Droga Zuziu, dedykuję Ci one-shota :D
Fandom: Supernatural
Pairing: Dean Winchester/Castiel
Ostrzeżenia: pierwszy raz, PWP, mokre sny, frottage, ocieranie się, dzielenie łóżka.
Oryginał: "Dean Doesn't Listen to Eurythmics"
Dean i Cas dzielą łóżko. Zaczyna się platonicznie, ale wtedy przechodzi to w coś innego.
Napisane dla spnkind_meme, "Łaska Castiela znika i teraz ten musi spać, Dean przegrywa w "papier, kamień i nożyce" i musi dzielić z nim łóżko, w środku nocy Castiel ma mokry sen."
Wszystkiemu był winien Sam.
- Nożyce, Dean, naprawdę? - powiedział, robiąc najbardziej nieszczerą na świecie minę, mającą wyrażać sympatię. To była w sumie ostatnia rzecz, jaką powiedział mu Sam przez resztę nocy, bo Dean był zbyt poirytowany, żeby przeprowadzić z nim jakąkolwiek rozmowę. Tylko jednym uchem przysłuchiwał się bratu, kiedy ten tłumaczył Casowi, jak użyć szczoteczki do zębów, umyć się, zmienić ubrania.
Dean zrobił to samo - umył zęby, wziął prysznic, przebrał się - jako część relaksującego rytuału zwiastującego koniec dnia, ale przeminęło to jakoś niewyraźnie, świat Deana był skupiony głównie na jego epickiej irytacji. Był tak skupiony, że nawet po długiej rozmowie, serii argumentów, grze w "kamień, papier, nożyce" i typowej rutynie z nowym dodatkiem do ich duetu w tej ich nomadycznej dziurze, niekoniecznie dotarło do Deana, co naprawdę miało się stać, dopóki nie odwrócił się, żeby wsunąć się do pokoju i zobaczyć Castiela siedzącego na krawędzi jego łóżka.
- Nie chciałbym, żebyś czuł dyskomfort z mojego powodu, Dean - powiedział ostrożnie Cas.
Przez chwilę Dean naprawdę zapomniał o dyskomforcie, bo Cas praktycznie tonął w ubraniach Sama. Dekolt był tak szeroki, że groził odsłonięciem całego ramienia, a jego ręce wyglądały na jeszcze drobniejsze w wielkich rękawach. Wyglądał też na bardzo zmartwionego, co, Dean musiał przyznać, nie było fair, bo wcale nie było tak, że Cas chciał stawać się z każdym dniem coraz bardziej ludzki. Nie było tak, że Dean i Sam mogli przewidzieć, że akurat dziś Cas nagle się u nich zjawi i powie, że jest zmęczony, i po pięciu minutach zacznie zasypiać, doprowadzając do tego, że Sam zaproponuje mu nocleg. Był tylko jeden haczyk - dlatego, że mieli tylko dwa łóżka, ktoś musiał spać razem.
- Wszystko jest w porządku - Dean westchnął. - Po prostu... lubię mieć własną przestrzeń, ale to już wiesz.
Cas przytaknął, wpatrując się w łóżko, jakby po cichu rozkazywał mu, żeby się poprawnie zachowywało.
- Postaram się pozostać na mojej stronie.
Dokładnie to zrobił, wsuwając się pod pościel - wyglądał przy tym na zszokowanego doznaniami, kiedy wtulał się w nią z zadowoloną miną - i ostrożnie zajmując swoje miejsce po swojej stronie materaca. Kiedy przyszła kolej na Deana, pozostało między nimi dużo wolnej przestrzeni, ale wtedy Dean popełnił błąd i spojrzał na Casa, który oczywiście musiał się prosto na niego gapić.
Castielowi zdarzało się stać przy nim zdecydowanie bliżej, ale jedną rzeczą było gapienie się w pionie i w pełni ubranym, a drugą było robienie tego w pozycji horyzontalnej i pod jednym zestawem koców. Dystans mniejszy niż 30 centymetrów był tu zdecydowanie za mały.
- Skończ - warknął Dean. Skrzywił się na ostrość swojego tonu, ale Cas nie wydawał się tym przejmować. Jedynie przewrócił się na plecy i zaczął gapić w sufit.
- Musisz zamknąć oczy - powiedział Sam, który wciąż chodził po pokoju. Cas od razu usłuchał.
Usłyszeli szelest pościeli, a wtedy jak Sam wsuwał się samotnie w swoje miłe, puste łóżko. Dean nie obserwował go, bo był zbyt zajęty patrzeniem na Casa - kulturalnemu ułożeniu splecionych palców na piersi, zdeterminowanemu skrzywieniu brwi - kiedy ten starał się wykonać tę nową, ludzką czynność bez wsparcia ze strony instrukcji lub praktycznej demonstracji.
- Musisz się zrelaksować - wyszeptał Dean. - Przestań myśleć.
- Jak przestaje się myśleć? - spytał Cas, nie otwierając oczu. Jego rzęsy były bardzo długie. Dean nigdy wcześniej tego nie zauważył, bo zawsze był zajęty byciem obserwowanym.
- Czy wy, no nie wiem, nie medytujecie albo coś? Może szukacie wewnętrznego spokoju?
Głowa Casa poruszyła się w przerwanym przytaknięciu. Dean patrzył na regularne ruchy jego klatki piersiowej, które zwolniły, kiedy linie wokół jego oczu wygładziły się, a usta lekko rozchyliły. Każdemu nieświadomemu wydechowi towarzyszyło delikatnie westchnienie.
Dean cieszył się, że Cas mógł zaczerpnąć trochę odpoczynku, ale byłby pieprzonym kłamcą, gdyby powiedział, że nie martwił się tym, że Cas stał się wystarczająco ludzki, żeby musieć spać.
Kilka godzin później Dean obudził się z wargami przyciśniętymi do jego szyi. Ciepły oddech ogrzewał jego skórę.
Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie, do kogo należały owe usta, a kiedy to się stało, był w pełni rozbudzony.
Wina Sama. To była wina Sama.
Ta, winą Sama było to, że pewne 180 centymetrów pysznie pachnącego nie-do-końca-anioła przyciskało się do Dean'a tak, że było mu ciepło, przyjemnie i nie miał szans ucieczki. Ręce Casa otaczały jego klatkę piersiową jak żadna inna kotwica, a jego dłonie spoczywały tuż pod brodą Deana. Kiedy Dean eksperymentalnie spróbował się poruszyć, ogarnął, że to noga Casa znajdowała się między jego nogami. Skóra nagich goleni Deana ocierała się o inną owłosioną, kościstą łydkę.
- Cas - Dean wyszeptał pilnie. Jedynie przerażenie powstrzymywało go przed zrzuceniem z siebie Casa. Prawdę mówiąc, uczucie innego ciała owiniętego wokół jego było całkiem zajebiste, poza tym, że to ciało należało do bardzo dobrego przyjaciela, który się na to gówno nie pisał. Dean wiedział, że będzie niezręcznie, a Dean naprawdę tego nie chciał, bo ta niezręczność mogła z łatwością zdegradować "bardzo dobrego przyjaciela" do "już nigdy nie spojrzę ci w oczy".
- Dean - wyszeptał Cas i Dean niemal westchnął z ulgą, dopóki nie poczuł, jak Cas przylgnął do niego jeszcze bliżej, wbijając palce w jego koszulę, kiedy nogami owijał się ciaśniej wokół niego. Dean próbował się jakoś wycofać, jednak jedyne, co osiągnął, zanim Cas znów do niego przylgnął, było wizualne potwierdzenie tego, że ten naprawdę spał.
Dean gapił się w sufit, zastanawiając się, co takiego (ostatnio) zrobił, że zasłużył sobie na w połowie upadłego anioła wciskającego swoją nocną erekcję w jego udo. To właśnie erekcja wbijała się w jego bok, chyba, że Sam wypchał wcześniej shorty Casa laską kiełbasy.
- Cas - syknął Dean. - Cas, musisz...
Cas wydał z siebie delikatny, zadowolony dźwięk, którego Dean nigdy wcześniej u niego nie słyszał. Dean nie wiedział, że Cas mógł wydać z siebie taki dźwięk, więc był oszołomiony słysząc go tak blisko swojej brody, w dodatku zakończonego cichymi sapnięciami przyjemności. Cas ocierał się o jego szyję, wypracowując ciałem subtelny rytm, dzięki któremu kutas Casa był w płynnym kontakcie z ciałem Deana.
Deanowi przyszło do głowy, że Cas powiedział jego imię.
Jego imię.
- Cas? - powiedział niepewnie.
- Dean - odpowiedział Cas niewyraźnie, jednak było oczywiste, co powiedział.
Nie było sensu w zaprzeczaniu, że Dean był podniecony, w końcu hello, 180 centymetrów pysznie pachnącego nie-do-końca-anioła ocierającego się o jego biodro i praktycznie jęczącego jego imię. Z szacunkiem dla dotychczasowego doświadczenia seksualnego Deana, było to coś kompletnie nowego, nie wspominając już o zagrożeniu statusu "bardzo dobrego przyjaciela" i nie miał piekielnego pojęcia, jak to wszystko załatwić, żeby niczego epicko nie spieprzyć.
