy Dean mówiłby mu, jaką śliczną i idealną suką jest.
Całe to gówno wylatuje przez panoramiczne okno biura, kiedy widzi Casa w takim stanie, z nagim tyłkiem i leżącego na jego biurku.
- Tak kurewsko mokry dla mnie, co nie? – Dean nie może się zebrać na zabranie dłoni z Casa na wystarczająco długo, by ściągnąć szelki, więc strząsa po kolei każdą, kiedy wolną ręką ściska mięso tyłeczka Casa, by rozszerzyć jego pośladki.
- Będziesz mój, Cas, oznakuję
cię w środku, dopóki wszyscy będą wiedzieli, do kogo należysz. – Dean posyła
guzik spodni w lot po pokoju, zamek jest rozpięty wystarczająco, by mógł
wyciągnąć przez nie swojego kutasa.
Dean zaciska dłoń wokół swojego
kutasa, druga już leży na biodrze i trzyma mocno biodro Casa,
kiedy ten obraca głowę na bok, przyciskając policzek do biurka, by sięgnąć
wzorkiem do Deana.
- Tak, proszę pana – jęczy Cas. Jego
usta są szeroko rozchylone, kiedy wygina plecy i do cholery prezentuje się Deanowi
i to do kurwy jest to. Dean opiera dłoń na karku Casa i wsuwa
się w niego tak powoli, jak tylko go na to stać, co oznacza dwa razy szybciej niż ma w
zwyczaju, ale nic tutaj nie jest już dla Deana znajome.
Oczywiście, że Dean wcześniej
uprawiał seks, nawet bardzo często, ale były to jedynie dziewczyny bety i ta jedna
alfa jeszcze na Stanfordzie. Lisa była pierdolonym zwierzęciem w łóżku, a Dean
niemal czuje się źle porównując ją do Casa, bo wszystko, co dotąd Dean myślał o
seksie to 7-up w szkle do szampana w porównaniu do tego. To nie ten sam pułap.
Cas jest taki ciasny, gorący
i mokry w środku, pomarszczony uścisk na chuju Deana wydaje się być za dobry,
by być prawdziwy. Cas oddycha pod nim z trudem i zaciska mocno palce na biurku, kiedy Dean zanurza się głębiej w swojego omegę.
- Tak cholernie ciasno Cas, ja
pierdolę – warczy Dean, pochylając się do przodu, by położyć na Casie swoje
dłonie i przylgnąć do jego pleców. – Robiłeś to kiedykolwiek wcześniej? – Myśl,
że Cas mógłby być dziewicą, nie powinna w teorii go tak ekscytować,
ale w praktyce jego chuj na to puchnął.
- Nie… - szepcze Cas, kiedy
Dean wbija się w niego. – Nie z alfą. – Dean czuje w piersi pomruk, zanim po
kilku sekundach orientuje się, że są jego. Śpiewa przez niego radosny dreszcz eksytacji, kiedy uderza biodrami wystarczająco mocno, by Cas skowyczał. Dean
jest pierwszym, jedyny chuj alfy, jaki Cas kiedykolwiek weźmie, warkot wypływa mu przez zęby,
kiedy zbliża się do szyi Casa…
- Jesteś mój, Cas, mój. – Dean
może usłyszeć, jak biurko trzęsie się pod nim, kiedy ora tyłek Casa. Cas
trzęsie się, pot przesiąka przez jego koszulę. – Chciałem cię tak kurewsko źle,
Cas, doprowadzałeś mnie do szaleństwa.
Cas wydaje z siebie coś, co brzmiałoby jak łkanie, gdyby nie to, że uśmiecha się i wygina plecy, jakby Dean mógł jeszcze w niego głębiej wejść.
- Zrobiłeś się mokry schodząc dla mnie na kolana, myślałeś, że nie zauważyłem? - Cas jęczy na to, a uścisk wokół chuja Deana staje się niemożliwie ciaśniejszy. – Wiem, czego potrzebujesz, Cas, zaopiekuję się tobą, malutki. – Dean liże Casa po tyle szyi, słona słodycz uderza go w język, kiedy Cas skomli i napiera na grubnący kutas. – Zrobię cię moją małą dziwką, moją idealną suczką.
Cas wydaje z siebie coś, co brzmiałoby jak łkanie, gdyby nie to, że uśmiecha się i wygina plecy, jakby Dean mógł jeszcze w niego głębiej wejść.
- Zrobiłeś się mokry schodząc dla mnie na kolana, myślałeś, że nie zauważyłem? - Cas jęczy na to, a uścisk wokół chuja Deana staje się niemożliwie ciaśniejszy. – Wiem, czego potrzebujesz, Cas, zaopiekuję się tobą, malutki. – Dean liże Casa po tyle szyi, słona słodycz uderza go w język, kiedy Cas skomli i napiera na grubnący kutas. – Zrobię cię moją małą dziwką, moją idealną suczką.
Dean jest wdzięczny za to, że
już pochyla się nad biurkiem, bo mógłby właśnie stracić przytomność,
kiedy słyszy, jak Cas wykrzykuje niespójną serię dźwięków i jasna
cholera, on dochodzi, zaciskając mocno kręgi mięśni na kutasie Deana jak imadło.
Dean nawet nie zauważa, że zacisnął zęby na jego karku, zanurzając w niego wiążące ich ugryzienie. Jednocześnie zapach nasienia Casa sprawia, że jego usta
wilgotnieją. Ślinienie się na czyjś kark nie był na liście najlepszego cholerstwa,
ale po tym kompletnie trafia do pierwszej dziesiątki rankingu.
