wtorek, 27 grudnia 2016
Zakazane 17
Bro wpatrywał się w hałaśliwe miasto, kiedy gorące teksańskie słońce prażyło go w odkryte przez podkoszulek ramiona. Delikatny wietrszyk szeleścił końcówkami jego włosów wystających spod czapki. Zawsze tu przychodził, kiedy potrzebował oczyścić umysł i wcześniej zawsze to działało.
Ale teraz, każdy dawny problem wydawał się być żartem. Zdołał złapać jedną dobrą rzecz, którą miał w życiu i zjebał ją. Dosłownie jebał ją w materac. I wtedy Bro popełnił największy życiowy błąd.
Seks nie był najgorszym błędem. Nie, z tym mógł sobie poradzić. Najgorsze było coś zupełnie innego, coś, czego nie umiał nazwać, ale pozwolił sobie na słabość. Pozwolił, żeby to go zmieniło. Odrobinę. A teraz miał za to zapłacić. Już wiedział, że to on będzie musiał za to zapłacić. Dave nie zrobił nic złego.
Bro był wciąż na niego cholernie wściekły, ale wiedział, że dobra walka na miecze to zmieni. A wtedy, kiedy już nie będzie zły...
Nie wiedział.
Usłyszał skrzypienie drzwi do klatki schodowej i odszedł od krawędzi. Stał na środku, z nogami ustawionymi w dobrej stancji, ramionami założonymi na piersiach i idealną, opanowaną złością na twarzy. Dave stał jak jego perkekcyjna miniatorowa kopia z równie idealną postawą, chociaż jego twarz nie wyrażała złości. Nie była zdenerwowana, nie była czymś. Dave był idealnie nijaką kartą.
- Lubimy ostatnio plotkować? - Bro oskarżył go przez zaciśnięte zęby, wyciągając swój miecz.
- Nie muszę się przed tobą z niczego do cholery tłumaczyć - odpowiedział pewnie Dave, kiedy stał z rękoma zwisającymi spokojnie po bokach.
- Widocznie powaga sytuacji jeszcze do ciebie nie dotarła. Może powinienem zmusić cię do biegania po narodowym spisie przestępców seksualnych, żeby ci podpowiedzieć.
Dave prychnął zniesmaczony.
- To nie ja nie rozumiem, o co chodzi, dude. - Potrząsnął ledwie widocznie głową. - Mam dość gadania.
Wyciągnął swój miecz, dźwięk metalu ocierającego się o rękojeść był znajomy jak wypełnione smogiem powietrze. I wtedy Bro atakował go najszybszym ruchem, jaki potrafił wykrzesać. Dave uniósł ostrze, żeby spotkały się w perfekcyjnym bloku, jakby wszystko przewidział. Dźwięk uderzenia zabrzmiał w uszach Bro, kiedy starał się oczyścić swój umysł.
Zaczął spokojnie, ale stanowczo, kilka cięć na rozgrzewkę w znajomym rytmie, które Dave z łatwością sparował. Powtórzył je, ale w połowie trzeciego zmienił to, przechodząc szybko z niskiego do wysokiego cięcia. Dave uchylił się i zblokował go bez trudu. Bro był zbyt zły, żeby rozsądnie myśleć. Dave był spokojny jak nigdy.
- No dajesz, Bro. To wszystko, co potrafisz? - prowokował. Bro znów na niego ruszył, nie będąc pewnym po co w ogóle walczył, ale cokolwiek do cholery to było, było to piekielnie ważne. Ich dwoje tańczyło po dachu, wśród znajomych przeszkód, rur i aparatów wentylacyjnych, dwóch składanych krzeseł ustawionych przez starszą parę, mieszkającą na ostatnim piętrze. Obaj znali każdy centymetr tego dachu i obaj znali każdy swój ruch.
Dave był zawsze godnym przeciwnikiem, chociaż jeszcze nigdy nie pokonał Bro. Na pewno miał te same umięjętności. Jednego dnia, prawdopodobnie niedługo, przerośnie Bro - w końcu zaczynał walkę na miecze w o wiele młodszym wieku. Jednak Bro wciąż posiadał dużą przewagę w sile i wytrzymałości. Właśnie tak zazwyczaj wygrywał - przeciągał walkę, czekał, aż Dave wystarczająco się zmęczy, żeby wykonać ostateczny cios.
- Oskarżyłbym cię o przewrażliwienie - powiedział Dave, jakimś cudem wystarczająco spokojny, żeby mieć siłę rozmawiać, - ale nie. Po prostu widzisz złą perespektywę.
Bro oddychał za ciężko, żeby rozmawiać, nie, żeby miał cokolwiek do powiedzenia. Ruszył na Dave'a z pionowym ciosem, a ostrze Dave'a już czekało na blok. Okręcił swój miecz, żeby zmienić kierunek ciosu Bro i wyszedł spoza jego zasięgu, kupując sobie pół sekundy, w ciągu której Bro musiał zmienić kierunek ostrza. Ponownie stanęli twarzą w twarz.
- Skoro już widzisz moją perspektywę tak dobrze - udało mu się z siebie wypluć - dlaczego nie przedstawisz mi swojej?
Po raz pierwszy Dave przestał blokować i sam zaatakował. Jego uderzenia były nieskazitelne, ale bardzo przewidywalne. Bro odpoczął trochę odpierając jego ataki, ponieważ znał jego przyszłe ruchy. Znał każdy.
- Musiałem powiedzieć to Johnowi - powiedział. - Zasługuje na to.
- Po cholerę? To nie jego sprawa.
- Ja jestem jego sprawą - powiedział Dave'a. - To nie ma znaczenia, Bro, wiem, że nie możesz tego zrozumieć.
Nowa fala wściełosci zalała Bro. Przełamał mieczem kolejne uderzenie Dave'a i poprowadził je na niego, ostrze zatrzymało się 3 cale od jego twarzy. Oczywiście ćwiczyli ze stępionymi mieczami, błąd kończył się zazwyczaj tylko ostrą, czerwoną szramą, ale nie sprawiało, że walka była bezpieczna. Obaj kończyli ze szwami wystarczająco często, żeby wyrobić sobie opinię o obsłudze klienta w wielu okolicznych izbach przyjęć.
Bro napierał mocno swoim mieczem, kiedy Dave pocił się, starając się go odsunąć.
- Oświeć mnie - wypluł Bro.
Dave nagle się odchylił w pięknym pokazie zręczności i wyślizgnął się spod Bro, kiedy ten stracił równowagę z powodu własnego ciężaru. Potrzebował kilku kroków, żeby odzyskać balans ciała. Odwrocił się, gotowy odbić kolejny atak.
Dave stał z obniżonym ostrzem kilka stóp dalej.
- Nazywa się to przyjaźń - powiedział. - Nie nabijam się z ciebie. Wiem, że nie możesz tego zrozumieć, bo nie masz żadnych przyjaciół.
- Mam setki pieprzonych przyjaciół.
Dave prychnął.
- Nie, Bro. Znasz setki ludzi.
Złość Bro zapłonęła do oślepiającej furii. Bro aatakował nieubłaganie, głupio, bezskutecznie. Dave odparowywał go bez trudu, robiąc z niego głupka, ledwo się pocąc, kiedy z łatwością unikał większości ataków Bro.
- Właśnie to się do cholery dzieje, kiedy nikogo do siebie nie dopuszczasz, Bro. Wciąż mi mówisz, że tego nie łapię, że jestem za młody, żeby to zrozumieć, ale kurwa, wiem o wiele więcej o relacjach niż ty, bo jakieś posiadam.
Bro tracił siły, wiedział to. Ale już dłużej się o to nie martwił. Jeśli Dave chciał z niego kpić, pobić i pociąć mieczem, powinien to w końcu, do kurwy, zrobić.
- Więc kiedy dopuszczasz do siebie tylko jedną osobę, co się dzeje? Huh? To, co się między nami stało nie jest żadną pieprzoną zagadką, ma sens. Jeśli istnieje tylko jedna osoba, o którą się martwisz, myślisz, że co się stanie?
Umysł Bro odmówił przyznania tego, czego jego serce odmówiło nosić. W zamian popadł w tę samą starą rutynę autoagresji, która była o wiele bardziej znajoma, o wiele bardziej wygodna.
- Po prostu to powiedz, Dave. Obaj wiemy, jak spierdoliłem twoje wychowanie; skończysz, jak ci bogaci, ludzie sukcesu, którzy opowiadają drogim pindom każdego piątku, jak popieprzone było ich dzieciństwo, a późnej wracają do domu, do nudnej, normalnej rodziny z trójką głupich dziciaków, które mają zakaz spotykania się z ich szalonym wujaszkiem.
Ostatnimi pokładami siły Bro pozwolił sobie przeprowadzić ostrą falę ataków. Dave dorównywał mu, ale widać było, że powoli się męczył. Bro zbliżał się do niego; Dave'owi coraz trudniej było go odpierać, ostrze Bro było coraz bliżej z każdym cięciem.
- Pieprzyć to, Bro. Jeśli kiedykolwiek skończę z dzieciakami, będą w chuj zajebiste - powiedział. Wtedy uniósł kolano w pierś Bro, prosto w jego splot słoneczny. Bro tego nie przewidział; był zbyt skupiony na swoim ataku, żeby pamiętać, że Dave mógł mu oddać.
Całe powietrze z niego uszło, kiedy upadł na kolana, walcząc o każdy oddech, jego ciało desperacko walczyło o nie, kiedy jego płuca odmawiały pracy. Poczuł delikatnie krawędź ostrza Dave'a na swoim gardle, co symbolizowało śmierć. Bro upadł na tyłek ze zmęczenia, pochylony, starając się uspokoić swoją przeponę wystarczająco, żeby odetchnąć.
- John jest największym heterodupkiem dziejów - powiedział Dave. - Powinieneś zobaczyć te zgraje dziewczyn, za którymi goni... i te, które zdobywa z tym całym swoim "jestem bezradnym nerdem bez życia, och, niech ktoś mnie uratuje". To obrzydliwe.
Bro w końcu udało się nabrać trochę powietrza. Chciał nabrać głębokich haustów, ale ugrał tylko malutkie wdechy. Dave. Bogu dzięki, w końcu na moment się przymknął i pozwolił mu się zregenerować, aż był w stanie oprzeć się plecami o wentylator.
- Więc dlaczego przestał się tu pojawiać? - Bro w końcu udało się z siebie wydusić. Dave obrócił się i usiadł na czubku pudła instalacji elektrycznej, opieracjąc łokcie na kolanach, między którymi wisiały jego dłonie.
- Bo byłem w nim cholernie zakochany i wiedział, wszystko było tak cholernie żałosne i dziwne, bo nie wiedział, jak się zachowywać, a ja nie wiedziałem, jak wszystko naprawić i po prostu... najłatwiej było przestać się tak często spotkać, to tyle.