Wtedy o Boże, Cas przesunął się wystarczająco wysoko, że jedynie przemoczona warstwa ubrania oddzielała jego kutasa od pasa Deana. Dean zacisnął oczy, ośmielając się oddychać wyłącznie przez usta, kiedy z poczuciem winy rozkoszował się ucierającym się o niego gorącem i wilgocią przeciekającą przez materiał na spotkanie z jego skórą.
Niezaprzeczalnie, Cas sapał teraz w szyję Deana, a jego delikatne, urywane oddechy rozbrzmiewały za głośno w cichym pokoju.
Dean syknął, kiedy Cas ponownie poruszył nogą, a solidny ciężar jego uda oparł się o erekcję Deana. Nieważna była warstwa ubrań, która ich dzieliła, ale ten nacisk, który obiecywał słodką ulgę w niedalekiej przyszłości, więc Dean się o nie otarł. Cas wydawał się wiedzieć, co to było i co to znaczyło, ponieważ zaczął intensywnie bujać biodrami, poruszając się na tyle mocno, że impetem zapraszał do wspólnego ruchu ciało Deana.
Dean wolał błagać o przebaczenie później, bo teraz trzymał Casa, oplatając go ramionami i zaciskając nogi wokół krnąbrnego uda Casa. Jego biodra poruszały się same, zachęcane zadowolonymi odgłosami Casa. To zwykłe obcieranie się siebie wystarczyło, by rozkręcić Deana, szybko zbliżając go do orgazmu, który w ogóle nie był w planach na tę noc.
Najwyraźniej ruszali się całkiem intensywnie, bo Dean mógł wyczuć dokładny moment, w którym bokserki Casa zsunęły się w dół, a główka jego penisa wychyliła się spod nich i przylgnęła do nagiej skóry Deana. Ten zwykły kontakt był bardziej niż podniecający, urywane pchnięcia Casa zostawiały za sobą wilgotne ślady na pasie i brzuchu Deana.
- O Boże, Cas - syknął Dean.
Coś uległo zmianie. Dean nie był wystarczająco skołowany, żeby nie zauważyć, że nagle zmienił się rytm Casa. Wciąż ocierał się o niego desperacko, ale ruchy były niezdarne i urywane, brakowało im wcześniejszej płynności. Dean obrócił głowę i był wystarczająco pewny tego, że oczy Casa były szeroko rozwarte w zdziwieniu.
- Dean, ja... - Cas brzmiał na tak cholernie poniżonego, że Dean nie miał innego wyboru, jak obrócić się i uciszyć go pocałunkiem.
Nawet bardzo dobrym pocałunkiem, bo ich pierwszym. Był głęboki, i mokry, i zdesperowany. Usta Casa były słodkie jak miód, a Dean badał je głęboko językiem. W czasie gdy rozpraszał tym Casa, ściągnął z nich shorty i splótł ich nagie nogi.
Dean połknął głośniejsze sapnięcie Casa, uśmiechając się tylko, kiedy Cas odnalazł dłońmi jego plecy i wczepił się w nie, jakby zależało od tego jego życie.
Z gardła Casa uszedł głęboki dźwięk, wibracja dotarła aż do ust Deana i nagle dochodził niechlujnie i mokro na brzuch Deana. Dean oderwał się od jego miękkich ust, pozwalając im na nabranie kilku oddechów, kiedy Cas przygryzał swoją wargę, kwiląc cichutko.
Dean pocierał nosem brodę Casa, a ciało pod nim powoli się rozluźniało.
Pierwszy, ostrożny dotyk dłoni Casa na erekcji Deana sprawił, że zesztywniał w zdziwieniu. Kiedy spojrzał na Casa, ten wyglądał na zadowolonego i rozluźnionego po orgazmie, ale kiedy owinął wokół Deana palce i zaczął pewnie poruszać ręką, w jego minie była ta znajoma determinacja. Naprawdę, doprowadzenie Deana do szczytu nie miało prawa zająć dużo czasu, jego mózg wyłączał się z przyjemności, a nikt nie mógł oskarżyć go o to, że nie mógł wytrzymać długo, kiedy tonał w ciemnej intensywności oczu Casa. Casa, który zdawał się chłonąć i zapamiętywać każdą sekundę z tego, jak Dean sięgał ku rozkoszy.
Dłonie Casa pieściły go później i głaskały, ignorując pot i brud.
Z trzęsącymi się rękoma, Dean opadł na niego, ciężko oddychając, ale Cas wydawał się nie mieć nic przeciwko temu.
- Przepraszam, że nie zostałem po swojej części łóżka - wyszeptał.
Dean spojrzał na niego. Cas naprawdę wyglądał, jakby mu było przykro, ale widział w tym iskrę nadziei, jakby miał nadzieję, że może nie był to po prostu zwykły fuks.
Nie, to nie był żaden fuks.
- Możesz kraść moją część łóżka, kiedy tylko chcesz - odpowiedział, mając nadzieję, że na razie to wystarczy. Sądząc po subtelnym uśmiechu Casa, tak było.
(- O mój Boże - wymamrotał Sam, wbijając głowę jeszcze głębiej pod poduszkę. Geez, dlaczego po prostu nie zaproponował wzięcia drugiego pokoju?)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Destiel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Destiel. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 25 stycznia 2016
Dean nie słucha Eurythmics
Niesamowita
Dżumaka
6 komentarzy:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
One-shot,
Supernatural,
tłumaczenie
sobota, 20 grudnia 2014
Sekretarz: Dogrywka
Cas zostaje zawieszony i dostaje klapsy.
Sześć miesięcy później
- Cas, przyjdź do mojego gabinetu.
Dean odkłada słuchawkę i uśmiecha się. Już rozpiął górny guzik koszuli, więc kręci szyją i rozluźnia bardziej krawat.
Nasłuchuje, czuje, Cas wchodzi do środka. Ale Dean nie spogląda na niego, po prostu pozwala mu tam stać, kiedy powolnie odpina i wyciąga spinki ze swoich francuskich mankietów.
- Podejdź tu - mówi i słyszy, jak Cas cicho zbliża się do jego biurka. Dean wpatruje się w samotną kartkę, leżącą na środku blatu.
- Jestem tobą bardzo rozczarowany, Cas - wzdycha i spogląda na swojego sekretarza. Jego pełne wargi już lekko drżą. Dean mocniej marszczy brwi i potrząsa głową.
- Oczekiwałem od ciebie więcej. - Odkłada spinki na bok i wstaje, by stanąć obok niego, opierając się o biurko twarzą do drzwi.
- Co to jest? - Kładzie opuszkę palca wskazującego tuż pod czerwoną linią szpecącą nieskazitelną kartkę papieru.
- To błąd, proszę pana. - Ochrypłe słowa unoszą się w powietrze wraz z kuszącym zapachem śluzu. Dean zaciska dłonie, by odzyskać panowanie nad sobą. Mógłby w tej chwili zerżnąć Casa na biurku, zupełnie jak tuzin razy wcześniej, ale nie chce tego, jeszcze nie teraz.
Od kiedy Cas pokazał mu film z Jamesem Spaderem i tę betą, naprawdę seksowną foczką, czekał na idealną okazję na odtworzenie go specjalnie dla swojego partnera.
- Czy toleruję błędy, Cas? - Dean krzyżuje ręce na piersi i unosi brew.
- Nie, proszę pana. - Cas nie ma odwagi spojrzeć na niego, ale Dean może sobie wyobrazić, jak ciemne muszą być teraz te przepiękne, niebieskie oczy.
- To się nie powtórzy. - Dean napina szczękę, kiedy jego kutas puchnie na kolejną dawkę zapachu słodkiego śluzu. Przełyka ślinę z trudem i stara się skupić.
- Nie, nie powtórzy się, Cas. Dopilnuję tego - mówi Dean, warcząc przy tym. Wie, jak Cas za tym szaleje.
Dean rozciąga ręce i ustawia je tak, by Cas mógł widzieć, jak umyślnie, bez pośpiechu podwija rękawy, zupełnie jakby miał na to całą noc, a jego kutas nie posyłał go do piekła za ciągłe siedzenie w spodniach.
- Myślę, że musisz wyciągnąć wnioski ze swojego błędu, Cas. - Podciąga rękawy wyżej, napinając i rozluźniając przedramiona, kiedy Cas oddycha głęboko. Oboje wąchają się nawzajem, kiedy Cas robi się mokry, a w Deanie budzi się chęć dominacji. Gabinet będzie śmierdział jutro jak pieprzony burdel, ale Deanowi to zupełnie nie przeszkadza.
- Zdejmij spodnie - chrypi do ucha Casa, odpychając się od biurka, by stanąć za omegą.
Dean widzi rumieniec rozchodzący się po jego szyi, czuje ciężki zapach śluzu, kiedy ten szpera przy klamrze paska.
W końcu go rozpina, zsuwa spodnie na podłogę i wierci się w slipkach.
- To też. - Dean sunie palcem po elastycznej gumce.
Cas wciąga ze świstem powietrze i ściąga je, powoli zsuwając je po krągłościach jego tyłka, póki nie upadają do jego kostek. Dean słyszy, jak kutas Casa zostaje uwolniony, widzi mokrą plamę na jego bieliźnie, a kuszący zapach wpływa do jego nosa i skręca się w mózgu. Potrójne uderzenie w jego zmysły powoduje, że musi zacisnąć zęby i złapać się mocno za kutasa, żeby powstrzymać się przez przeleceniem Casa tu i teraz.