Dean nie może oderwać zębów od Casa. Wie, że najprawdopodobniej powinien go całować, mówić, że zajmie
się nim na zawsze i nigdy nie zostawi, ale tak jest perfekcyjnie- dłońmi przyciska Casa do biurka, a warknięcie, którego nigdy wcześniej z siebie nie słyszał, płynie z jego klatki piersiowej do uwięzionej pod nim idelanej, kwilącej masy seksu.
Bardzo go to szokuje, tak intensywnie, że łapie dłoń Casa w
swoją i uderza nią o biurko, warczy jakąś nieskończoną, spiralną kombinację: ..Cas'', ,,mój" wraz z kurwami o szyję omegi, kiedy
dochodzi, krzycząc głosem wydartym z jakiejś głębszej części niego, która wie, że znakuje Casa na całe życie, maluje na biało od środka, żeby mogli zacząć razem świeżo i na nowo.
Cas mógł mówić: „Tak, proszę pana” pod
Deanem, ale wszystko, co może usłyszeć to pęd krwi w uszach i, co mógłby
przysiąc, jest biciem serca Casa, kiedy jego chuj pęcznieje w jego partnerze, wiążąć ich razem, gdy wypełnia go białą spermą i jękami, kiedy czuje,
jak Cas drga wokół niego, wzdychając w sycącym zmęczeniu.
Deanowi udaje się rozewrzeć szczęki i schować nos we włosach Casa, zamykając
oczy i wąchając go, kiedy porusza biodrami z każdą falą spermy.
Dean wciąż czuję się odurzony, kiedy słyszy pukanie do drzwi i trzaska szyją, by pokazać zęby
intruzowi, jakiemuś nowu z IT. Dean rozszerza nozdrza i warczy, kiedy czuje
jego zapach, wydaje się, że w końcu zatrudniono tu alfę – patykowatego,
wysokiego mężczyznę z oklapłymi włosami i lisimi oczyma, które powiększają się,
kiedy gapi się i zatacza na zapach unoszący się w powietrzu.
- To zły moment – Deanowi udaje
się zazgrzytać zębami. Przed zabiciem kolesia powstrzymuje go tylko spuchnięty
kutas zawiązany w tyłku Casa.
- Uch, ta, widzę, ja tylko,
wow, um, to, ta, dobrze. – Alfa powoli postawił krok do tyłu. – Ja tylko, um,
zamknę drzwi, jakby nigdy nic się nie stało, ok? – Potrząsa głową i zamyka za
sobą drzwi, kiedy wycofuje się, nie odwraca ze strachu oczu od Deana.
Dean słyszy, jak Cas śmieje się
cicho i oczyszcza to jego umysł na tyle, że też może się zaśmiać.
- Cóż, to było… - sapie Cas.
- Ta. – Palce Deana wciąż są
zaciśnięte na dłoni Casa, więc ściska ją. – Cas… co się stało?
- Ja, um, zapomniałem wziąć
tabletek? – odpowiada niepewnie Cas, a Dean już wie, co mu odpowiedzieć.
- Cholernie nienawidzę – Dean całuje go w bok
szyi, – tych tabletek. – Składa kolejny pocałunek na tyle jego szyi tuż nad
siniakiem, który zaczyna się formować. – Miałem na myśli wszystko, Cas, tak
bardzo cię chciałem.
- Ta, dokładnie wszystko? – Cas
przekręca szyję i wzdycha, kiedy Dean ssie jego małżowinę w ustach. – Nawet ostatnią
część, przez którą spuściłem ci się na biurko? - Cas stęka, gdy Dean go
podgryza. – Proszę pana?
- Boże, jesteś tak cholernie
idealny, co nie? – Dean puszcza dłoń Casa, więc może objąć nią go w pasie w
niewygodnym kącie, ale totalnie wartym, kiedy
Cas jęczy na dotyk.
- I jesteś cały mój.
*Public
relations (PR, relacje
publiczne,
kontakty z otoczeniem) – kształtowanie stosunków (pozytywnych - akceptacja, życzliwość, dbałość o wizerunek) z otoczeniem.
**Taki żarcik językowy, analogicznie do: eau de parfum - perfumy, eau de toilette - woda toaletowa.
*** Amerykańska ciastkarnia, nie miałam jeszcze przyjemności spróbować wypieków :( W Polsce ciastkarnie są w Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Warszawie.
**** "I Sing the Body Electric" ("Opiewam elektryczność ciała") - sławny poemat Walta Whitmana. Czytałam oryginał i jest cudny, wychwala naturalność człowieka, piękno ciała i duszy, seksualność.
Tytuł nawiązuje do "Sekretarki" z 2002. Może w 1. części podobieństwa opka do filmu aż tak nie widać, ale w 2. już tak.
**Taki żarcik językowy, analogicznie do: eau de parfum - perfumy, eau de toilette - woda toaletowa.
*** Amerykańska ciastkarnia, nie miałam jeszcze przyjemności spróbować wypieków :( W Polsce ciastkarnie są w Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Warszawie.
**** "I Sing the Body Electric" ("Opiewam elektryczność ciała") - sławny poemat Walta Whitmana. Czytałam oryginał i jest cudny, wychwala naturalność człowieka, piękno ciała i duszy, seksualność.
Tytuł nawiązuje do "Sekretarki" z 2002. Może w 1. części podobieństwa opka do filmu aż tak nie widać, ale w 2. już tak.
Niesamowita
Dżumaka
Brak komentarzy:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
Supernatural,
tłumaczenie
Subskrybuj:
Posty (Atom)