Bro był zbyt zmęczony i zdezorientowany, żeby pieprzyć się z byciem fajnym. Pozwolił swoim brwiom się zmarszczyć.
- Więc co się zmieniło?
- Wszystko mu powiedziałem.
Dave zsunąl się z pudła i dołączył do Bro na gorącej papie. Uklęknął z jedną nogą pomiędzy tymi Bro, zdecydowanie za blisko.
- Powiedziałem, że już nie musi czuć się winny o ranienie mnie. Powiedziałem, że już mi przeszedł od tak. Że moglibyśmy być tylko przyjaciółmi, bo mam kogoś innego.
Bro zacisnął mocno oczy, jego myśli wirowały. Nigdy wcześniej nie był zbity z tropu. Poczuł jak coś ociera się o jego policzek i każdy jego mięsień napiął się, gotowy do kolejnej walki, zanim doszło do niego, że były to palce Dave'a. Otworzył oczy, niewystarczająco odważny, żeby spojrzeć Dave'owi w oczy, nawet przez dwie pary szkieł.
- Bro, wiem, że jestem wszystkim, co masz, okay? Nie jesteś wszystkim, co mam, więc łapię, dlaczego jesteś zazdrosny, łapię, że jesteś wystarszony, łąpię, że jesteś wkurzony. Wszystko łapię. Nie jestem zbyt młody albo niewinny albo inne pierdolenie. Nie ma we mnie za grosz niewinności. Dobrze o to zadbałeś.
Bro skrzywił się. Wolałby, żeby Dave przeciął go mieczem, bolałoby mniej.
- I to jest kurewsko zajebiste - powiedział Dave i wtedy go całował, z pełną siłą, uderzając głową Bro w rurę wentylacyjną z głośnym uderzeniem. A Bro nie mógł się powstrzymać przed odwzajemnieniem pocałunków, nic nie mógł na to poradzić. Jego ramiona oplotły Dave'a wbrew jego woli, przyciągając go, przyciągając blisko, przez ciepło otoczenia i ich ciał pot zaczął spływać mu do oczu i dalej po szyi i nigdy, ale to nigdy, nie chciał się stamtąd ruszać.
Zrobiło się za gorąco i Dave'a musiał się od niego odsunąć i wstać. Wyciągnął przed siebie dłoń i Bro ujął ją, podnosząc się na równe nogi. Dave był od niego niższy, jeszcze, ale nie przeszkodziło to Bro w czuciu się niesamowicie małym, słabym i delikatym.
- Rozumiem, że jestem wszystkim, co masz, Bro. Rozumiem. Jedyne, co musisz zrozumieć to, że to znaczy, że nigdzie się nie wybieram. Nigdy. Bo jeśli na świecie istnieje jakaś osoba, która naprawdę mnie potrzebuje, to jesteś nią ty.
Jedyne, co mógł zrobić Bro, to pocałować go. Nie miał pojęcia, jak opisać to, co czuł; nie mógł uporządkować swoich myśli wystarczająco, żeby złożyć jakiekolwiek zdanie. Więc pozwolił swoim ustom pokazać swoje uczucia, desperacko, szybko i żywo.
Dave odsunął się od jego pocałunków i Bro po prostu ruszył ustami dalej, na jego szyję, gdzie słony smak jego potu wypełniał mu usta, ale Bro to nie obchodziło.
środa, 14 września 2016
Zakazane 16
Gapili się na siebie, a w Bro narastała wściekłość wraz z tym śmiesznym uczuciem zdrady. Nie było żadnego piekielnego powodu, żeby się tak czuć, szczególnie, że przewidział to już dawno. Ale no cóż, oczekiwał, że zostanie ostrzeżony, przynajmniej tak sądził. Albo nawet spytany kiedy... albo czy w ogóle powiedzieć Johnowi o wszystkim, co się między nimi działo.
Czekaj, wszystko?
- Bro, możesz przestać wariować - powiedział Dave, a John obdarzył go skonsternowanym spojrzeniem, bo Bro wcale nie wariował. Nie poruszył żadnym mięśniem. Nie poruszył żadną częścią twarzy.
- Uh, um... Dave, czy masz przeze mnie kłopoty? - wyjąkał John. Wtedy odwrócił się z powrotem do Bro, zachowując się tak nerwowo, jakby Bro przyłapał ich na całowaniu się. Zaczął bełkotać.
- Bro, um, przysiegam, mam na myśli, Dave kazał mi obiecać raz po raz i jeszcze raz na moje całe życie i na prochy Nanny, że nigdy, ale to nigdy, nigdy nikomu nie powiem, nawet Rose, która już coś wie, ale chodzi mi o to, że Dave po prostu mi to powiedział, bo jesteśmy najlepszymi braćmi. To znaczy, no, ty jesteś jego bratem, ale um, uh, my jesteśmy jakby bardziej regularnymi, platonicznymi braćmi takimi jakimi zazwyczaj są ludzie...
- Egbert, zamknij się - powiedział Bro, a klepiąca jadaczka Johna w końcu się zatrzasnęła.
Bro zwrócił się do Dave'a z lodowatym, wściekłym spojrzeniem.
- Kiedy wyjdzie - powiedział, starając się ukryć złość i nawalając, - będę czekał na dachu.
Nie dając szansy Dave'owi na odpowiedź, obrócił się i wyszedł, kierując się do łazienki, żeby wziąć prysznic, zmyć z siebie tłuszcz z pizzy, chociaż wiedział, że później jeszcze się spoci, bo czekała go naprawdę intensywna walka na miecze. Był w chuj wkurwiony.
Kiedy gorąca woda uderzała o jego głowę i ściekała wzdłuż pleców, rozluźniając mięśnie, Bro starał się przemyśleć sytuację na spokojnie. Ale nie potrafił. Nie potrafił skupić się wystaczająco długo nawet na jednej myśli.
czwartek, 28 lipca 2016
Zakazane 15
Zdjął słuchawki i położył je obok. Ku swojemu irytującemu zawstydzeniu, złapał się na uśmieszku niebezpiecznie bliskim uśmiechowi. Bro spędził lata ucząc się ukrywać strach, złość, frustrację, niepewność, irytację, smutek et cetera, et cetera. Jednak uśmiech był dla niego taką rzadkością, że prawie nie umiał się przed nim bronić. Albo po prostu nie umiał się bronić przed Dave'em. Dave i tak potrafił go odczytać, to było bezcelowe.
Dave odpowiedział mu takim samym pół uśmieszkiem.
- Wyszła - powiedział.
Zanim któryś miał szansę cokolwiek pomyśleć, Bro już był przed nim, przyciągając go do siebie ciasno i miażdżąc ich wargi. Dave sięgnął rękoma, żeby także trzymać Bro; taka nowość. Serce Bro łomotało jak szalone w jego piersi; czuł niesamowicie dziwne rzeczy i nie wiedział, jak je nazwać. Jedynie wiedział, że była to rzecz, której nigdy wcześniej nie czuł, polubił ją i chciał więcej.
Pochylił się, żeby całować szyję Dave'a, który uniósł brodę. Dave jęknął cicho, a prawa dłoń Bro sunęła przez jego włosy, gdy lewa biegła w dół, żeby zacisnąć się na jego tyłku.
- Bro, o Boże... nie mogę trzymać się od ciebie z daleka.
Bro zaśmiał się, parskając, żarliwie całując Dave'a wzdłuż gardła, ale ostrożnie, żeby nie zostawić żadnych śladów.
- Myślisz, że to tylko twój problem? - powiedział, zdziwiony szczerością w swoim głosie. W swoim pożądaniu zapomniał otoczyć swoją wypowiedź warstwą ironii czy nawet sarkazmu. I byłby na siebie zły za bycie takim niefajnym, gdyby w tym momencie Dave nie zsunął dłoni w dół i potarł jego erekcję przez jeansy. Bro zapomniał na chwilę o myśleniu.
- Uhhh... - powiedział cicho, zrywając z siebie koszulkę, kiedy ciągnął Dave'a do swojego łóżka. Dave sam zdjął swoją koszulkę i już po kilku sekundach zaplątali się w swoich rękach, nogach i ustach, obaj trzymając się siebie, jak para długo rozdzielonych kochanków, którzy myśleli, że już nigdy nie będą mieli szansy się spotkać.
Jak kochankowie.
Umysł Bro szarpnął się na tę myśl. Nie, nie, nie było żadnej możliwości, żeby byli tym. Byli braćmi. Bro wychowywał Dave'a, praktycznie był jego ojcem, a ta sytuacja już była wystarczająco popieprzona, żeby Bro zaczął ją jeszcze bardziej pogorszać, wymyślając takie brednie jak...
- Gha... ahhhh... - jęknął, kiedy Dave zaczął nagle całować jego szyję. Było to uczucie, którego Bro nie doświadczał często, bo zawsze, ale to zawsze, to on był na górze. On zawsze miał wszystko pod kontrolą, więc to on zawsze całował, a nie był całowanym. Nie zauważył nawet tego, że był na placach, a drobne ciało Dave'a leżało na jego klatce piersiowej.
- Może malinki u mnie są problemem... ale u ciebie już nie - powiedział Dave, jego głos ochrypł od pożądania, a wtedy objął wargami szyję Bro i ssał. Bro był bezsilny, mógł tylko wydać westchnienie i owinąć Dave'a ramionami, żeby go przy sobie trzymać.
Bro zamknął oczy i pozwolił sobie czuć Dave'a: jego usta, jego język, jego dłonie zaciskające się na jego ramionach. Bro niemal nigdy nie pozwalał zostawiać na sobie śladów, bo rzadko chciał być przypominany o osobie, którą pieprzył kilka dni wcześniej. Oczywiście ludzie, którym robił malinki, nosili je jak chwalipięty. "Widzisz, to po gorących ustach Bro Stridera, ta, ciężko uwierzyć, nie?" Ale Bro prawie nigdy nie pieprzył jednej osoby ponownie - właściwie to lista osób, z którymi był dwa razy była bardzo, bardzo krótka. Może było ich z dziesięciu, myślał.
Lista ludzi, z którymi był więcej niż dwa razy była jeszcze krótsza. I gdyby skreślił z niej osoby, z którymi nie miał innego wyboru... lista byłaby pusta.
Dave zszedł pocałunkami z szyi Bro na jego klatkę piersiową. Polizał sutek Bro i skupił się na nim niepewnie, nigdy wcześniej tego nie robił. Bro nabrał drżąco powietrza i zamknął oczy, pozwalając sobie się tym napawać.
- Dave... - powiedział, a jego głos drżał bardziej niż by tego chciał. Chciał mu to powiedzieć. Chciał mu powiedzieć, że był jedyny, był jedyną osobą, z którą Bro kiedykolwiek chciał być więcej niż dwa razy. Jednak słowa umarły jeszcze zanim dotarły na koniec jego języka. Jakby mógł, do cholery, przyznać się do tego wszystkiego, a poza tym Dave nie potrzebował znosić jego biadolenia.