Bierze głęboki oddech i staje przy Casie.
- Połóż dłonie na biurku, Cas. - Ten umieszcza dłonie po obu stronach kartki.
- Rozszerz nogi.
Cas rozstawia je i pochyla głowę - tak posłuszny, tak perfekcyjny.
- Teraz chcę, żebyś przeczytał mi to na głos. - Dean przysuwa się do niego niepostrzeżenie. Pozwala poczuć Casowi swoją erekcję naciskającą na jego bok, kiedy zaczyna czytać. Dean unosi dłoń i uśmiecha się.
- Drogi panie Selfridge, zgodnie z... - Cas nagle przerywa i wydaje z siebie sapnięcie, kiedy Dean uderza otwartą dłonią w jego tyłek. Odgłos głośnego klapsa wędruje wprost do krocza Deana, który czuje sączącą się strugę preejakulatu. Dean pociera dłonią po jędrnym kawałku mięśni, które tak dobrze zdołał poznać, kiedy Cas znów zaczyna czytać.
- Zgodnie z moją wcześniejszą... - Dean pochyla się nad nim, dając mu klapsa w drugi pośladek. Przez chwilę podziwia sposób, w jaki tyłek Casa podskakuje, zanim robi to ponownie.
Dean nie przestaje, póki Cas nie kończy czytać całego listu, włącznie z literówką, której znalezienie zajęło Deanowi tygodnie.
Tyłek Casa zdążył przybrać śliczny, wiśniowy kolor. Deanowi przemyka myśl o zrobieniu mu zdjęcia, ale ma już wiele fotografii Casa w sytuacjach i pozach, na które większość ludzi zapłonęłaby głębokim, czerwonym rumieńcem. Dean sunie dłonią po rozgrzanym, mięsistym pośladku i szepcze kojące dźwięki.
Wciąż trzyma dłoń na jego tyłku, kiedy sięga drugą za siebie i odpina klips trzymający szelki ze spodniami. Łapie elastyczny pas w biało-niebieskie paski pasujące do oczu Casa i rzuca go na felerny list.
- Było dobrze, Cas. - Dean sunie dłonią po jego plecach, obserwuje, jak drżą pod koszulą. - Moim zdaniem zasłużyłeś na nagrodę. - Bierze szelki w dłonie i popycha Casa, by leżał płasko na blacie. Gdy delikatnie krzyżuje jego ręce na plecach, Cas nie walczy z nim, posłusznie łączy nadgarstki i wzdycha. W końcu to jego nagroda.
Dean zawija szelkę kilka razy wokół jego dłoni, aż trzyma między nadgarstkami ich rozdwojony koniec i zawiązuje supeł. Nie jest to jego najładniejsze dzieło (ma ich zdjęcia), ale węzeł spełnia swoje zadanie.
Cofa się o krok i podziwia widok. Śliczny, różowy tyłek Casa wypięty tuż nad jego biurkiem i skrępowane na plecach ręce. Jest tak mokry, zapach śluzu pędzi przez powietrze, by przyciągnąć Deana do jego źródła, zupełnie jakby ciągnął go za kołnierz.
Dean uśmiecha się i przylega do Casa, przyciskając do niego biodra i pocierając kutasem o rower jego tyłka, by ten poczuł, jak twardy już jest. Cas wygina się w jego stronę, szalejąc. Nie wiadomo, który z nich jest przez to bardziej podniecony. Dean chce usłyszeć jego błagania, te wszystkie słodkie dźwięki, które z niego uciekają gdy zapomina o powściągliwości.
Jednym, płynnym ruchem zsuwa się na kolana. Cas jęczy głucho, kiedy zdaje sobie sprawę z zamiarów swojego alfy. Dean kładzie dłonie po obu stronach ciepłego tyłeczka Casa i rozszerza jego pośladki, dopóki nie ma przed sobą cudnej, różowej dziurki, zarumienionej i błyszczącej, praktycznie puszczającej mu oczko na powitanie. Potrząsa głową. Zawsze uderza go, jak cholernie śliczny Cas jest tam na dole - jak jego śluz niesamowicie błyszczy, kiedy spływa po jego jądrach, a ciasny, mały krąg, dający mu tyle szczęścia, pręży się przed nim. Przyciska do niego usta, czerwieniąc się. Sunie czubkiem języka wokół niej, lekkim ssaniem ust chłonie śluz Casa, więc może go poczuć na swoim języku. Jego kutas jest tak twardy, że zaczyna boleć.
Cas smakuje tak dobrze, słodko i bogato. Dean nigdy nie zasmakował w życiu czegoś lepszego. Łatwiej mu odmówić pustych kalorii, kiedy może wcisnąć tu twarz, kiedy tylko ma na to ochotę.
Wyciąga język i wsuwa go głęboko w omegę. Piękne jęki Casa wypełniają jego biurko, kiedy trzyma w nim swój język i obraca w nim z szeroko otwartymi ustami. Mruczy o jego dziurkę w zadowoleniu, że to jest tak kurewsko dobre, bo Cas cholernie uwielbia to, co właśnie mu robi.
- O Boże, proszę pana, proszę, - Dean mruczy na to trochę głośniej i zatacza językiem powolne koło, - czy mogę dojść, proszę pana? - Fraza nigdy się nie zestarzeje, za każdym razem z kutasa Deana zaczyna cieknąć. Dean szepcze wilgotne, brudne:
- A-cha - nie zamierza przestać, żeby powiedzieć mu: "tak", co Cas rozumie, ponieważ kilka sekund później Dean może poczuć, jak mięśnie Casa spinają się wokół jego języka, słodki zapach jest wszędzie, a sperma zaczyna spływać po biurku Deana.
Ostatnio zużywają bardzo dużo papierowych ręczników.
Cas dalej jęczy i trzęsie się, kiedy Dean wstaje. Spodnie bez szelek zsuwają się z niego, nie przejmuje się też zdjęciem bokserek - zsuwa je wystarczająco nisko, by wyciągnąć chuja i wsunąć go w mokry, drgający uścisk.
Wsuwa palce między szelki związane na nadgarstkach Casa i ciągnie za nie, unosząc go tak, by było mu niewygodnie, ale go nie zranić.
- Cas, jesteś dla mnie tak cholernie dobry. - Wbija się w niego, przewracając oczami za każdym wsunięciem. - Dochodzisz, kiedy chcę, rozkładasz się na moim biurku jak niegrzeczna, mała dziwka. - Cas zaciska się wokół niego tak mokry i ciasny , że Dean nie wytrzyma długo.
- Dobrze się zajmuję moją suczką, prawda, Cas? Sprawiam, że dla mnie dochodzisz, trzepię ci w pracy tak, jak tego chcesz. - Dean wysuwa się o kilka centymetrów i pociąga jego nadgarstki do góry, podziwiając cudny łuk pleców jego omegi, kiedy stara się wygiąć z powrotem bez uszkodzenia ramion.
- Prawda, Cas? - Wysuwa się z niego o kolejne centymetry, kiedy ten łka.
- Tak, proszę pana. - Jego głos załamuje się, czuć w nim nutę desperacji, gdy Dean wciąż trzyma go całego naprężonego.
- Chcesz tego, Cas? Chcesz mojego kutasa związanego w tobie, malutki? - Cas kręci się pod nim i skomli:
- Tak, proszę pana.
Dean może poczuć pot zbierający się na swojej brwi, trzęsienie dłoni.
- Powiedz to, Cas. - Wbija palce w elastyczną taśmę i potrząsa nim. W odpowiedzi Cas kwili i odchyla głowę.
- Tak, proszę, kurwa, proszę pana, proszę, zrób to, proszę, proszę, proszę... - ostatnie słowo zamiera w długim, błagalnym skomleniu, tak zdesperowanym, że Dean obawia się, że Cas wystawiłby sobie bark, żeby tylko dostać się do jego grubego chuja.
Przyciska ręce Casa do jego pleców. Kiedy wsuwa się w niego, odchyla głowę do tyłu i wbija się w niego raz po raz, czuje, że zaczyna warczeć - jest to nieposkromiony impuls, który pokochał wraz z Casem.
- Tak. Cholernie. Idealny - Dean mruczy Casowi do ucha, pochylając się nad nim. Zagłębia się w niego jak najmocniej i dochodzi, czując znajomy ucisk na jego napuchniętego kutasa, kiedy Cas otwiera się dla niego, bierze go tak, jakby tylko po to był stworzony. Dean wie, że zrobią to jeszcze tysiące razy i za każdym razem będzie pod wrażeniem tego, jak dobrze się przy tym czuje, jak idealnie jest znakować swoją własność. Jęczy nisko i całuje na ślepo ucho Casa.
- Cholernie cię kocham, Cas. Wiesz o tym?
Cas wzdycha i zaciska się na nim.
- Tak, proszę pana.
<-- Pierwsza część
Sześć miesięcy później
- Cas, przyjdź do mojego gabinetu.
Dean odkłada słuchawkę i uśmiecha się. Już rozpiął górny guzik koszuli, więc kręci szyją i rozluźnia bardziej krawat.
