poniedziałek, 16 września 2013

ZUWTP: PROLOG

Prezentuję Wam prolog przyjemnego opowiadanka - nie jest jakoś nadambitne, ale spodobało mi się. Po ang brzmi lepiej, więc naruszyłam treść "trochę bardziej", niż sądziłam, że powinnam; ale w końcu dopiero zaczynam bawić się w tłumacza, ne? ~ Zapraszam ^^

***

Ciężkie kropelki wody uderzały o chodnik, spływały na pobocze i ulicę. Pod ich wpływem gruba, jasnobrązowa kurtka zmieniła swój kolor na czarny, mocząc przy tym jej właściciela. Ten zanurkował szybko w jedną z alejek, w której ludzie opierali się o ściany pobliskich budynków, by schronić się przed bezlitosną matką naturą. Młody miał już dość, właśnie mijał piąty dzień, od którego zaczęło bezustannie padać w połowie lipca.
Chłopak pośpieszył alejką, zanim zanurzył się w mały zakątek z zewnętrznej strony budynku, gdzie pod metalowym dachem i tekturowymi ścianami ukrywała się dziewczyna. Usiadł na mokrym materacu, zaciągając plastikowe pokrycie ich przybudówki. Woda ciągle spływała przez szczeliny ich prowizorycznego domu do środka. Zielonooki chłopak naprawdę miał dość siedzenia w deszczu.
- Mam już tego dość, Mikasa! - krzyknął, krzyżując w złości ręce na piersi, patrząc na swoją młodszą siostrę. Siedziała tam bez ruchu, nie poruszając żadnym mięśniem, a miała ich dużo; były dobrze zarysowane pod gołą skórą i widoczne spod małego, czarny topu, na tyle dużego, by zakryć jej klatkę piersiową i tak samo ciasnych, czarnych spodni ledwo zasłaniających jej kolana. Wyrosła z tych ubrań kilka lat temu, ale to było wszystko, co miała; może poza czerwonym, ciepłym szalikiem, który zawsze nosiła owinięty wokół szyi.
- Uspokój się, Eren. Wszystko będzie dobrze - zapewniła zdenerwowanego chłopaka, pochylając się w prawo, by wyciągnąć z plastikowej torby bochenek chleba. - Wygrałam wystarczająco dużo, by kupić nam trochę chleba. Bierz. - Mikasa trzymała brata za policzek przed wepchnięciem mu pieczywa do ust. Zrobiła to po trochu żeby go nakarmić, po trochu by uciszyć, ale nic to nie dało.
Eren wyciągnął chleb z ust.
- Nie, nie będzie dobrze! Walczysz z tymi wściekłymi kolesiami, ryzykując swoje życie, a masz z tego ledwo na chleb. A ja odwalam te głupie prace, które w ogóle się nie opłacają! Musimy coś zrobić! - zapłakał, biorąc duży gryz bochenka we frustracji. Przełknął go szybko, wtedy usiadł na kolanach, kontynuując: - Nie chcę już, żebyś kiedykolwiek walczyła! Wyciągnę nas z tego bagna - obiecał, zanim chwycił chleb i wyszedł z ich "domu". Zabluźnił, kiedy jeszcze bardziej zmókł, w furii niemal zapomniał o tym, że na dworze padało.
Zielonooki szedł bez celu przez mocno oświetlone ulice, zupełnie nie zwracał uwagi na to, gdzie zmierzał. Żuł trochę nieświeży chleb, prąc wściekły przed siebie. Kiedy przeżuł ostatni kawałek, zatrzymał się, by zlustrować swoje otoczenie. Jasne i kolorowe neonowe znaki błyskały niemal irytująco, oświetlając ulice. Było to znaczniej milsze sąsiedztwo od tego, w którym mieszkał, ale Eren i tak nie chciałby tu żyć.
Spacerując dalej, zauważył dystrykt oświetlony na czerwono. Striptizerki i napaleni starcy wydawali się być tu jedynymi przechodniami i Eren poczuł się nie na miejscu. Patrzył na biznes ubijany na jego oczach. Wysoka blondynka ubrana jedynie w stringi, ciasny top i wysokie szpilki wzięła parę banknotów od starca, którego twarz była jasnoczerwona i w pełni zadowolona. Kilka myśli o obrzydliwym mężczyźnie przeszło przez głowę Erena, dopóki nie zauważył, jak dużo dziewczynie właśnie wręczono do ręki.
Doskoczył do niej i złapał za ramię, patrząc na zielone w jej pięściach. Obróciła się zszokowana i strzepnęła jego rękę. Oh, była o wiele silniejsza, niż myślał.
- Kim ty jes...?
Eren ledwo zauważył, że głos pochodzący od skąpo ubranej kobiety właściwie należał do mężczyzny.
- Ile właśnie dostałaś? - Jego oczy były skupione na forsie, którą szybko wsunęła za tasiemkę jej... no tak, stringów. Przebieraniec zlustrował chłopca, mając nadzieję, że nie jest złodziejem.
- Um... cztery stówy... dzieciaku, wszystko w porządku? - Jego brwi ściągnęły się, a pot spłynął po twarzy. Wyglądał na zdeterminowanego... lub zapartego - nie potrafił tego stwierdzić. Eren spojrzał w stronę budynku, z którego wyszła prostytutka. Stamtąd obserwował ich mężczyzna w garniturze z cygarem w ustach. Omijając prostytutikę, podszedł do niego ze stanowczą miną.
- Jesteś właścicielem tego miejsca, staruszku?
- Ta. Masz problem, dzieciaku?
Eren wymusił uśmieszek.
- Pozwól mi tu pracować. - Mężczyzna w garniturze zamrugał, wyciągając z ust cygaro.
- Huh? Spieprzaj stąd. Nie potrzebujemy tu dzieci.
- Nie jestem dzieckiem, mam 18 lat! Pozwól mi tu pracować! - Eren błagał, łapiąc mężczyznę na koszulę i ściągając go do kontaktu wzrokowego. Jego zielone oczy pociemniały i ze złości, i z podekscytowania. Po chwili mierzenia się wzrokiem mężczyzna przymknął oczy i oderwał chłopaka od swojej koszuli.
- Dobra, chodź, gówniarzu - zabrał go do budynku i Eren nie mógł opanować zachwytu. Na scenie stały dwie tancerki - kobieta i mężczyzna. Oboje nosili długie, czarne peruki, stringi i wysokie szpilki. Tancerz miał na sobie złote nakładki z frędzelkami na sutki, kobieta była w pełni odkryta. Oboje zbierali masę banknotów z widowni. Nieprzyjemny uśmieszek pojawił się na jego twarzy; nie mógł przestać myśleć o tym, jak bardzo poprawiłaby się sytuacja jego i Mikasy, gdyby te wszystkie pieniądze, które te świnie tak rozrzucały, trafiły w ich ręce.
Tak, bylibyśmy bogaci. Tylko spójrz na te wszystkie zielone banknociki. Nawet jeden już wystarczyłby na pokój w hotelu. Pomyśl, co by było, gdybyś mógł je wszystkie wziąć. Eren zachłysnął się. Zakręcę tymi wszystkimi frajerami tak, że będą moje. Wygram je.
 - Wygram je wszystkie!

1 komentarz:

  1. Awwww!!
    Nie mogę się już doczekać kolejnej notki. Tak mało jest polskich opowiadać SnK, że aż mną trzepie, żeby dowiedzieć się co będzie dalej! xD

    OdpowiedzUsuń