To, że jakaś część Bro tego chciała, speszyło go.
Dave przestał ssać jego sutek i uniósł głowę. Obaj wciąż mieli na sobie okulary i tym razem Bro chciał, żeby zostały. Był przerażony tym, że jego oczy mogły go wydać i nie chciał zaprzątać sobie tym głowy.
- Co? - spytał Dave, a na jego twarzy widoczne było zakłopotanie, bo Bro nazywał go po imieniu tylko kiedy był w tarapatach.
- Tylko sobie dziś obciągniemy, ok? Twój tyłek potrzebuje przerwy.
No nie było to wszystko, co zamierzał powiedzieć, ale to też miał na myśli.
Dave przytaknął i może wyglądał nawet na trochę uspokojonego.
- Zajebiście. I tak muszę poćwiczyć. - Wtedy usta Dave'a wróciły na swoje miejsce na piersi Bro i każdy kolejny kawałek skóry Bro mrowił pod jego ustami, przez chwilę dłońmi obejmował brzuch Bro i jego boki, zanim zawędrowały niżej, do rozporka jeansów Bro, żeby je rozpiąć.
Chociaż nikt o zdrowych zmysłach nie nazwałby Dave'a profesjonalistą, pewna poprawa była widoczna. Sprawiał, że Bro czuł się na tyle dobrze, że był w stanie zapomnieć o wszystkich nieprzyjemnnych myślach na tyle długo, żeby dojść. A wtedy z zapałem się odwdzięczył, w pełni czerpiąc radość z dźwięków, które wydawał Dave'a, kiedy oplatał wargami jego męskość, czerpiąc z tego tyle przyjemności jak przy wcześniejszej zamianie ról. Kiedy Dave doszedł, Bro złapał się na połykaniu każdej, pysznej kropelki, a wtedy czyszczeniu go do czysta, dopóki Dave nie zaczął błagać go o to, żeby przestał.
Mimo że skończyli raczej szybko, Bro był kompletnie wykończony. Ledwo mógł się skupić na tyle, żeby sięgnąć dłonią do budzika i nastawić go wystarczająco wcześnie, żeby Dave zdążył do szkoły. A wtedy zasnęli razem, nadzy w łóżku Bro zaplątani w swoich ramionach. Bro czuł się przerażająco dobrze. I nienawidził się za to wystarczająco mocno.
wtorek, 28 czerwca 2016
Zakazane 14
Bro znowu zaczął myśleć o pizzy.
Kiedy wrócił do domu, zamknął za sobą delikatnie drzwi, oparł się o nie i wziął kilka uspokajających oddechów. Musiał się uspokoić. Przesadzał; Dave tak twierdził. Na przekór temu, co poprzedniego dnia powiedział to, czego chciał Dave miało znaczenie. Nie zamierzał go wydać, zamierzał mu pomóc w ukrywaniu tego. Wspólnie mieli kłamać jak profesjonalni aktorzy, którymi obaj byli i nikt nie miałby pieprzonego pojęcia. Z drużyną Stider Incest w pełni mocy kłamstwa trzeba było się liczyć.
Pomimo to chore, mdlące uczucie we wnętrzu Bro nie zmalało, ale powoli się do niego przyzwyczajał.
Bro uświadomił sobie, że słyszał głosy dochodzące z pokoju dzieciaka.
Perfekcyjnie bezgłośnie zakradł się pod jego drzwi, żeby go podsłuchać.
- No Kanaya mnie dręczy, ale jej powiedziałam, że to twój sekret i nie mam prawa go zdradzać. Uszanuje to - powiedział dziewczęcy głos. Bro ledwo go rozpoznał, dziewczyna zmieniła się bardzo od ostatniej wizyty w ich domu. Jeszcze wczoraj wszyscy byli tylko dzieciakami, a teraz... no cóż.
- Fajnie. Bo nigdy nie widziałem, żeby Bro się tak rzucał. Nie, to znaczy jest spokojny jak nigdy, ale widzę, że wewnętrznie się rzuca.
Bro usłyszał trzeszczenie łóżka Dave'a.
- Ej, żadnych lasek w łóżku, spadaj.
Prychnęła.
- Och, nie, jestem teraz twoją dziewczyną, co daje mi pewne przywileje, jak na przykład leżenie gdziekolwiek pragnę na naszej niesamowicie romantycznej randce w twoim pokoju, Stider.
- Naprawdę chciałbym cię teraz walnąć.
Zaśmiała się w sarkastycznym, protekcjonalnym tonie. Bro uśmiechnął się. Lubił tę dziewczynę.
- Uważaj, jeszcze się odgryzę - odparła.
- O niebiosa, uchowajcie mnie przed gniewem siekaczów Rose - powiedział, udając damski głos.
Zaśmiała się ponownie, tym razem delikatniej, a wtedy na dłuższą chwilę zapadła cisza.
- Dave, chociaż nie mam absolutnie żadnych przeciwwskazań przed udziałem w tej szaradzie, nawet do końca liceum, jeśli tego pragniesz, wciąż czuję, że w moim obowiązku jako przyjaciółki jest określenie moich obaw, co do twoich... ostatnich wyborów.
- Nie pamiętam, żebym cię pytał o zdanie, Lalonde.
- Nie pytałeś. Ale mimo to jesteś do tego upoważniony. Z braku bardziej wyszukanych sposób wyrażenia tego, co staram ci się przekazać i to w słownictwie naszego ukochanego przyjaciela Karkata, to jest pojebane.
Cisza.
- Dziękuję za wytknięcie tego, och, Cesarzowo Pieprzonej Oczywistości. A już myślałem, że to całkowicie zdrowy związek; nigdy nie przyszło mi do pieprzonej głowy, że nie ma nic złego w całowaniu się z własnym bratem.
Rose westchnęła ciężko.
- Dave, po prostu staram ci powiedzieć, że są lepsze sposoby na radzenie sobie ze złością na Johna niż... to.
Teraz to Dave wydał z siebie ciężkie, poirytowane westchnienie.
- Myślisz, że już wszystko zrozumiałaś, tak? Zupełnie jak Bro. Biedny, cierpiący Dave, nie może znieść tego, jak Egbert łamie mu serduszko każdego dnia, więc odbija to sobie na najbliższym, dostępnym frajerze. Nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, że może naprawdę obchodzi mnie mój bro.
Więcej ciszy.
- Nie insynuowałam tego, że się o niego nie martwisz. Tylko stwierdziłam prosty fakt, że powinieneś eksperymentować ze swoją homoseksualnością inaczej, bo jeśli coś wam nie wyjdzie, zrujnujecie swoją relację na zawsze.
- Dziękuję, doktorze Lalonde. Jednak poradzę sobie z moim życiem miłosnym po swojemu, dzięki.
- Masz do tego zupełne prawo. Tak jak mówiłam, plan mi pasuje i nie mam z nim problemu. Nie chcę tylko patrzeć, jak cierpisz.
Dave prychnął.
- Nie martw się to, Egbert już się tym zajął.
Więcej ciszy, tym razem rozciągała się tak długo, że nawet Bro zaczął odczuwać dyskomfort.
- Powiedziałeś mu? - spytała w końcu delikatniej i ciszej. Bro znieruchomiał za drzwiami. Kolejni ludzie mieli się o nich dowiedzieć... Egbert, który za cholerę nie potrafił dotrzymywać tajemnic...
- Już na pewno wie, że malinki nie są od ciebie.
- Więc był to twój odpowiednik "nie".
Dave westchnął.
- Powiedziałem Bro, że powiem tylko tobie.
- Co, nagle potrzebujesz jego pozwolenia?
Bro spiął się, kiedy usłyszał pogardę w jej głosie. Nienawiść do samego siebie ruszyła na niego z pełną mocną, ale wtedy:
- Niby, raczej wspólnie się zgodziliśmy z tym, że powiem tylko tobie.
Nie odezwała się ponownie, dopóki ostrożnie nie sformułowała swojej odpowiedzi.
- Zgodziliście się wspólnie.
- Ta.
Niewypowiedziany zarzut wisiał chwilę w powietrzu, a gdyby była to rozmowa między dwoma Stiderami, pozostałoby niewypowiedziane na zawsze. Ale Rose nie miała problemu ze stwierdzaniem niekomfortowych rzeczy. Właściwie wydawało się, że to lubi.
- To coś więcej niż jakieś tam całowanie, prawda?
Kurwa.
- To problem? - powiedział Dave. Zajebiście, po prostu przyznaj się do wszystkiego, dzieciaku.
- Dave, co naprawdę się dzieje?
Bro mógł im przerwać. Powinien był im przerwać. Zamiast tego desperacko starał się usłyszeć odpowiedź Dave'a na pytanie, którego Bro nigdy nie byłby w stanie zadać.
- Co? Nic. Bro i ja znaleźliśmy się na gorącej, chwilowej fali wściekłego, piekielnego brocestu, nie możemy trzymać łap przy sobie, więc pieprzy mnie pod moją kiecką bez końca.
Bro przestał oddychać.
Rose westchnęła ciężko.
- Nieważne, Dave. Któregoś dnia zaufasz mi na tyle, że zdobędziesz się na powiedzenie czegoś nieco bardziej prawdziwego, zamiast chować się za ogromnym murem przesadnej defensywy.
Nie wierzyła mu. Jasna cholera. Dave przyznał jej się do absolutnej prawdy i zrobił to z tak uważnie wykreowaną miną i tonem, że ona mu nie uwierzyła. Perfekcyjna ironia. Bro uśmiechnął się z dumą i uglą, kiedy po cichu cofnął się do wejściowych drzwi i trzasnął nimi, żeby powiadomić o swoim powrocie.
Poszedł prosto do pokoju Dave'a i otworzył drzwi bez pukania.
- Och. Masz towarzystwo - powiedział zupełnie spokojnie.
- Bro, spadaj.
Zamiast tego oparł się o framugę drzwi, nagle pragnął uparcie drażnić Dave'a. Chciał także zobaczyć reakcję Rose. W tej chwili wpatrywała się w jego kierunku oskarżycielsko, mrużąc oczy. Udawał, że tego nie zauważył.
- Za co, do cholery? Czy w końcu robisz coś, przy czym musisz mieć zamknięte drzwi?
Wyszła, zamykając za sobą delikatnie drzwi i Bro powinien był czuć się beznadziejnie.
niedziela, 26 czerwca 2016
Zakazane 13
środa, 15 czerwca 2016
Zakazane 12.
Gorącego, przepysznego Dave'a. Już dłużej nie było sensu wypierać się tego, że z jakiegoś powodu Dave był najseksowniejszą istotą, jaką kiedykolwiek spotkał. Im bardziej pijany Bro był, tym więcej myślał o Dave'ie. Dobra muzyka i zajebiste bity zawsze go nakręcały i podniecały; ale tej nocy był rozpalony do czerwoności, tak bardzo, że zapomniał pod koniec nocy o byciu fajnym i spakował się w pośpiechu.