Nasłuchuje, czuje, Cas wchodzi do środka. Ale Dean nie spogląda na niego, po prostu pozwala mu tam stać, kiedy powolnie odpina i wyciąga spinki ze swoich francuskich mankietów.
- Podejdź tu - mówi i słyszy, jak Cas cicho zbliża się do jego biurka. Dean wpatruje się w samotną kartkę, leżącą na środku blatu.
- Jestem tobą bardzo rozczarowany, Cas - wzdycha i spogląda na swojego sekretarza. Jego pełne wargi już lekko drżą. Dean mocniej marszczy brwi i potrząsa głową.
- Oczekiwałem od ciebie więcej. - Odkłada spinki na bok i wstaje, by stanąć obok niego, opierając się o biurko twarzą do drzwi.
- Co to jest? - Kładzie opuszkę palca wskazującego tuż pod czerwoną linią szpecącą nieskazitelną kartkę papieru.
- To błąd, proszę pana. - Ochrypłe słowa unoszą się w powietrze wraz z kuszącym zapachem śluzu. Dean zaciska dłonie, by odzyskać panowanie nad sobą. Mógłby w tej chwili zerżnąć Casa na biurku, zupełnie jak tuzin razy wcześniej, ale nie chce tego, jeszcze nie teraz.
Od kiedy Cas pokazał mu film z Jamesem Spaderem i tę betą, naprawdę seksowną foczką, czekał na idealną okazję na odtworzenie go specjalnie dla swojego partnera.
- Czy toleruję błędy, Cas? - Dean krzyżuje ręce na piersi i unosi brew.
- Nie, proszę pana. - Cas nie ma odwagi spojrzeć na niego, ale Dean może sobie wyobrazić, jak ciemne muszą być teraz te przepiękne, niebieskie oczy.
- To się nie powtórzy. - Dean napina szczękę, kiedy jego kutas puchnie na kolejną dawkę zapachu słodkiego śluzu. Przełyka ślinę z trudem i stara się skupić.
- Nie, nie powtórzy się, Cas. Dopilnuję tego - mówi Dean, warcząc przy tym. Wie, jak Cas za tym szaleje.
Dean rozciąga ręce i ustawia je tak, by Cas mógł widzieć, jak umyślnie, bez pośpiechu podwija rękawy, zupełnie jakby miał na to całą noc, a jego kutas nie posyłał go do piekła za ciągłe siedzenie w spodniach.
- Myślę, że musisz wyciągnąć wnioski ze swojego błędu, Cas. - Podciąga rękawy wyżej, napinając i rozluźniając przedramiona, kiedy Cas oddycha głęboko. Oboje wąchają się nawzajem, kiedy Cas robi się mokry, a w Deanie budzi się chęć dominacji. Gabinet będzie śmierdział jutro jak pieprzony burdel, ale Deanowi to zupełnie nie przeszkadza.
- Zdejmij spodnie - chrypi do ucha Casa, odpychając się od biurka, by stanąć za omegą.
Dean widzi rumieniec rozchodzący się po jego szyi, czuje ciężki zapach śluzu, kiedy ten szpera przy klamrze paska.
W końcu go rozpina, zsuwa spodnie na podłogę i wierci się w slipkach.
- To też. - Dean sunie palcem po elastycznej gumce.
Cas wciąga ze świstem powietrze i ściąga je, powoli zsuwając je po krągłościach jego tyłka, póki nie upadają do jego kostek. Dean słyszy, jak kutas Casa zostaje uwolniony, widzi mokrą plamę na jego bieliźnie, a kuszący zapach wpływa do jego nosa i skręca się w mózgu. Potrójne uderzenie w jego zmysły powoduje, że musi zacisnąć zęby i złapać się mocno za kutasa, żeby powstrzymać się przez przeleceniem Casa tu i teraz.
Bierze głęboki oddech i staje przy Casie.
- Połóż dłonie na biurku, Cas. - Ten umieszcza dłonie po obu stronach kartki.
- Rozszerz nogi.
Cas rozstawia je i pochyla głowę - tak posłuszny, tak perfekcyjny.
- Teraz chcę, żebyś przeczytał mi to na głos. - Dean przysuwa się do niego niepostrzeżenie. Pozwala poczuć Casowi swoją erekcję naciskającą na jego bok, kiedy zaczyna czytać. Dean unosi dłoń i uśmiecha się.
- Drogi panie Selfridge, zgodnie z... - Cas nagle przerywa i wydaje z siebie sapnięcie, kiedy Dean uderza otwartą dłonią w jego tyłek. Odgłos głośnego klapsa wędruje wprost do krocza Deana, który czuje sączącą się strugę preejakulatu. Dean pociera dłonią po jędrnym kawałku mięśni, które tak dobrze zdołał poznać, kiedy Cas znów zaczyna czytać.
- Zgodnie z moją wcześniejszą... - Dean pochyla się nad nim, dając mu klapsa w drugi pośladek. Przez chwilę podziwia sposób, w jaki tyłek Casa podskakuje, zanim robi to ponownie.
Dean nie przestaje, póki Cas nie kończy czytać całego listu, włącznie z literówką, której znalezienie zajęło Deanowi tygodnie.
Tyłek Casa zdążył przybrać śliczny, wiśniowy kolor. Deanowi przemyka myśl o zrobieniu mu zdjęcia, ale ma już wiele fotografii Casa w sytuacjach i pozach, na które większość ludzi zapłonęłaby głębokim, czerwonym rumieńcem. Dean sunie dłonią po rozgrzanym, mięsistym pośladku i szepcze kojące dźwięki.
Wciąż trzyma dłoń na jego tyłku, kiedy sięga drugą za siebie i odpina klips trzymający szelki ze spodniami. Łapie elastyczny pas w biało-niebieskie paski pasujące do oczu Casa i rzuca go na felerny list.
- Było dobrze, Cas. - Dean sunie dłonią po jego plecach, obserwuje, jak drżą pod koszulą. - Moim zdaniem zasłużyłeś na nagrodę. - Bierze szelki w dłonie i popycha Casa, by leżał płasko na blacie. Gdy delikatnie krzyżuje jego ręce na plecach, Cas nie walczy z nim, posłusznie łączy nadgarstki i wzdycha. W końcu to jego nagroda.
Dean zawija szelkę kilka razy wokół jego dłoni, aż trzyma między nadgarstkami ich rozdwojony koniec i zawiązuje supeł. Nie jest to jego najładniejsze dzieło (ma ich zdjęcia), ale węzeł spełnia swoje zadanie.
Cofa się o krok i podziwia widok. Śliczny, różowy tyłek Casa wypięty tuż nad jego biurkiem i skrępowane na plecach ręce. Jest tak mokry, zapach śluzu pędzi przez powietrze, by przyciągnąć Deana do jego źródła, zupełnie jakby ciągnął go za kołnierz.
Dean uśmiecha się i przylega do Casa, przyciskając do niego biodra i pocierając kutasem o rower jego tyłka, by ten poczuł, jak twardy już jest. Cas wygina się w jego stronę, szalejąc. Nie wiadomo, który z nich jest przez to bardziej podniecony. Dean chce usłyszeć jego błagania, te wszystkie słodkie dźwięki, które z niego uciekają gdy zapomina o powściągliwości.
Jednym, płynnym ruchem zsuwa się na kolana. Cas jęczy głucho, kiedy zdaje sobie sprawę z zamiarów swojego alfy. Dean kładzie dłonie po obu stronach ciepłego tyłeczka Casa i rozszerza jego pośladki, dopóki nie ma przed sobą cudnej, różowej dziurki, zarumienionej i błyszczącej, praktycznie puszczającej mu oczko na powitanie. Potrząsa głową. Zawsze uderza go, jak cholernie śliczny Cas jest tam na dole - jak jego śluz niesamowicie błyszczy, kiedy spływa po jego jądrach, a ciasny, mały krąg, dający mu tyle szczęścia, pręży się przed nim. Przyciska do niego usta, czerwieniąc się. Sunie czubkiem języka wokół niej, lekkim ssaniem ust chłonie śluz Casa, więc może go poczuć na swoim języku. Jego kutas jest tak twardy, że zaczyna boleć.
Cas smakuje tak dobrze, słodko i bogato. Dean nigdy nie zasmakował w życiu czegoś lepszego. Łatwiej mu odmówić pustych kalorii, kiedy może wcisnąć tu twarz, kiedy tylko ma na to ochotę.
Wyciąga język i wsuwa go głęboko w omegę. Piękne jęki Casa wypełniają jego biurko, kiedy trzyma w nim swój język i obraca w nim z szeroko otwartymi ustami. Mruczy o jego dziurkę w zadowoleniu, że to jest tak kurewsko dobre, bo Cas cholernie uwielbia to, co właśnie mu robi.
- O Boże, proszę pana, proszę, - Dean mruczy na to trochę głośniej i zatacza językiem powolne koło, - czy mogę dojść, proszę pana? - Fraza nigdy się nie zestarzeje, za każdym razem z kutasa Deana zaczyna cieknąć. Dean szepcze wilgotne, brudne:
- A-cha - nie zamierza przestać, żeby powiedzieć mu: "tak", co Cas rozumie, ponieważ kilka sekund później Dean może poczuć, jak mięśnie Casa spinają się wokół jego języka, słodki zapach jest wszędzie, a sperma zaczyna spływać po biurku Deana.
Ostatnio zużywają bardzo dużo papierowych ręczników.
Cas dalej jęczy i trzęsie się, kiedy Dean wstaje. Spodnie bez szelek zsuwają się z niego, nie przejmuje się też zdjęciem bokserek - zsuwa je wystarczająco nisko, by wyciągnąć chuja i wsunąć go w mokry, drgający uścisk.
Wsuwa palce między szelki związane na nadgarstkach Casa i ciągnie za nie, unosząc go tak, by było mu niewygodnie, ale go nie zranić.
- Cas, jesteś dla mnie tak cholernie dobry. - Wbija się w niego, przewracając oczami za każdym wsunięciem. - Dochodzisz, kiedy chcę, rozkładasz się na moim biurku jak niegrzeczna, mała dziwka. - Cas zaciska się wokół niego tak mokry i ciasny , że Dean nie wytrzyma długo.
- Dobrze się zajmuję moją suczką, prawda, Cas? Sprawiam, że dla mnie dochodzisz, trzepię ci w pracy tak, jak tego chcesz. - Dean wysuwa się o kilka centymetrów i pociąga jego nadgarstki do góry, podziwiając cudny łuk pleców jego omegi, kiedy stara się wygiąć z powrotem bez uszkodzenia ramion.
- Prawda, Cas? - Wysuwa się z niego o kolejne centymetry, kiedy ten łka.
- Tak, proszę pana. - Jego głos załamuje się, czuć w nim nutę desperacji, gdy Dean wciąż trzyma go całego naprężonego.
- Chcesz tego, Cas? Chcesz mojego kutasa związanego w tobie, malutki? - Cas kręci się pod nim i skomli:
- Tak, proszę pana.
Dean może poczuć pot zbierający się na swojej brwi, trzęsienie dłoni.
- Powiedz to, Cas. - Wbija palce w elastyczną taśmę i potrząsa nim. W odpowiedzi Cas kwili i odchyla głowę.
- Tak, proszę, kurwa, proszę pana, proszę, zrób to, proszę, proszę, proszę... - ostatnie słowo zamiera w długim, błagalnym skomleniu, tak zdesperowanym, że Dean obawia się, że Cas wystawiłby sobie bark, żeby tylko dostać się do jego grubego chuja.
Przyciska ręce Casa do jego pleców. Kiedy wsuwa się w niego, odchyla głowę do tyłu i wbija się w niego raz po raz, czuje, że zaczyna warczeć - jest to nieposkromiony impuls, który pokochał wraz z Casem.
- Tak. Cholernie. Idealny - Dean mruczy Casowi do ucha, pochylając się nad nim. Zagłębia się w niego jak najmocniej i dochodzi, czując znajomy ucisk na jego napuchniętego kutasa, kiedy Cas otwiera się dla niego, bierze go tak, jakby tylko po to był stworzony. Dean wie, że zrobią to jeszcze tysiące razy i za każdym razem będzie pod wrażeniem tego, jak dobrze się przy tym czuje, jak idealnie jest znakować swoją własność. Jęczy nisko i całuje na ślepo ucho Casa.
- Cholernie cię kocham, Cas. Wiesz o tym?
Cas wzdycha i zaciska się na nim.
- Tak, proszę pana.
<-- Pierwsza część
Niesamowita
Dżumaka
Brak komentarzy:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
Supernatural,
tłumaczenie
piątek, 14 listopada 2014
Sekretarka: Nowy Pracownik
Fandom: Supernatural - Nie z tego świata
Pairing: Destiel, Dean Winchester/Castiel Novak
Ostrzeżenia: dom/sub, nawiązania do s4e17, sekretarki, zależności alfa/beta/omega, cykl płciowy/ruja, knotting, seks na biurku, dirty talk, brak zabezpieczeń, klapsy, lekki bondage, szelki, seks publiczny, znakowanie, publiczne znakowanie, rimming.
Oryginał: "The Secretary"
Napisane na rzecz kink meme prompt. Świat na podstawie odcinka "It's a Terrible Life". Nowy sekretarz Deana Smitha doprowadza go od tygodni do szaleństwa swoim naturalnym posłuszeństwem, wiecznie potarganymi włosami i tym przeklętym zapachem. Więc gdy Castiel zapomina wziąć swoich supresantów i idzie z rują do biura, Dean po prostu nie potrafi się już powstrzymać i znakuje go na biurku w sposób oszalały i zaborczy.
Dean zamierza usiąść, ale zauważa na biurku porzuconą teczkę.
- Och, Cas, zapomniałem o jednej.
Pairing: Destiel, Dean Winchester/Castiel Novak
Ostrzeżenia: dom/sub, nawiązania do s4e17, sekretarki, zależności alfa/beta/omega, cykl płciowy/ruja, knotting, seks na biurku, dirty talk, brak zabezpieczeń, klapsy, lekki bondage, szelki, seks publiczny, znakowanie, publiczne znakowanie, rimming.
Oryginał: "The Secretary"
Napisane na rzecz kink meme prompt. Świat na podstawie odcinka "It's a Terrible Life". Nowy sekretarz Deana Smitha doprowadza go od tygodni do szaleństwa swoim naturalnym posłuszeństwem, wiecznie potarganymi włosami i tym przeklętym zapachem. Więc gdy Castiel zapomina wziąć swoich supresantów i idzie z rują do biura, Dean po prostu nie potrafi się już powstrzymać i znakuje go na biurku w sposób oszalały i zaborczy.
Dean nie je węglowodanów od 8
dni, kiedy uderza go ten zapach.
Dlaczego wykładają śniadaniowe
wypieki akurat w środę? Nikt nie powinien spożywać tyle rafinowanego cukru.
Dean przewraca oczami. Mija
zaplecze z latte na odtłuszczonym mleku w jednej ręce i teczką przewieszoną przez drugą.
Właśnie zasiada za biurkiem,
kiedy pan Adler wsuwa głowę do jego biura.
- Masz chwilę, Dean? – Dean
uśmiecha się, przytakuje głową i modli się, żeby ominęła go jedna z tych
godzinnych rozpraw o synchroniczności, o której jego szef lubi się rozwlekać.
Ma pracę do wykonania.
- Świetnie, naprawdę świetnie,
Dean. – Dean zamyka jeszcze email, kiedy Adler wkracza do pokoju. Kiedy odrywa
wzrok od ekranu, Adler stoi przy jego biurku i nie jest sam.
Za jego plecami stoi, wyglądający na wstydliwego, młody mężczyzna. Nerwowo mruga swoimi niebieskimi, rozwartymi oczyma i bawi się krawatem. Jego spodnie są schludnie wyprasowane,
ale włosy wyglądają jak po dwóch rundach ze wściekłym szopem. Dean może sobie
wyobrazić, jak mężczyzna przeczesuje je palcami w nerwowym nawyku i jak skubie
wargi, co widać na pierwszy rzut oka. Ktoś powinien go zapoznać z pomadką ochronną.
- Dean, to Castiel Novak, twój
nowy sekretarz.
Mężczyzna uśmiecha się do Deana
i macha dłonią, zanim złącza ją za plecami z drugą i momentalnie kieruje wzrok
na podłogę.
Dean wie, jak ważne są dobre
relacje z pomocnikami, więc wstaje i podchodzi do mężczyzny. Stawia krok, zanim dociera do niego ten zapach. Jezu. Dean
czuje, jak gardło mu się zaciska, a usta wilgotnieją. Swędzenie pod skórą sprawia,
że zanim zdaje sobie z tego sprawę, ciągnie palcem za kołnierz koszuli.
Śniadanowie wypieki, na
pieprzonego chuja, myśli.
Zatrudnili omegę?
Na twarzy Adlera widnieje ten nędzny uśmiech, gdy papla o kolejnym powiększeniu firmowej rodziny. Dean ledwo go słucha, gdy ściska z Castielem
dłonie.
Jego skóra jest tak delikatna. Dean przeciąga uścisk o
dodatkową sekundę.
- Castiel, Dean Smith. Dyrektor
Sprzedaży i Marketingu. Będziesz podlegać mu bezpośrednio. – Adler szczerzy
się, jakby wynegocjował właśnie pokój na świecie.
Dean musi przyznać, że
postawienie omegi na tak wysokim szczeblu jest genialnym ruchem piar* dla
urozmaicenia profilu Sandover. Ale Adles - beta i pieprzony fiut - nie jest
zmuszony go wąchać.
- Castiel, witaj w zespole –
Dean waha się lekko, wymawiając jego imię. Ciężko wypowiedzieć nowe słowo, gdy
wyobrażasz sobie swojego chuja w czyichś ustach.
- Dziękuję, panie Smith –
Castiel uśmiecha się do Deana, a jego oczy rozszerzają lekko, gdy wciąga powietrze nosem. – Większość ludzi mówi mi Cas, jeśli to jakieś ułatwienie.
Jego wzrok ponownie pada na
podłogę, jeszcze zanim kończy mówić. Dean obserwuje, jak malutka kropelka potu
formuje się na łuku jego szczęki, tak mała, że nikt, oprócz Deana i jego
chorego wzroku, nie byłby w stanie jej dostrzec. Dean zastanawia się, jakby się
czuł, gdyby jego język przebiegł przez kość, by ją zlizać.