Był kompletnie niezainteresowany każdą osobą, kierującą się zalotnie do niego w poszukiwaniu wspólnie spędzonej nocy. Po raz pierwszy ludzie widzieli, jak Bro Strider opuścił lokal samotnie. Wiedział, że powstaną plotki. Wiedział, że jego reputacja zostanie zagrożona. Gówno go to obchodziło.
Wrócił do domu w rekordowym czasie, jeszcze przed 3:15, ale mimo to wciąż kompletnie pijany. Porzucił swój sprzęt w pośpiechu w salonie. Dave drzemał na kanapie, ale kiedy Bro wszedł do pokoju, usiadł szybko i zerwał się na równe nogi. Obszedł kanapę, żeby dojść do Bro, który doszedł do niego w trzech długich krokach. Usta Bro przygniotły Dave'a, kiedy brutalnie przyszpilił go plecami do ściany. Dave jęczał w jego usta.
Po minucie lub dwu usta Bro sunęły w dół szyi Dave'a, a chłopak uniósł brodę, zapewniając mu lepszy dostęp do gardła. Zupełnie uległy i chętny.
- Kurwa, skarbie, gdybym wiedział, że będziesz taak rozpalony, postarałbym się o lepszą kieckę - żartował sobie Dave.
Bro odpowiedział mu zaciskając palce na jego biodrach i ocierając się o niego swoją erekcją. Dave jęknął, przewracając oczyma do tyłu, kiedy walnął głową w ścianę.
- Jasna cholera, Bro, zerżnij mnie - powiedział.
- Zamierzam - Bro warknął przez zaciśnięte zęby. Kiedy wsuwał palce pod koszulkę Dave'a, ten sięgał swoimi do guzików jego spodni. Dwaj bracia w pośpiechu zdarli z siebie koszulki, kiedy zataczali się korytarzem do pokoju Dave'a, a Bro był zbyt pijany, by nad tym rozmyślać; zbyt pijany, żeby jego sumienie mogło zareagować.
Dave już się trząsł i sapał, kiedy Bro rzucił go na łóżko i przygniótł swoim ciałem. Polizał go w dół klatki piersiowej i possał w ustach jego sutek. Zerwał z siebie rękawiczki i prześlizgnął dłońmi po nagiej skórze Dave'a. Jedna dłoń spoczęła na biodrze, druga pocierała erekcję Dave'a przez jeansy. Dave uniósł biodra, żeby do niego ciaśniej przylgnąć.
Bro uniósł twarz, żeby spojrzeć w oczy Dave'a i nagle okulary go zirytowały. Ściągnął swoje i rzucił nimi w kierunku stolika nocnego. Kiedy odwrócił się z powrotem, Dave już zrobił to samo, pozwalając okularom spaść na podłogę. Przez chwilę obaj na siebie patrzyli, wystarczająco długo, żeby serce Bro zaczęło czuć dziwne, nieznane mu, ale przyjemne rzeczy, które był zbyt przerażony nazwać.
Bro pocałować Dave'a głęboko i namiętnie. Dave wydawał z siebie przepyszne, niskie jęki, kiedy Bro zaczął ssać skórę w połączeniu jego szyi i ramienia, zbyt pijany, by martwić się zostawianiem jakichkolwiek śladów. Dave trząsł się i drżał pod nim, a Bro mocniej ocierał ich kutasy o siebie. Ręce Dave'a oplotły jego plecy i trzymały go, jego rozczapierzone palce przyciskały się do jego pleców.
Bro odpiął pasek Dave'a, zrywając z niego jeansy i bokserki jednym, płynnym ruchem. Podniósł się i szybko zrzucił ubranie, i znów wspiął się na Dave'a, składając gorące pocałunki na jego klatce piersiowej. Położył dłonie po jego bokach, trzymając go za nie, kiedy wziął do ust jego kutasa i zaczął go ssać.
- Ohhh... tak! - krzyczał Dave, wyginając plecy, a Bro lizał go po całej długości, w tym samym czasie ssąc. Zajmował myśli tylko tym, jak pyszny Dave był, jak podniecające były jego wszystkie jęki i krzyki, jak bardzo go pragnął. Sunął dłońmi niżej i niżej, rozluźniając gardło, dopóki Dave w całości nie był zanurzony w jego ustach i on sam nie mógł oddychać. Dave piszczał i starał się szarpać, ale Bro trzymał go mocno, kiedy ssąc, wysuwał go powoli z ust.
Powtarzał to raz po raz, aż skomlenie Dave'a przeszło w krzyki. Jego młodsze dłonie zacisnęły się na czapce Bro, zrywając ją i wsuwając się w jego włosy. Dopiero wtedy Bro zauważył, że popełnił błąd i zaczął wszystko bez zabrania lubrykantu. Wkurzony na siebie, ostatni raz zassał się na Dave'ie i usiadł.
- Zaraz wrócę... - powiedział.
- Nie, nie, mam to - powiedział Dave, sięgając ręką za głowę do stolika nocnego, której szafkę otworzył. Bez problemu wyciągnął z niej lubrykant i opakowanie prezerwatyw, bo leżały na samym wierzchu, a mózg Bro starał się na chwilę zebrać do kupy.
- Wziąłeś to cholerstwo z mojego pokoju?
- Co? Kurwa, nie. Nie mogę tam przecież wchodzić.
Bro przekręcił oczyma.
- A z ciebie jest taki aniołek.
- Jestem i dobrze o tym wiesz.
Bro zaśmiał się, wyrwał Dave'owi z rąk lubrykant i zaczął rozprowadzać go między swoimi palcami.
- Kradniesz mi rzeczy z pokoju przez cały pieprzony czas. Kilka dni temu znalazłem u ciebie mój winyl.
Rozmowa nie zmniejszyła pożądania Bro. Właściwie, gadanie z Dave'em, jakby wszystko między nimi było normalne, nakręcało go nawet bardziej. Bro wsunął swoje śliskie palce za jądra Dave'a i ten odpowiedział na to uginając kolana i rozszerzając nogi. Już nie mówiąc o uległości, jego niesamowity zapał wysyłał pulsy przyjemności przez Bro, którego umysł tonął w alkoholu i pożądaniu.
Wsunął palce miedzy pośladki Dave'a, a dzieciak wciągnął ostro powietrze do płuc. Bro drażnił go przez chwilę, a Dave oddychał ciężko, zaciskając palce na kołdrze. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w szybkim rytmie.
- Więc kręciłeś się wokół moich pierdół, ta? - powiedział Dave.
- Szukałem tylko tego, co moje - odpowiedział Bro, wciąż drażniąc Dave'a, powodując u niego cichutkie jęki i drżenie.
- W takim razie jesteś hipokrytą, tak sądzę. Nie dziw się, że nie mam szacunku do prywatności innych, jeśli uczę się tego gówna od ciebie. Taki z ciebie przykład.
Bro prychnął.
- Stanowię tylko potwornym wpływem na ciebie, prawda? - powiedział, wsuwając palec do wnętrza Dave'a, może trochę mocniej niż zamierzał. Głęboki jęk, który uciekł spomiędzy jego warg, był cięższy niż spodziewał się tego Bro. Zamknął oczy i słuchał głosu Dave'a, czuł jego ciepło wokół palca.
- Hell yesss... - ledwo wyszeptał Dave. - Nie przestawaj do kurwy, Bro. Proszę, kurwa, nie przestawaj.
Nie było żadnej pieprzonej możliwości, żeby Bro przestał. Wsuwał i wysuwał palec zdecydowanie szybciej niż wczoraj, bardziej niecierpliwy niż był wtedy i znacznie pewniejszy tego, że Dave to lubił. Czekał jedynie minutę lub dwie, zanim wsuwał w niego drugi palec. Przez pisk Dave'a wzdłuż kręgosłupa i jąder Bro przeszedł dreszcz.
Schylił głowę i zassał główkę Dave'a w tym samym momencie, co wsadzał w niego trzeci palec. Dave krzyknął krótko, szarpnął ciałem i jęknął gardłowo, kiedy Bro pracował nad nim, dopóki ten prawie nie dochodził na jego palcach. W pośpiechu nasunął na siebie kondom, nawet nie musiał martwić się o erekcję, bo był cholernie twardy. Nigdy wcześniej nie był tak niesamowicie podniecony.
Bro nie martwił się o to, że ubrudził Dave'owi łóżko, kiedy oparł klejącą się dłoń na pościeli, stojąc na czworaka. Spojrzał prosto w przymknięte oczy Dave'a i sięgnął w dół, ustawił się, jego serce pędziło z szalonym ogniem i pchnął do środka.
- O Boże! - Dave krzyknął, odrzucając głowę do tyłu. Jego broda była wycelowana w sufit, a jego oddech był niesamowicie szybki.
- Gdybym cię nie znał, powiedziałbym, że ci się podoba - Bro zdołał powiedzieć, chociaż jego głos nie był w ogóle tak opanowany, jak chciał. Przez otaczający go gorąc Dave'a miękły mu kolana i łokcie i nie tylko to.
- Tak, kurwa! - Dave krzyknął. - Bro, rżnij mnie, rżnij, rżnij...
I był w pełni zdeterminowany to zrobić.
Nawet tak pijany i rozpalony, Bro i tak zaczął powoli. Dave był niedoświadczony i wciąż obolały po ostatniej nocy. Dave sięgnął rękoma i zacisnął je po bokach Bro, ciągnąc go, starając się go przyśpieszyć.
- Spokojnie, ziomeczku - powiedział delikatnie Bro. - To ja tu jestem panem sytuacji, nie ty.
Bro poruszał się we własnym tempie, pewnym i powolnym, dłońmi masując klatkę piersiową Dave'a, drażniąc jego sutki czystą dłonią, kiedy drugą wspierał się na łóżku. Dave zaczął podążać za rytmem, a wtedy nagle poruszali się wspólnie, oczy Dave'a rozwarły się szeroko, kiedy Bro znalazł się w nim głębiej, niż się tego spodziewał.
- Kurwa, tak! - krzyknął, a Bro uśmiechnął się do siebie i zmienił kąt, pod którym celował w słodki punkt Dave'a. Uderzył i trafił precyzyjnie, a Dave krzyknął. Gorąc i przyjemność ruszyły ciałem Bro i ten już nie mógł się powstrzymywać. Wbijał się szybciej i mocniej, a Dave błagał o więcej i więcej. Bro spojrzał w dół, żeby zobaczyć ciemnego, fioletowego kutasa jego brata, błyszczącego i proszącego o uwagę. Sięgnął dłonią w dół i ledwo go dotknął, a Dave już dochodził, jego sperma była wszędzie, prawie na jego brodzie. Cholernie to Bro nakręciło. Wbijał się mocno w Dave'a, bez kontroli, aż sam dochodził z oczyma zamkniętymi i paznokciami wbijającymi się w skórę na drobnych biodrach.