Och, niedobrze, myśli,
gryząc wnętrze policzka. Potrzebuje tej pracy i ostatnią rzeczą, której
chce to jakiś nieporządany, biurowy romans. Nigdy nie miał się za
wielbiciela omeg, chociaż zawsze lubił brunetki.
Jeśli potrafił przetrwać
trzy tygodnie na soku z cytryny, komasie ryżowej i botwinie, z pewnością
potrafił powtrzymać się przed niebieskooką eau du porno**.
- Cóż, Cas, jestem pewny, że
będziesz świetnym dodatkiem do zespołu. – Dean unosi brwi na Adlera, mając nadzieję, że zrozumie aluzję i pozwoli mu wrócić do pracy.
- Dziękuję, proszę pana. – Cas szybko
na niego spogląda, a Dean uchwyca, jak oblizuje językiem te spierzchnięte
wargi.
- Nie… - Dean zamierza
powiedzieć Casowi, że nie musi zwracać się do niego per ,,panie”, nigdy nie lubił ceremonialności, zamiast tego jedynie się uśmiecha. – Tylko nie pozwól Adlerowi zanudzić cię na
śmierć. Mam dla ciebie dużo pracy.
Cas uśmiecha się do niego, gdy
Adler dramatycznie przekręca oczyma i pokazuje Deanowi kciuki. Dean odwzajemnia
się, mając nadzieję, że nie wygląda na zbyt rozdrażnionego.
Dean patrzy, jak omega podąża
za Adlerem, próbując nie śledzić wzrokiem jego zgrabnych, krągłych bioder, kiedy
wychodzi z pomieszczenia.
Pieprzony Adler.
*
*
Cas udowadnia, że jest perfekcyjnym sekretarzem: skromnym, ledwo zauważalnym i
wydajnym. Jest spostrzgawczy, zwracając uwagę na to, jaką kawę lubi Dean i
jakiej firmy wodę preferuje (butelka wolna od BPA, artezyjska- dobrze
przefiltrowana).
Przedsiębiorstwo prowadzi wykłady z wrażliwości na molestowanie seksualne, co zupełnie nie ma wpływu na chodzące
kadzidło o zapachu erekcji, które codziennie przetacza się przez biuro Deana.
Nawet bety wydają się być na niego wrażliwe, chociaż nie mają pojęcia, jak złe skutki mogłoby to mieć.
Dean rzadko zazdrości betom,
ale zastanawia się, czy jego dni upływałyby spokojniej, gdyby nie był tak
przeczulony na punkcie Casa. Nie chodzi tylko o tę woń odparowanej viagry. Dean
potrafi powiedzieć, kiedy ten jest zmęczony, kiedy smutny, kiedy zjadł coś
słodkiego na śniadanie.
Cas ewidentnie potrafi to samo,
jego zdolność w przewidywaniu potrzeb Deana przekracza granice intuicji. I
zawsze jest taki potulny, nieśmiale wsuwa głowę do jego
biura lub zerka na niego krótko przez te pieprzone rzęsy.
Dean zawsze chwalił się za walkę ze
stereotypami alfy, zachowując spokój i myśląc głową - nie chujem. Ale jest
pewna część natury, której nie potrafi się wyprzeć.
Cas jest tak uległy, a Dean ma dobrze ukryty pięcioterabajtowy dysk wypełniony porno, który może spokojnie potwierdzić, jak bardzo
Dean lubi brunetów o wielkich oczach i przepięknych ustach, wołających o
zerżnięcie.
Och, jest źle, pomyślał Dean, kiedy obciągał sobie rano pod prysznicem, wybrażając sobie Casa mówiącego: „Tak, proszę pana” na każdą zachciankę Deana. A Dean chciał zrobić Casowi bardzo, bardzo złe rzeczy.
Och, jest źle, pomyślał Dean, kiedy obciągał sobie rano pod prysznicem, wybrażając sobie Casa mówiącego: „Tak, proszę pana” na każdą zachciankę Deana. A Dean chciał zrobić Casowi bardzo, bardzo złe rzeczy.
Dean wie, że droga do stołka
regionalnego wiceprezesa nie jest usłana pieprzeniem się z sekretarzem, więc
stara się nie wpatrywać w biodra Casa, kiedy wchodzi do jego biura.
Cas niesie stertę raportów ze
sprzedaży w jednej ręcę i kawę Deana w drugiej. Stawia kawę na biurku.
- Czy to wszystko, proszę pana?
Jest jeszcze jedna rzecz – ,,proszę pana".
Dean nadal nie zadał sobie trudu poprawieniem
Casa i nie jest pewny, czy tego chce.
- Tak, Cas, to już wszystko.
Dean patrzy, jak Cas przekłada teczki w dłoniach.
- Powinienem je dokończyć do popołudnia, proszę pana. – Cas uśmiecha się wstydliwie i
odwraca, by wyjść. Dean zamierza usiąść, ale zauważa na biurku porzuconą teczkę.
- Och, Cas, zapomniałem o jednej.
Cas obraca się z powrotem do
Deana tak gwałtownie, że w pośpiechu upuszcza dwie teczki. Klęka, by je
podnieść w tym samym momencie, co Dean podchodzi do niego, żeby podać mu
kolejną.
- Och, proszę pana, przepraszam, jaka
ze mnie niezdara.
Cas zbiera dokumenty
zdenerwowany, więc Dean chce mu pomóc.
- Cas, nic się nie stało. – Cas
przerywa i podnosi wzrok na Deana.
Dean ma zamiar pochylić się i pomóc, ale na widok Casa zastyga w miejscu.
Rumieni się, jego policzki
pokrywają śliczne wypieki, włosy są potargane jak zawsze, twarz jest zwrócona w
stronę Deana z lekko rozchylonymi wargami.
Dean raz przeczytał artykuł o
bólu fantomowym w amputowanch kończynach. Układ nerwowy nigdy nie odbiera
wiadomości, że, powiedźmy, ręki już nie ma i ludziom powraca czucie w
kończynach, których nie mają od lat.
Dean może ich zrozumieć, bo może
przysiąc, że czuje, jak przeczesuje palcami włosy Casa, jakie byłby delikatne, ale
nadal wystarczająco grube, żeby mógł dobrze za nie złapać. Niemal może poczuć,
jak przyciąga tę piękną buzię do swojego krocza, jak ciepły oddech przechodzi
przez jego importowane spodnie z wełny merino, a idealne, stworzone do
zerżnięcia usta suną wzdłuż długości jego kutasa.
Dean może poczuć to wszystko, pomimo stalowej woli trzymającej jego dłonie po jego bokach. Może także
poczuć, jak twardnieje. Dean jest pewny, że wykładowca molestowania seksualnego
miałby coś teraz do powiedzenia, szczególnie, że twarz Casa jest niecałe pół
metra od jego krocza.
Cas najwyraźniej nie ma nic do
powiedzenia na ten temat, chociaż wpatruje się w rosnące wybrzuszenie w
spodniach Deana, jakby zawierało znaczenie
życia. Dean powinien się odwrócić i odwołać Casa, przebiec 5 kilometrów i wziąć
zimny prysznic. Jednak zbliża się o kilka centymetrów, wsuwając dłonie do
kieszeni, rozciągąc spodnie na boki.
Cas wciąga głośno powietrze,
niemal chwiejąc się, kiedy Dean podchodzi do niego bliżej. Dean też czuje
lekkie zawroty głowy, bo, słodka matko Cinnabonu***, ten zapach jest upajający,
ocieka słodkością i zaćmiewa wzrok Deana wizjami Casa na kolanach zupełnie jak
teraz, tylko nagiego, w obroży i mokrego od śluzu dla chuja Deana. I
kurwa, to to, prawda? Cas jest mokry, dlatego tak pachnie – jak karmelowa
heroina, w której Dean chce się utopić.
Dean rozwiera i zaciska dłonie, zagryzając swój polik. Myśli o mamie z Adlerem i tym razie, kiedy zobaczył,
jak wujek Rufus wychodzi spod prysznica. Myśli o czymkolwiek, co mogłoby powstrzymać
jego libido.
- Dziękuję ci, Cas, to
wszystko.
Dean przesuwa dłonią po włosach i odwraca się twarzą do biurka. Nie patrzy, jak Cas zbiera dokumenty i
odwraca się do wyjścia.
- Tak, proszę pana.
Och,
jest cholernie źle.
*
Dean decyduje, że potrzebuje
skierować dodatkowe pokłady energii w obniżanie procentowej zawartości tkanki
tłuszczowej i rytmu zatokowego. Nie oszczędza się przez dwa tygodnie i dodaje
do porannych ćwiczeń P90X.
To jedynie pogorsza wszystko,
przez ciągły głód jest bardziej podatny na zapach Casa. Nie spędził
tyle czasu na waleniu sobie konia od liceum.
Jednego dnia każe Casowi
zamówić mu sałatkę, dokładnie precyzując listę składników: szpinak, marchewki,
kiełki i surowe migdały.
Cas zostawia na jego biurku
torbę wraz z kombuczą, która ostatnio zasmakowała Deanowi. Dean kiwa mu głową w podziękowaniu, kiedy rozmawia przez słuchawkę Bluetooth i stara się
nie myśleć o tym, jak bardzo chce wyjeść tyłek Casa tak, żeby krzyczał, rozciągnąć go językiem i pokryć swoją twarz tym uderzającym do głowy śluzem.
Dean wciąż może poczuć jego zapach, jeśli spróbuje.
Dean wzdycha i otwiera sałatkę,
przerzucając krawat przez ramię. Podnosi widelec i zamierza zacząć jeść
dokładnie 400 kalorii surowych wartości odżywczych.
- No kurwa – jęczy. W jego
sałatce są pieprzone orzechy włoskie. Nie może ich jeść. Zamierza
wyciągnąć jeden po drugim, wyrzucić do kosza, a po pracy kupić
trochę surowych migdałów.
Zamiast tego czuje lekki impuls
przepływający przez niego, niebezpieczny, malutki pomysł, który powinien
naprawdę, naprawdę zignorować.
Dean podnosi słuchawkę biurowego telefonu:
- Cas, możesz tu przyjść?
Włosy Casa wyglądają na jeszcze
bardziej potargane niż zazwyczaj. Boże, zupełnie jakby dopiero co wyturlał się
z łóżka, myśli Dean. Skupia się na chwilę na obrazie – Cas cały spocony i oznakowany, sperma Deana spływająca w dół po jego udach…
- Cas, co to? – Cas patrzy na
orzechy włoskie na widelcu Deana.
- To orzechy włoskie. – Cas
wygląda jak jeleń w reflektorach.
- Zamawiałem orzechy, Cas? –
Cas oddycha szybciej, ruchy jego klatki hipnotyzują Deana.
- Nie, proszę pana. Bardzo przepraszam,
zaraz pójdę po nową. – Cas trzyma dłonie złączone za plecami, co zauważył Dean,
robi, kiedy jest zdenerwowany.
- Tak, pójdziesz, Cas. – Dean
mówi to na tyle cicho, że Cas musi podejść do jego biurka. – I ominie cię dziś
lunch.
Patrzy, jak usta Casa otwierają
się. Patrzy, jak jego źrenice rozszerzają się na delikatny rozkaz Deana. Dean
wie, że jego mina jest lustrzanym odbiciem tej Casa – napływające śliną usta,
kiedy wciąga do płuc ciężki, bogaty zapach śluzu, który uderza w jego nos i
płynie dalej żyłami wraz z wiedzą, że Cas jest mokry tylko od jego rozkazu.
Dean patrzy, jak Cas oblizuje
wargi, omijając go wzrokiem. Jego twarz płonie czerwienią, a sam pachnie tak
cholernie dobrze, że Dean zastanawia się nad swoim stanem psychicznym.
Dean przygryza szybko swoją
wargę. Głęboki wddech, który miał go uspokoić, jedynie pogorsza sytuację.
Kurwa, musi pozbyć się stąd Casa, zanim zrobi coś, czego będzie naprawdę
żałował.
- To wszystko, Cas. – Dean
wbija paznokcie w dłoń i patrzy, jak ten podnosi drżącymi dłońmi jego lunch.
- Tak, proszę pana – Cas mówi tak łagodnie, że Dean ledwo go słyszy, ale wcale nie osłabia to jego erekcji.
Jest
źle.
*
Dean po drodze do domu
zatrzymuje się w sklepie ze zdrową żywnością. Kiedy płaci za olej z pestek lnu
i sproszkowaną spirulinę, zauważa coś kątem oka w gablotce przy kasie.
Następnego dnia Dean pojawia
się w pracy 20 minut wcześniej, zatrzymując się przy uporządkowanym biurku
Casa, by zostawić na nim tubkę wiśniowej pomadki.
Kiedy Cas przynosi Deanowi jego
sałatkę na lunch, Dean zauważa, jak ten ściska wargi.
- Bardzo dobrze, Cas. – Dean
jest wynagrodzony kolejną dawką śluzu wywołującą u niego dreszcze wzdłuż kręgosłupa. Wyrzucając
zdrowy rozsądek za okno, pod stołem palcami masuje kutasa i patrzy, jak Cas
rumieni się i pociera swoje wargi.
- Dziękuję, proszę pana.
Dean otwiera sałatkę i myśli,
że będzie chociaż szczupłą kupką seksualnej frustracji.
*
Generalnie Dean unika zaplecza. Miejsce stanowi dietetyczny sabotaż, dodatkowo ma gównianą kawę.
Ale raz na jakiś czas musi obok niego przejść, jak dzisiaj, kiedy ma doręczyć papiery Celebowi z piaru, a Cas jest na
lunchu.
Dean wyczuwa to, zanim może
cokolwiek usłyszeć.
Znajdź
Casa znajdź Casa znajdź Casa krzyczy na niego mózg, a jego
włosy na karku stają, kiedy czuje, że Cas jest w tarapatach. Dean podąża za
nosem i czymś jeszcze, głębszą częścią siebie, aż na zaplecze.
Cas jest przyparty do ściany przez nachylającego się betę ubranego w żołtą koszulkę IT. Dean ma ten dział za rój beta-pszczółek przez te żółte koszulki i brak porządnego chuja na piętrze. Ten koleś
pasuje idealnie, wydrowaty popapraniec z przetłuszczoną
kitką i rzadką kozią bródką.
Dean widzi czerwień. Może on i Cas mają lekkie problemy z przestrzenią osobistą, ale nikt nie ma prawa być tak
blisko jego… sekretarza.
Dean zazwyczaj nienawidzi tej gównianej zaborczości alfy wypełnionej warkczeniem, ale teraz nie może jej powstrzymać, jakby zależało od tego jego życie. Warczy jak pit-bull, na tę małą sukę, która chciała dobrać się do jego partnera i nie ma nawet czasu, żeby to przemyśleć, ponieważ jest zbyt zajęty podjęciem decyzji, którym otworem ma
wyciągnąć wydrowatej suce płuca.
Dean przyszpila betę do ściany,
przedramieniem naciskając na jego szyję. Mężczyzna skowyczy, bo jest pierdoloną
suką i Dean zamierza rozerwać mu gardło zębami, a potem pieprzyć Casa z jeszcze gorącą
krwią na twarzy, i …
- Dean! – Cas próbuje go
odciągnąć i jest o wiele silniejszy niż wygląda, i to pierwszy raz, kiedy Cas wymawia jego imię.
Dean bierze urywany wddech i
walczy, by zebrać się do kupy. Próbuje przestać odsłaniać kły i, do kurwy, warczeć na
gościa, decydując się na wilczą wersję uśmiechu i niskie pomruki.
- Jeśli jeszcze raz na niego spojrzysz, będą wybierać ci zęby z
nerek, rozumiesz?
Dean puszcza betę, który łapię
się za szyję i walczy o powietrze.
- Sorry, ziomuś, nie
wiedziałem… - Czmycha z zaplecza, pozostawiając Deana sam na sam z Casem i nieprzyjemnym
uczuciem osiadającym mu w żołądku na świadomość tego, co właśnie się stało.
Dean wciąż czuje w uszach swoje szybkie tętno i
z rosnącym przerażeniem uświadamia sobie, że to nie jedyna pulsująca rzecz.
Spogląda na Casa, który wygląda
jakby to właśnie on był przed chwila rzucony o ścianę, cały zaczerwieniony, oddychający z trudem, wsparty o ladę. I jego zapach, kurwa…
Chociaż nie tylko Dean
podniecił się przez dokument Animal Planet, w którym właśnie zagrał.
- Cas, cholera… tak bardzo przepraszam. –
Dean sunie palcami przez włosy, próbując je wygładzić.
- Nie, proszę pana, w porządku, to
zdarza się ciągle… To znaczy, nie to przez cały czas, ale jestem przyzwyczajony do bycia… zaczepianym, w pewnym sensie to przez walkę o terytorium. – Dean uświadamia sobie, że po raz pierwszy Cas
wyraźnie powiedział mu coś o byciu omegą. – Mógłem sam sobie
poradzić, ale… Dziękuję. Był cholernym psycholem.
Nigdy też nie słyszał, żeby Cas
bluźnił, a nie pomaga to w opanowaniu szalejącego chuja Deana.
- Nie, Cas, to było całkowicie
niewłaściwe. Zupełnie zrozumiem, jeśli będziesz chciał zgłosić…
- Zgłosić? – Cas uśmiecha się
śmielej niż zazwyczaj, a jedyne, o czym może myśleć Dean to, to jak ślicznie
wtedy wygląda. – Powinienem postawić ci drinka. – Cas oblizuje wargi. – Proszę pana.
Obraca się i wychodzi z
zaplecza, pozostawiając za sobą zapach i poruszające się bezgłośnie wargi
Deana.
Jestem tak popierdolony. Dean
przełyka ciężko i stara się wrócić do biura bez przewrócenia czegokolwiek,
notując, że gdzieś po drodze zgubił spinkę do mankietu. Nie ma odwagi wrócić do
zaplecza, by jej poszukać, jeszcze zacząłby się ocierać o ladę, o którą opierał
się Cas.
Wydrowata, mała suko, lubiłem te spinki.