Wymęczony, oddychając ciężko, Bro opadł na Dave'a, nie martwił się o białą, kleistą maź między nimi.
Dave trząsł się. Bro ciężko oddychał. Obaj byli pokryci potem.
- Cholera - powiedział Dave i oplótł ręce wokół Bro, trzymając go blisko. Bro obrócił się lekko na bok, więc leżeli obok siebie. Wtedy uśpił go alkohol. Jego penis wciąż tkwił w Dave'ie.
piątek, 19 lutego 2016
Zakazane 11.
Dave wiedział, że Bro go chciał i już niemożliwe było ukrywanie tego.
Bro pochylał się do przodu, aż jego czoło oparło się o blat stołu.
- Kurwa. - Tylko tyle powiedział.
*dokładnie Lucky Charms
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Dean nie słucha Eurythmics
Fandom: Supernatural
Pairing: Dean Winchester/Castiel
Ostrzeżenia: pierwszy raz, PWP, mokre sny, frottage, ocieranie się, dzielenie łóżka.
Oryginał: "Dean Doesn't Listen to Eurythmics"
Dean i Cas dzielą łóżko. Zaczyna się platonicznie, ale wtedy przechodzi to w coś innego.
Napisane dla spnkind_meme, "Łaska Castiela znika i teraz ten musi spać, Dean przegrywa w "papier, kamień i nożyce" i musi dzielić z nim łóżko, w środku nocy Castiel ma mokry sen."
Wszystkiemu był winien Sam.
- Nożyce, Dean, naprawdę? - powiedział, robiąc najbardziej nieszczerą na świecie minę, mającą wyrażać sympatię. To była w sumie ostatnia rzecz, jaką powiedział mu Sam przez resztę nocy, bo Dean był zbyt poirytowany, żeby przeprowadzić z nim jakąkolwiek rozmowę. Tylko jednym uchem przysłuchiwał się bratu, kiedy ten tłumaczył Casowi, jak użyć szczoteczki do zębów, umyć się, zmienić ubrania.
Dean zrobił to samo - umył zęby, wziął prysznic, przebrał się - jako część relaksującego rytuału zwiastującego koniec dnia, ale przeminęło to jakoś niewyraźnie, świat Deana był skupiony głównie na jego epickiej irytacji. Był tak skupiony, że nawet po długiej rozmowie, serii argumentów, grze w "kamień, papier, nożyce" i typowej rutynie z nowym dodatkiem do ich duetu w tej ich nomadycznej dziurze, niekoniecznie dotarło do Deana, co naprawdę miało się stać, dopóki nie odwrócił się, żeby wsunąć się do pokoju i zobaczyć Castiela siedzącego na krawędzi jego łóżka.
- Nie chciałbym, żebyś czuł dyskomfort z mojego powodu, Dean - powiedział ostrożnie Cas.
Przez chwilę Dean naprawdę zapomniał o dyskomforcie, bo Cas praktycznie tonął w ubraniach Sama. Dekolt był tak szeroki, że groził odsłonięciem całego ramienia, a jego ręce wyglądały na jeszcze drobniejsze w wielkich rękawach. Wyglądał też na bardzo zmartwionego, co, Dean musiał przyznać, nie było fair, bo wcale nie było tak, że Cas chciał stawać się z każdym dniem coraz bardziej ludzki. Nie było tak, że Dean i Sam mogli przewidzieć, że akurat dziś Cas nagle się u nich zjawi i powie, że jest zmęczony, i po pięciu minutach zacznie zasypiać, doprowadzając do tego, że Sam zaproponuje mu nocleg. Był tylko jeden haczyk - dlatego, że mieli tylko dwa łóżka, ktoś musiał spać razem.
- Wszystko jest w porządku - Dean westchnął. - Po prostu... lubię mieć własną przestrzeń, ale to już wiesz.
Cas przytaknął, wpatrując się w łóżko, jakby po cichu rozkazywał mu, żeby się poprawnie zachowywało.
- Postaram się pozostać na mojej stronie.
Dokładnie to zrobił, wsuwając się pod pościel - wyglądał przy tym na zszokowanego doznaniami, kiedy wtulał się w nią z zadowoloną miną - i ostrożnie zajmując swoje miejsce po swojej stronie materaca. Kiedy przyszła kolej na Deana, pozostało między nimi dużo wolnej przestrzeni, ale wtedy Dean popełnił błąd i spojrzał na Casa, który oczywiście musiał się prosto na niego gapić.
Castielowi zdarzało się stać przy nim zdecydowanie bliżej, ale jedną rzeczą było gapienie się w pionie i w pełni ubranym, a drugą było robienie tego w pozycji horyzontalnej i pod jednym zestawem koców. Dystans mniejszy niż 30 centymetrów był tu zdecydowanie za mały.
- Skończ - warknął Dean. Skrzywił się na ostrość swojego tonu, ale Cas nie wydawał się tym przejmować. Jedynie przewrócił się na plecy i zaczął gapić w sufit.
- Musisz zamknąć oczy - powiedział Sam, który wciąż chodził po pokoju. Cas od razu usłuchał.
Usłyszeli szelest pościeli, a wtedy jak Sam wsuwał się samotnie w swoje miłe, puste łóżko. Dean nie obserwował go, bo był zbyt zajęty patrzeniem na Casa - kulturalnemu ułożeniu splecionych palców na piersi, zdeterminowanemu skrzywieniu brwi - kiedy ten starał się wykonać tę nową, ludzką czynność bez wsparcia ze strony instrukcji lub praktycznej demonstracji.
- Musisz się zrelaksować - wyszeptał Dean. - Przestań myśleć.
- Jak przestaje się myśleć? - spytał Cas, nie otwierając oczu. Jego rzęsy były bardzo długie. Dean nigdy wcześniej tego nie zauważył, bo zawsze był zajęty byciem obserwowanym.
- Czy wy, no nie wiem, nie medytujecie albo coś? Może szukacie wewnętrznego spokoju?
Głowa Casa poruszyła się w przerwanym przytaknięciu. Dean patrzył na regularne ruchy jego klatki piersiowej, które zwolniły, kiedy linie wokół jego oczu wygładziły się, a usta lekko rozchyliły. Każdemu nieświadomemu wydechowi towarzyszyło delikatnie westchnienie.
Dean cieszył się, że Cas mógł zaczerpnąć trochę odpoczynku, ale byłby pieprzonym kłamcą, gdyby powiedział, że nie martwił się tym, że Cas stał się wystarczająco ludzki, żeby musieć spać.
Kilka godzin później Dean obudził się z wargami przyciśniętymi do jego szyi. Ciepły oddech ogrzewał jego skórę.
Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie, do kogo należały owe usta, a kiedy to się stało, był w pełni rozbudzony.
Wina Sama. To była wina Sama.
Ta, winą Sama było to, że pewne 180 centymetrów pysznie pachnącego nie-do-końca-anioła przyciskało się do Dean'a tak, że było mu ciepło, przyjemnie i nie miał szans ucieczki. Ręce Casa otaczały jego klatkę piersiową jak żadna inna kotwica, a jego dłonie spoczywały tuż pod brodą Deana. Kiedy Dean eksperymentalnie spróbował się poruszyć, ogarnął, że to noga Casa znajdowała się między jego nogami. Skóra nagich goleni Deana ocierała się o inną owłosioną, kościstą łydkę.
- Cas - Dean wyszeptał pilnie. Jedynie przerażenie powstrzymywało go przed zrzuceniem z siebie Casa. Prawdę mówiąc, uczucie innego ciała owiniętego wokół jego było całkiem zajebiste, poza tym, że to ciało należało do bardzo dobrego przyjaciela, który się na to gówno nie pisał. Dean wiedział, że będzie niezręcznie, a Dean naprawdę tego nie chciał, bo ta niezręczność mogła z łatwością zdegradować "bardzo dobrego przyjaciela" do "już nigdy nie spojrzę ci w oczy".
- Dean - wyszeptał Cas i Dean niemal westchnął z ulgą, dopóki nie poczuł, jak Cas przylgnął do niego jeszcze bliżej, wbijając palce w jego koszulę, kiedy nogami owijał się ciaśniej wokół niego. Dean próbował się jakoś wycofać, jednak jedyne, co osiągnął, zanim Cas znów do niego przylgnął, było wizualne potwierdzenie tego, że ten naprawdę spał.
Dean gapił się w sufit, zastanawiając się, co takiego (ostatnio) zrobił, że zasłużył sobie na w połowie upadłego anioła wciskającego swoją nocną erekcję w jego udo. To właśnie erekcja wbijała się w jego bok, chyba, że Sam wypchał wcześniej shorty Casa laską kiełbasy.
- Cas - syknął Dean. - Cas, musisz...
Cas wydał z siebie delikatny, zadowolony dźwięk, którego Dean nigdy wcześniej u niego nie słyszał. Dean nie wiedział, że Cas mógł wydać z siebie taki dźwięk, więc był oszołomiony słysząc go tak blisko swojej brody, w dodatku zakończonego cichymi sapnięciami przyjemności. Cas ocierał się o jego szyję, wypracowując ciałem subtelny rytm, dzięki któremu kutas Casa był w płynnym kontakcie z ciałem Deana.
Deanowi przyszło do głowy, że Cas powiedział jego imię.
Jego imię.
- Cas? - powiedział niepewnie.
- Dean - odpowiedział Cas niewyraźnie, jednak było oczywiste, co powiedział.
Nie było sensu w zaprzeczaniu, że Dean był podniecony, w końcu hello, 180 centymetrów pysznie pachnącego nie-do-końca-anioła ocierającego się o jego biodro i praktycznie jęczącego jego imię. Z szacunkiem dla dotychczasowego doświadczenia seksualnego Deana, było to coś kompletnie nowego, nie wspominając już o zagrożeniu statusu "bardzo dobrego przyjaciela" i nie miał piekielnego pojęcia, jak to wszystko załatwić, żeby niczego epicko nie spieprzyć.
Wtedy o Boże, Cas przesunął się wystarczająco wysoko, że jedynie przemoczona warstwa ubrania oddzielała jego kutasa od pasa Deana. Dean zacisnął oczy, ośmielając się oddychać wyłącznie przez usta, kiedy z poczuciem winy rozkoszował się ucierającym się o niego gorącem i wilgocią przeciekającą przez materiał na spotkanie z jego skórą.
Niezaprzeczalnie, Cas sapał teraz w szyję Deana, a jego delikatne, urywane oddechy rozbrzmiewały za głośno w cichym pokoju.
Dean syknął, kiedy Cas ponownie poruszył nogą, a solidny ciężar jego uda oparł się o erekcję Deana. Nieważna była warstwa ubrań, która ich dzieliła, ale ten nacisk, który obiecywał słodką ulgę w niedalekiej przyszłości, więc Dean się o nie otarł. Cas wydawał się wiedzieć, co to było i co to znaczyło, ponieważ zaczął intensywnie bujać biodrami, poruszając się na tyle mocno, że impetem zapraszał do wspólnego ruchu ciało Deana.
Dean wolał błagać o przebaczenie później, bo teraz trzymał Casa, oplatając go ramionami i zaciskając nogi wokół krnąbrnego uda Casa. Jego biodra poruszały się same, zachęcane zadowolonymi odgłosami Casa. To zwykłe obcieranie się siebie wystarczyło, by rozkręcić Deana, szybko zbliżając go do orgazmu, który w ogóle nie był w planach na tę noc.
Najwyraźniej ruszali się całkiem intensywnie, bo Dean mógł wyczuć dokładny moment, w którym bokserki Casa zsunęły się w dół, a główka jego penisa wychyliła się spod nich i przylgnęła do nagiej skóry Deana. Ten zwykły kontakt był bardziej niż podniecający, urywane pchnięcia Casa zostawiały za sobą wilgotne ślady na pasie i brzuchu Deana.
- O Boże, Cas - syknął Dean.
Coś uległo zmianie. Dean nie był wystarczająco skołowany, żeby nie zauważyć, że nagle zmienił się rytm Casa. Wciąż ocierał się o niego desperacko, ale ruchy były niezdarne i urywane, brakowało im wcześniejszej płynności. Dean obrócił głowę i był wystarczająco pewny tego, że oczy Casa były szeroko rozwarte w zdziwieniu.
- Dean, ja... - Cas brzmiał na tak cholernie poniżonego, że Dean nie miał innego wyboru, jak obrócić się i uciszyć go pocałunkiem.
Nawet bardzo dobrym pocałunkiem, bo ich pierwszym. Był głęboki, i mokry, i zdesperowany. Usta Casa były słodkie jak miód, a Dean badał je głęboko językiem. W czasie gdy rozpraszał tym Casa, ściągnął z nich shorty i splótł ich nagie nogi.
Dean połknął głośniejsze sapnięcie Casa, uśmiechając się tylko, kiedy Cas odnalazł dłońmi jego plecy i wczepił się w nie, jakby zależało od tego jego życie.
Z gardła Casa uszedł głęboki dźwięk, wibracja dotarła aż do ust Deana i nagle dochodził niechlujnie i mokro na brzuch Deana. Dean oderwał się od jego miękkich ust, pozwalając im na nabranie kilku oddechów, kiedy Cas przygryzał swoją wargę, kwiląc cichutko.
Dean pocierał nosem brodę Casa, a ciało pod nim powoli się rozluźniało.
Pierwszy, ostrożny dotyk dłoni Casa na erekcji Deana sprawił, że zesztywniał w zdziwieniu. Kiedy spojrzał na Casa, ten wyglądał na zadowolonego i rozluźnionego po orgazmie, ale kiedy owinął wokół Deana palce i zaczął pewnie poruszać ręką, w jego minie była ta znajoma determinacja. Naprawdę, doprowadzenie Deana do szczytu nie miało prawa zająć dużo czasu, jego mózg wyłączał się z przyjemności, a nikt nie mógł oskarżyć go o to, że nie mógł wytrzymać długo, kiedy tonał w ciemnej intensywności oczu Casa. Casa, który zdawał się chłonąć i zapamiętywać każdą sekundę z tego, jak Dean sięgał ku rozkoszy.
Dłonie Casa pieściły go później i głaskały, ignorując pot i brud.
Z trzęsącymi się rękoma, Dean opadł na niego, ciężko oddychając, ale Cas wydawał się nie mieć nic przeciwko temu.
- Przepraszam, że nie zostałem po swojej części łóżka - wyszeptał.
Dean spojrzał na niego. Cas naprawdę wyglądał, jakby mu było przykro, ale widział w tym iskrę nadziei, jakby miał nadzieję, że może nie był to po prostu zwykły fuks.
Nie, to nie był żaden fuks.
- Możesz kraść moją część łóżka, kiedy tylko chcesz - odpowiedział, mając nadzieję, że na razie to wystarczy. Sądząc po subtelnym uśmiechu Casa, tak było.
(- O mój Boże - wymamrotał Sam, wbijając głowę jeszcze głębiej pod poduszkę. Geez, dlaczego po prostu nie zaproponował wzięcia drugiego pokoju?)
niedziela, 17 stycznia 2016
Zakazane 10.
Klub był taki jak zawsze. Od razu po wejściu do środka, Bro poczuł się odmłodzony i żywy. Zawsze dopadała go ekscytacja, nieważne, ile razy już zagrał. Nawet zanim jeszcze zaczynał grać, mógł poczuć to coś w powietrzu - młodą noc, gotowość do akcji, gotowość do imprezowania.
Zawsze doprowadzał ludzi do tańca. Nikt nigdy nie siedział przy stolikach, kiedy Bro był na scenie i właściciele klubów dobrze o tym wiedzieli. Dorobił się całkiem przyzwoitej opinii i często był rezerwowany od razu na kilka występów. Pieniądze z rozwożenia pizzy stanowiły nędzne grosze w porównaniu z tym, co zarabiał weekendami w klubach, ale wciąż potrzebował dwóch prac, żeby wiązać koniec z końcem. Mimo to on i Dave żyli na dobrym poziomie, szczególnie, że nigdy nie ukończył liceum.
Jednak Bro był tej nocy poza grą. Wydawało się, że nikt tego naprawdę nie zauważył, ale Bro owszem. Jego myśli wciąż krążyły tam, gdzie nie chciał, ale muzyka wciąż go tam wiodła. Do pierwszego występu, do pierwszego klubu, do pierwszej nocy w klubie, do pierwszego zgonu, do pierwszego piwa, do liceum. Do pierwszego pocałunku z dziewczyną. Do pierwszego pocałunku z chłopakiem. Do pierwszego razu, kiedy ktoś go dotknął, do pierwszego razu. Nie martw się dzieciaku, będzie świetnie, jeśli nie będziesz się za bardzo wiercił, kurwa, bolało piekielnie.
Bro przerwał w połowie pieprzonej piosenki, włączył nagraną wcześniej ścieżkę i zszedł na piwo. Wtedy dwa piwa, cztery. Wtedy na shot wódki. Dwa shoty. Ale wciąż nie mógł przestać myśleć. Kurwa, nagle nie mógł przerwać rozpamiętywać gównianej przeszłości.
Z powrotem do jego pierwszego domu zastępczego, a może pierwszego, który pamiętał. Przez chwilę myślał, że ci ludzie byli jego prawdziwymi rodzicami. Kiedy dowiedział się, że nie byli i ich opuszczał, płakał jak pieprzony sześciolatek, którym był. Wtedy przyszedł kolejny dom zastępczy. Nowy zastępczy ojciec. Błaganie, żeby przestał, nigdy do niczego nie doprowadziło. Płacz nic nie znaczył. Nauczył się, że innych gówno to obchodziło.
Do czasu kiedy stanął w kolejnym domu zastępczym, wiedział wszystko, czego gimnazjalista wiedzieć nie powinien. Był przez to fajny. Inne dzieciaki go podziwiały. Nauczył się używać tej wiedzy. Nauczył się robić z tego dobry użytek. Nauczył się, że uczucia prowadziły donikąd, a bycie fajnym dawało wszystko.
Wtedy znalazł pieprzone dziecko w pieprzonym leju w ziemi. Jeszcze zanim zobaczył jego oczy, wiedział, jakoś wiedział, że było jego. Oczy to potwierdziły i stał tam, pieprzony siedemnastolatek bez złamanego grosza przy duszy i własnego łóżka; ale obiecał dzieciakowi, że się nim zajmie. Obiecał dzieciakowi, że nie będzie sierotą. Będzie miał pieprzoną rodzinę. Będzie miał brata. Jakoś to wykombinuje.
I wykombinował.
Kurwa.
Bro był spity, kiedy wracał na scenę, ale w końcu był w stanie zagubić się w beatach. Wspomnienia w końcu przestały napływać, on mógł grać, a jego umysł był zupełnie pusty, pozwalał muzyce się porwać. Podchodziło do niego wielu potencjalnych kochanków, ale nie był nimi w ogóle zainteresowany. Do czasu gdy impreza zaczęła dobiegać końca lekko wytrzeźwiał, chociaż wciąż był podchmielony, kiedy dotarł do domu około 3:30.
Usłyszał łomot i walenie, kiedy wszedł do środka. Położył sprzęt w salonie i podszedł zmartwiony do drzwi Dave'a. Słyszał sfrustrowane, wściekłe burknięcia i nagły, głośny trzask. Otworzył drzwi, żeby zobaczyć, jak Dave rzucał książkami w pieprzoną ścianę.
- Co do cholery? - powiedział.
- Przeklęty, głupi imbecyl! - krzyknął. - Traktuje go jak pieprzony kawałek gówna, bawi się jego sercem jak pieprzoną zabawką, a ja siedzę tutaj całą noc, słuchając jak płacze! Kurwa. Jeśli usłyszę jeszcze jeden pieprzony raz o Vrisce Serket, pójdę do niej i ją własnoręcznie zabiję. Cholera, ten głupi Egbert powinien się pieprzyć ze mną!
Dave rzucił ostatnią książką o ścianę zmęczonym ruchem i opadł na krzesło z czerwonymi od łez oczyma niezasłoniętymi okularami, które, Bóg wie gdzie, leżały.
Nie było nic, co Bro mógłby powiedzieć, chociaż gdyby był trzeźwy, mógłby coś wymyślić. Zamiast tego podszedł do swojego małego bro i położył dłonie na jego ramionach. Dave podskoczył w jego rękach i przytulił się do niego mocno, płacząc w jego ramię, kiedy Bro trzymał go równie mocno. Podniósł dłoń i zaczął palcami głaskać jego włosy i nie było w tym nic platonicznego. Nie tulił tak Dave'a od lat; ostatni raz kiedy ten był niższy o 15 centymetrów i tym razem nie był to niewinny gest - oboje o tym wiedzieli.
Dave uniósł głowę, a Bro schylił się, żeby go mocno pocałować. Dave łkał w jego usta, a Bro dalej sunął swoimi palcami przez jego włosy. Był zbyt podchmielony, żeby o czymkolwiek myśleć, więc sunął palcami niżej aż na tyłek Dave'a. Przyciskał go do siebie bliżej, obaj czuli swoje erekcje i byli zdesperowani, żeby być razem.
Bro przerwał pocałunek i starł łzy z twarzy Dave'a kciukiem. Jego czerwone, odkryte oczy patrzyły na niego z bólem i żalem.
- Nie zostałeś dłużej - powiedział drżącym głosem. Bro usłyszał niewypowiedziane pytanie, wiedział, o co pytał Dave. Czy jesteśmy razem?
Zamiast odpowiedzieć, Bro pocałował Dave'a znowu, wsuwając język głęboko w jego usta, kiedy owinął sobie włosy Dave'a wokół palców. Dave jęknął, a Bro był przytłoczony pożądaniem. Zaczął pchać Dave'a w stronę łóżka, a on nie walczył. Opadł na nie plecami, a Bro przycisnął się go do niego, przesuwając usta w dół na jego gardło.
Tym razem Dave nie tylko leżał. Jego ręce owinęły się ciasno wokół pleców Bro, jego mniejsze dłonie ściskały go, zdesperowane, żeby nie pozwolić mu się odsunąć. Bro zsunął dłonie na boki Dave'a i pod jego koszulkę. Dave uniósł ramiona, żeby pomóc mu ją zdjąć. A wtedy zrobił coś nowego.
Dave sięgnął do dolnej krawędzi koszulki Bro i zaczął ją ściągać. Trzęsąc się z niecierpliwości, Bro pozwolił mu i podniósł się, żeby Dave mógł się jej pozbyć. Teraz, bez okularów Dave'a, Bro mógł zobaczyć, jak wzrok jego młodszego brata badał jego klatkę piersiową, a jego uszy czerwieniły się z gorąca. Przycisnął Dave'a do materaca kolejnym głębokim i długim pocałunkiem, kiedy jego palce zawędrowały do spodni Dave'a i zaczęły rozpinać pasek.
Bro stanął, żeby tym razem ściągnąć Dave'owi spodnie do końca, a nie ściągnąć je tylko do kolan. Kiedy stał, sam zrzucił z siebie spodnie i wtedy obaj bracia gapili się na siebie kompletnie nadzy.
Z Davem obserwującym każdy jego ruch, Bro rozpiął swoje rękawiczki i ściągnął je, pozwalając im upaść na podłogę. Wtedy ściągnął czapkę i na sam koniec, własne okulary, które odłożył delikatnie na biurko. Odwrócił się z powrotem do Dave'a, ich oczy się spotkały i to przez dosłownie sekundę, bo żaden z nich nie mógł tego znieść. Wtedy usta Bro znalazły się na gardle Dave'a, później jego ramionach i klatce piersiowej.
Bro polizał jego sutek, a Dave płakliwie zajęczał. Wtedy go ssał, a Dave sapał jak dziewczyna. Bro drażnił drugi palcami i czuł, jak kutas Dave'a pod nim twardniał. Zsunął swoje usta niżej, sunąc językiem po skórze chłopca, powodując u niego dreszcze, wtedy Dave zaciskał palce na włosach Bro. Bro sięgnął do jego jasnych włosów łonowych i był zaskoczony, jak rzadkie i cienkie były. Przypomniało mu to, jak młody był Dave. Ale nie powstrzymało go to.
Bro polizał kutasa Dave'a po całej długości i dzieciak pisnął. Zassał go w usta, dłonie trzymając na biodrach Dave'a, żeby przytrzymywać go, kiedy chciał się ruszać. Kolana Dave'a wciąż wisiały za krawędzią łóżka, a jego stopy znalazły oparcie na podłodze. Pchnął silnie biodrami, wsuwając się głęboko do ust Bro, a ten ssał dalej, sunąc językiem w górę i w dół.
Wtedy Bro zjechał dłońmi pod uda Dave'a, wtedy pod jego kolana. Popchnął je tak, że Dave je ugiął, unosząc stopy z podłogi na krawędź łóżka. Kiedy językiem zajmował się jego kutasem, dłonie Bro zostały już na spodniej części jego nóg, zbliżając się do tyłka Dave'a. Za dużo o tym nie myśląc, wsunął między pośladki Dave'a kciuk i potarł jego dziurkę, a dzieciak krzyknął, zadrżał i zaczął ciężej oddychać.
- Bro jasna cholera jasna cholera, jasna cholera - powiedział, a Bro wysunął go z ust i polizał trzon, bazę i niżej jego jądra. Trzymał dłonie pod kolanami Dave'a, wiec rozszerzył je i zaczął drażnić językiem jeden z pośladków Dave'a, a wtedy wsunął go w umięśnioną dziurkę pomiędzy nimi. Dave starał się zacisnąć nogi, ale Bro go trzymał i lizał spokojnymi, delikatnymi i długimi ruchami.
Dave wydawał z siebie niepewny jęki z każdym kolejnym liźnięciem coraz dłuższe. Bro był nieugięty; wiedział, jak dawać cholerną przyjemność i parę minut później długie, lubieżne jęki uciekały z ust Dave'a, a jego nogi były kompletnie rozluźnione. Bro sunął dłońmi w górę jego ud i zaczął mu obciągać, sunąc kciukiem po szparce w główce erekcji w tym samym czasie, co wsuwał język do wnętrza Dave'a.
- Ghaa..ah..ah! - krzyczał Dave, bujając całym ciałem i zaciskając palce na kapie łóżka. Bro kręcił językiem wzdłuż ścianek Dave'a, a on oddychał ciężko, wtedy łkał i piszczał. Kiedy Bro odsunął się od niego i usiadł, Dave z trudem łapał oddech, był cały pokryty potem, a jego wzrok przez moment latał szaleńczo po pokoju, zanim skupił się na osobie siedzącej nad nim.
- To się nazywa rimming - powiedział Bro, a alkohol powoli się z niego ulatniał tylko po to, żeby być zastąpiony czymś innym. - To cholernie dobra gra wstępna.
- Gra... gra wstępna? - Głos Dave'a drżał. Przełykał ślinę pomiędzy kolejnymi sapnięciami.
- Tak, gra wstępna, nie pierdol, że nie wiesz, co to jest.
- Ta, ale... ale.. uh...
Bro wspiął się nad Dave'a tak, że mógł spojrzeć mu prosto w oczy. Nawet dla niego widok takich nagich, niezasłoniętych, czerwonych oczu był zniechęcający.
- Zamierzasz mnie przelecieć, Bro? - szepnął Dave, nie mogąc nadać swojemu głosu ikry.
- A chcesz? - odpowiedział Bro, dając mu do zrozumienia, że oferta leżała na wyciągnięcie ręki, że zrobiłby to, gdyby Dave przyznał się, że chciał. Pytanie wisiało ciężko w przestrzeni gorącej od ich oddechów, a Bro nigdy w życiu nie marzył na raz o obu "tak" i "nie" jak teraz.
Dave patrzył się na swojego brata z miną pełną niepewności i niezdecydowania. Bro wstrzymywał oddech, kiedy gorzkie poczucie winy i okropna nadzieja mieszały się w jego wnętrzu. Jedna część wrzeszczała, by przestał właśnie teraz, wstał i ubrał się. Druga czuła się cholernie dobrze.
- Będzie bolało? - wydusił z siebie piskliwie. Poczucie winy i podniecenie wzmogły się. Oddech Bro stał się ciężki.
- To możliwe - powiedział. Zaserwował mu pieprzoną prawdę.
Patrzył, jak przez twarz Dave'a przeszła masa uczuć - niepewność, niezdecydowanie, smutek, ból, pożądanie. Ale jedyną rzeczą, której nie zobaczył, był strach. Dave się go nie bał. Ufał mu. Serce Bro biło wściekle wśród uczuć, których nawet nie umiał nazwać.
- Tylko pierwszy raz, prawda?
O Boże.
Bro zatrząsł się.
- Może nie przez cały czas. Może pierwsze kilka razy. Każdy jest inny.
Czy naprawdę to powiedział?
Prawdopodobnie powinien był się spytać Dave'a, co myślał; czemu nawet, do cholery, to rozważał, ale Bro nie chciał brać udziału w takiej rozmowie. Nie wiedziałby, co, do kurwy, powiedzieć.
Dave przytaknął. Bro był całkiem pewny, że jego serce przestało bić.
- Zrób to. Pieprz mnie - powiedział. Jego głos był silniejszy i pewniejszy niż Bro się tego spodziewał.
Cholera jasna.
Bro próbował myśleć, ale zalało go pożądanie i jego usta odnalazły te Dave'a. Pocałunek był silny i zdesperowany z obu stron. Bro chciał przeczesać włosy Dave'a, ale zamiast tego brutalnie złapał za ich garść. Dave jęknął i wygiął plecy w łuk, a Bro był skończony.
Usiadł, oddychając z trudem.
- Zaraz wrócę - powiedział i ledwo ufał swoim nogom, kiedy wyszedł na korytarz i ruszył do swojego pokoju. Śpiesząc się w obawie przez powrotem zdrowego rozsądku, złapał za lubrykant i w połowie wykończone opakowanie kondomów. Kiedy wrócił do pokoju Dave'a, zobaczył go leżącego zupełnie nagiego na łóżku z uszami, policzkami i kutasem całkowicie zaczerwienionymi i Bro go chciał. Nie miało to żadnego pieprzonego sensu, ale chciał się tym nie martwić. Uklęknął na łóżku i położył palce po wewnętrznej stronie ud Dave'a. Dave wciągnął nagle powietrze, tylko od tego. Puls Bro bębnił mu w uszach.
Powoli rozsunął nogi Dave'a, a ten pozwolił mu na to, chociaż wszystkie jego mięśnie były spięte, a palce zaciskały się na kapie łóżka. Bro wycisnął na palce lubrykant i rozprowadził go po nich dokładnie. Zamierzał zrobić, co tylko mógł, żeby go nie skrzywdzić - tak się usprawiedliwiał.
Najpierw pogłaskał pośladki Dave'a, robiąc między nimi świetny, śliski bałagan. Oddech Dave'a był ciężki i przerywany, jego nozdrza pracowały szybko, kiedy gapił się w sufit. Bro dotknął palcami jego wejście i Dave zajęczał. Potarł je kciukiem i Dave sapnął. Wtedy zaczął pojękiwać, jęczeć i wtedy jęczeć jeszcze bardziej.
- Ta - powiedział Bro, - pozwól sobie poczuć, jakie to dobre.
Wciąż pracował; nie miał powodu, żeby się spieszyć. Mieli dla siebie całą pieprzoną noc i oboje byli w swoim domu. Drażnił Dave'a kciukiem i innymi palcami, póki ten nie zaczął się relaksować. Bro widział, jak opuszcza go napięcie i zaczyna czuć przyjemność. Bro zatrzymał na moment swój palec na wyjściu odbytu Dave'a, zanim wsunął go do środka, a później wepchnął głębiej.
Pisnął, spiął się i zaczął wiercić. Bro wsunął palec dopiero po pierwszy knykieć, wtedy wysunął go i ponownie wsunął. Drugą dłonią wycisnął na palec jeszcze więcej lubrykantu i rozprowadził go po wnętrzu Dave'a, wpychając palec za każdym razem coraz głębiej. Zataczał palcem małe kółeczka, pokrywając jego ścianki śliskim lubrykantem, jak najbardziej mógł.
Bro zaczął wsuwać i wysuwać się w rytmie; poruszał się jak najbardziej przewidywalnie, żeby Dave mógł dowiedzieć się, jakie to było uczucie i żeby zrozumiał, co nadchodziło. Cierpliwie czekał, kiedy Dave zaczął ufać uczuciu. Ponownie zaczął się relaksować, a Bro powoli wsuwał się głębiej.
Poczuł prostatę Dave'a i nie mógł odmówić sobie zgięcia palców, żeby ją dotknąć. Z ust Dave'a uciekł stłumiony pisk. Dźwięki, które z siebie wydawał, niemożliwie pobudzały Bro. Nie było niczego, co chciałby bardziej niż wywołać u Dave'a więcej takich pisków. Wysunął palca prawie całkowicie, tym razem dołączając do niego drugiego palca, bez pośpiechu go rozciągając. Dave zacisnął mocno powieki i przygryzł dolną wargę, kiedy Bro naparł palcami, powoli je rozszerzając w środku. Dave syknął, jęknął i zaskomlał.
O Boże, podobało mu się. Bro usłyszał, jak sam wydaje z siebie cichy jęk.
- Kurwa... - powiedział delikatnie, kiedy rozszerzył palce jeszcze szerzej, a Dave z trudem łapał oddech. Po zdecydowanie krótszym czasie niż dodał drugi palec, dodał trzeci.
- Ahh... taaa... ahhh... - Dave mówił łagodnie, a krew Bro pulsowała niemożliwym gorącem. Dave syknął i zaczął się wiercić, na przemian napinając się i rozluźniając, kiedy Bro rozciągał go najdelikatniej, jak umiał, rozprowadzając tak dużo lubrykantu, jak tylko mógł. Teraz sięgnął drugą dłonią do erekcji Dave'a i po chwili już był w pełni twardy. Jemu się to cholernie podobało; myśl napełniła Bro chorą przyjemnością i gorzkim poczuciem winy, bo skoro Dave był taki pojebany, wina leżała po jego pieprzonej stronie. A to dalej go nie powstrzymywało.
Bro patrzył na Dave'a, kiedy nad nim pracował, śledząc wzrokiem jego dyszące, chude ciało. Kiedy oddychał, pod skórą widać było zarys jego żeber, jego obojczyki były perfekcyjnie wyeksponowane, a na jego ramionach zaczęły pojawiać się mięśnie. To wszystko było znajome, ale w jakiś sposób nie - był tym samym dzieciakiem, które Bro znał od zawsze, ale była w tym jakaś różnica. Był inny w sposobie, w jakim gwałtownie nabierał powietrza, kiedy Bro wsuwał w niego palce; w sposobie, w jakim jęczał, kiedy te palce rozszerzał. Nie był już małym dzieckiem. Seks już był dla niego. I cokolwiek złego siedziało w Bro, siedziało także w Dave'ie; bo kiedy Bro usłyszał kolejne podniecone piski uciekające z jego młodszych warg, Bro nie mógł dłużej ignorować faktu, że Dave także go cholernie pożądał.
Bro przeniósł dłoń z kutasa Dave'a na swoją erekcję. Wystarczyły trzy pociągnięcia, żeby był twardy jak nigdy i zalało go nieznośne pożądanie. Przestał myśleć.
Powoli wyciągnął z niego palce. Dave jęczał cicho, kiedy był pozostawiony pusty. Bro wyciągnął prezerwatywę czystą dłonią i z doświadczeniem rozerwał opakowanie zębami. Mógł poczuć gorąc na uszach i policzkach, gorąc bijący z jego całego ciała, kiedy zakładał gumkę. Rozsmarował na niej jeszcze więcej lubrykantu, najwięcej jak mógł, zanim wytarł dłoń o koszulkę.
Nigdy w życiu nie zajął się kimś tak bardzo. Właściwie to nigdy, zauważył, nie obchodziła go osoba, z którą miał zamiar się pieprzyć. A teraz tak. Było to dziwne i surrealistyczne uczucie. Nie był sobą, kiedy pochylił się nad Dave'em i spojrzał w jego w pół przymknięte oczy. Policzki Dave'a były zaróżowione, a uszy czerwone. Oddychał z trudem. Bro pocałował go. Było niesamowicie. Pozwolił sobie na to.
Przerwał pocałunek i poruszył biodrami, aż koniuszek jego chuja dotykał Dave'a. Oddech Dave'a przyspieszył, jakby to było możliwe i jakby wiedząc, że Bro potrzebuje ponownego potwierdzenia, przytaknął.
Bro sięgnął dłonią w dół i powoli pchnął w Dave'a. Kiedy przełamał barierę, Dave wciągnął powietrze przez zęby, zagryzając dolną wargę. To, połączone z gorącem Dave'a otaczającym go, pozbawiło Bro rozumu. Wsunął się dalej, próbując robić to powoli, starając się powstrzymać swoją niecierpliwość i pożądanie.
Dave zajęczał cicho i zacisnął oczy. Bro położył dłonie pod jego mizernymi ramionami i przycisnął go do siebie.
- Hej, spokojnie - powiedział delikatnie. - Po prostu się rozluźnij, zaufaj mi.
Przyjemnie było to powiedzieć. Już dawno nie czuł winy; była zakopana pod przemożnym pożądaniem. Wiedział, że nadejdzie później, ale teraz go to nie obchodziło.
Pocałował Dave'a w ucho i objął go, trzymając blisko, kiedy wsunął się w niego do końca, a wtedy kompletnie się zatrzymał. Uczucie gorąca Dave'a wokół niego było niemalże nie do zniesienia. To było zbyt dobre. To nie powinno być takie dobre.
Bro czekał, kiedy Dave oddychał szybko w jego ramionach. Dłonią pogłaskał go po jego prostych, blond włosach, całując go delikatnie po szyi.
- Rozluźnij się, braciszku - powiedział łagodnie. - Dopiero wtedy będzie dobrze. Tylko się rozluźnij.
Dłońmi i palcami głaskał klatkę piersiową Dave'a, jego brzuch i boki. Pocierał jego brzuszek tak jak zawsze i wtedy Dave zaczął się rozluźniać. Kącik ust Bro uniósł się do góry w uśmiech. Właśnie dlatego to było takie świetne. Dlatego, że go znał. Znał Dave'a jak nikogo innego; a Dave znał Bro.
Kiedy Bro poczuł, że Dave był gotowy albo najbardziej gotowy, jaki mógł być; oparł się dłońmi o łóżko i powoli wysunął się do połowy, zanim ponownie się wsunął.
- Ahh... ahhh! - krzyczał Dave, a to w połączeniu z uczuciem dającym wsuwanie się w niego, wysłało przez ciało Bro fale gorąca. Wycofał się i pchnął ponownie, próbując robić powolne ruchy. Przyjemność była oszałamiająca. Bro jęknął.
Zaczął przyspieszać. Zmienił kąt, żeby otrzeć się kutasem o prostatę Dave'a, a wtedy jego głowa opadła do tyłu, a jego oczy rozwarły się szeroko.
- O Boże! - powiedział. Zachęcony Bro zrobił tak jeszcze raz. Dave krzyknął przez zaciśnięte zęby.
- Ffffuck! - krzyczał, a Bro uśmiechnął się do siebie, kiedy zaczął wbijać się w niego porządnie.
- Cholera, Dave - powiedział.
- Zamknij się! - wykrzyczał w odpowiedzi. - Też jęczysz.
Coś w jego sprzeczce z Dave'em sprawiło, że Bro poczuł się bardzo dobrze. To było takie normalne. Takie... właściwe.
- Ta, ale nie ogłuszam sąsiadów - odparł. Dave przekręcił oczami i zaśmiał się.
- Po twojej minie widzę, jak ci się to podoba - powiedział.
Zamiast odpowiadać, Bro wbij się mocno w Dave'a pod idealnym kątem, wywołując u niego płakliwy krzyk. Uśmiechnął się i zrobił to jeszcze raz, i jeszcze raz, a jego serce biło wściekle, kiedy to, co robili, rzuciło go mentalnie na kolana.
Sięgnął dłonią w dół i złapał za trzon Dave'a. Dave jęczał i łkał, kiedy Bro zaczął mu obciągać. Jego oddech stał się cięższy i szybszy. Zaczął bujać biodrami, chociaż zupełnie bez rytmu i wzoru. Było to bardzo niezgrabne i trochę nędzne, ale Bro naprawdę to nie obchodziło. Przyjdzie czas na nauczenie Dave'a dobrego seksu. W tym momencie był po prostu rozpalony.
Dave zatrząsł się, zakwilił i doszedł. Widok i uczucie, jakie to przyniosło, doprowadziły Bro prawie do szczytu. Zacisnął palce na biodrach Dave'a i zaczął się wsuwać cholernie mocno, a Dave łapał pod nim z trudem powietrze, różne dźwięki uciekały z jego ust przy każdym oddechu. Wszystko stało się w pośpiechu, przyjemność go przymiażdżyła, kiedy doszedł wbijając palce w skórę Dave'a, kiedy świat wokół wirował.
Wtedy świat zwalił się na ziemię. Zmysły Bro powróciły od razu, ale już było za późno. W przerażeniu chciał wysunąć się z Dave'a jak najszybciej, ale skrzywdziłby go. Zmusił się więc do powolnych ruchów. A wtedy spojrzał mu w twarz.
Dave był oszołomiony. Bro ściągnął z siebie gumkę i rzucił ją na podłogę. Złapał też koszulkę, żeby zetrzeć spermę z brzucha Dave'a. Czuł się, jakby ścierał czekoladowe lody z jego policzka, ale nie do końca. Bro wyciągnął się obok niego na łóżku i leżał.
- Cholera - powiedział Dave. Jego całą twarz pokrywał rumieniec, a włosy były w tragicznym nieładzie.
Poczucie winy. Poczucie winy sięgało go z każdej strony. Zamknął oczy. To się nie stało. To nie mogło się stać... nie było tak przyjemnie jak było.
- Jestem dupkiem - powiedział. Dave usłyszał, jak jego głos się zatrząsł. Głos Bro się do cholery zatrząsł. Myślał, że się tego wyzbył.
- Bro, serio, nie jest tak źle.
Właśnie zabrał dziewictwo Dave'a. Tak, było tak źle.
Dave podgramolił się do niego i oparł głowę na jego klatce piersiowej. Bro nie był fanem przytulania się po seksie; zazwyczaj tego nienawidził. Ale teraz było inaczej. Trzymał już Dave'a w ramionach, nawet milion razy, a teraz mógłby być już i milion pierwszy raz. Co z tego, że nie był.
Objął ramionami swojego małego brata i przycisnął go do siebie. Miał do powiedzenia milion rzeczy, rzeczy, które powinien był powiedzieć, rzeczy, które potrzebował powiedzieć. Ale wszystkie wydawały się żałosne, kiedy formowały się na jego wargach; wszystkie wydawały się być takie puste, bezcelowe. Nie ważne, co by teraz powiedział, nie mógł cofnąć czasu. A wszystko, co chciał powiedzieć najbardziej, było najbardziej jałowym stwierdzeniem ze wszystkich:
Przepraszam.