Następnego poranka Dean
wchodzi, by znaleźć na biurku spinkę, leżącą na samoprzylepnej
karteczce ze schludnie napisanym: „Dziękuję”.
*
Cas nigdy nie spóźniał się do
pracy, więc Dean jest zmartwiony, kiedy ten w końcu przychodzi o 10 rano. Dean
pisze do niego email, by sprawdzić, czy wszystko u niego w porządku.
Cas wchodzi do jego gabinetu 10
minut później, ale stoi w drzwiach.
- Czy mogę panu cokowiel przynieść?
- Czy mogę panu cokowiel przynieść?
Cas wygląda… inaczej. Gdyby nie
był Casem, Dean powiedziałby, że wygląda na naćpanego, ale to nie to. Wygląda niesamowicie, jego
oczy błyszczą nieziemskim błękitem, różowy rumień pokrywa jego twarz, a jego
włosy sterczą, jakby Dean właśnie przeleciał mu usta, trzymając się za nie. Bo Dean nie wyobrażał sobie tego małego scenariusza po stokroć.
- Cas, możesz tu wejść? – Dean
czuje, że musi przyjrzeć mu się lepiej, musi objąć go wzrokiem całego, dopóki
nie zapamięta każdego centymetra jego ciała, żeby móc wyobrazić sobie
lizanie wszystkich dobrych kawałków, kiedy później będzie sobie zwalał.
Cas waha się, wbijając palce w
framugę, jakby walczył z siłą przeciągającą go do Deana.
- Cas, wejdź tu – Dean wie, że
kłamstwem byłoby nazwanie tego zdania czymś innym niż rozkazem.
Cas oddycha z trudem, na jego
czole lśni pot, kiedy uśmiecha się do Deana.
- Tak, proszę pana.
Patrzy, jak Cas wchodzi do jego
gabinetu na kołyszących się nogach, kiedy podchodzi do jego biurka. Dean nie może
oderwać od niego oczu, wygląda tak cholernie pięknie, seksownie i uroczo, i o
pierdolony Jezusie Chrystusie ten zapach, zupełnie jakby się
o niego ocierał.
Dean rozluźnia krawat, bo kiedy
stało się tu tak cholernie ciepło? Szelki drapią go w ramiona, a jego usta
ciągle mokną i, jasna cholera, twardnieje. Co do kurwy dzieje się z Casem?
Cas zatacza się bliżej i może
pokonuje 5 centymetrów, zanim Dean w tej samej chwili traci nad sobą pieprzoną
kontrolę.
Nie ma innego sposobu, w którym
mógłby to opisać. Dean nigdy nie wszedł w ciężkie narkotyki, ale wie, że tak
właśnie odczuwa się działanie opiatów, wszystko ograniczone do chęci opiewania tej pieprzonej elektryczności ciała****. Cholera. Dean czuje, że mógłby sobie
wydłubać oczy, byleby dostać się do Casa.
Wstaje z krzesła tak szybko, że to wiruje. Skórzane siedzenie wciąż się obraca, kiedy Dean łapie Casa i przylega do niego, przyciskając każdy centymetr jego ciała do siebie tak mocno jak to
możliwe.
Cas pachnie jak niebo, jak
wszystko, czego Dean potrzebuje w życiu. Chwilę poświęca zanurzeniu twarzy we
włosach Casa tak, jak powstrzymał się przedtem z milion razy. Jest o wiele lepiej
niż kiedykolwiek to sobie wyobrażał.
- O Boże, Cas, do cholery – chrypi
Dean, usta uciekają z niego, kiedy jego dłonie badają każdy cal pleców Casa, a
jego usta zamykają się na tych Casa. Mocny nacisk tych pulchnych,
doskonałych warg o smaku wiśni jest milion razy lepszy niż to sobie wyobrażał
Dean. Cas jęczy w jego usta, wydając z siebie wysoki, gorliwy dźwięk, jakby błagał w desperacji o
Deana.
Jezu Chryste, ma ruję, Dean
nie sądził, że to się dalej zdarza, wie, że są na to pigułki, ale pierdolić je
– pierdolić do piekła, bo Cas powinien wyglądać tak cały czas. Jedyna komórka w
mózgu Deana, która nie jest skupiona na najszybszym sposobie zdjęcia minimalnej liczby ubrań wymaganej do pieprzenia się z Casem do jutra, stara
się zmusić Deana do skupienia się, przypomnienia sobie, że omegi nie myślą
trzeźwo w takim stanie. Dean próbuje, naprawdę próbuje.
- Cas, czy… - Przestanie
całowania go, oderwanie się od niego ust i mówienie boli. – Chcesz tego? – Dean
trzyma go tak mocno, Cas ledwo może oddychać, ale obraca twarz do Deana z tak
śmiertelnym wyrazem twarzy, że Dean boi się o swoje życie.
- Proszę pana… proszę – to trzy słowa wywarczane w najbardziej
desperackim, zwierzęcym tonie, jaki Dean może sobie wyobrazić. Cas trzęsie się
w jego ramionach, kiedy Dean poszukuje na ślepo dłońmi spodni omegi z ustami zamkniętymi na jego, kiedy Cas próbuje wylizać mu siłą pocałunków plomby.
Dean brnie na ślebo, zrzucając gówno z biurka tak szybko, jak tylko potrafi. Metalowe kulki kołyski Newtona***** pobrzękują o podłogę, kiedy Dean rozrywa - nie rozpina, rozrywa - zamek do spodni Casa.
Dean brnie na ślebo, zrzucając gówno z biurka tak szybko, jak tylko potrafi. Metalowe kulki kołyski Newtona***** pobrzękują o podłogę, kiedy Dean rozrywa - nie rozpina, rozrywa - zamek do spodni Casa.
Dean pcha ich do biurka, ssąc język Casa w swoich ustach po raz ostatni, zanim obraca go i przypiera do blatu. Spodnie Casa są spuszczone do kostek, ale wciąż ma na sobie majtki i Dean nienawidzi ich z całego serca.
- Jezus Maria, Cas – Dean drapie Casa w pośladki, w pośpiechu ściągając mu te pieprzone majtki. – sposób w jaki pachniesz, w jaki wyglądasz, cholera, chciałem cię już pierwszego dnia. – Dean przerywa na moment, kiedy ściąga bieliznę Casa wystarczająco, by wyeksponować jego dziurkę, woń jego śluzu przypływa, by otumanić Deana, zamglić jego wizję, kiedy wchodzi w tryb alfy.
Kiedy Dean wyobrażał sobie tę chwilę, nie śpieszył się powolnie rozbierał Casa, badając każdy jego centymetr, liżąc go, dopóki nie wiłby się i błagał Deana o wsadzenie w niego jego puchnącego chuja. Doprowadziłby Casa dwa, może trzy razy na szczyt, zanim by go zerżnął, sprawił, żeby ten się przed nim płaszczył na czworaka i ssał jego chuja, i pieprzył się palcami, kiedy Dean mówiłby mu, jaką śliczną i idealną suką jest.
Całe to gówno wylatuje przez panoramiczne okno biura, kiedy widzi Casa w takim stanie, z nagim tyłkiem i leżącego na jego biurku.
- Tak kurewsko mokry dla mnie, co nie? – Dean nie może się zebrać na zabranie dłoni z Casa na wystarczająco długo, by ściągnąć szelki, więc strząsa po kolei każdą, kiedy wolną ręką ściska mięso tyłeczka Casa, by rozszerzyć jego pośladki.
- Będziesz mój, Cas, oznakuję
cię w środku, dopóki wszyscy będą wiedzieli, do kogo należysz. – Dean posyła
guzik spodni w lot po pokoju, zamek jest rozpięty wystarczająco, by mógł
wyciągnąć przez nie swojego kutasa.
Dean zaciska dłoń wokół swojego
kutasa, druga już leży na biodrze i trzyma mocno biodro Casa,
kiedy ten obraca głowę na bok, przyciskając policzek do biurka, by sięgnąć
wzorkiem do Deana.
- Tak, proszę pana – jęczy Cas. Jego
usta są szeroko rozchylone, kiedy wygina plecy i do cholery prezentuje się Deanowi
i to do kurwy jest to. Dean opiera dłoń na karku Casa i wsuwa
się w niego tak powoli, jak tylko go na to stać, co oznacza dwa razy szybciej niż ma w
zwyczaju, ale nic tutaj nie jest już dla Deana znajome.
Oczywiście, że Dean wcześniej
uprawiał seks, nawet bardzo często, ale były to jedynie dziewczyny bety i ta jedna
alfa jeszcze na Stanfordzie. Lisa była pierdolonym zwierzęciem w łóżku, a Dean
niemal czuje się źle porównując ją do Casa, bo wszystko, co dotąd Dean myślał o
seksie to 7-up w szkle do szampana w porównaniu do tego. To nie ten sam pułap.
Cas jest taki ciasny, gorący
i mokry w środku, pomarszczony uścisk na chuju Deana wydaje się być za dobry,
by być prawdziwy. Cas oddycha pod nim z trudem i zaciska mocno palce na biurku, kiedy Dean zanurza się głębiej w swojego omegę.
- Tak cholernie ciasno Cas, ja
pierdolę – warczy Dean, pochylając się do przodu, by położyć na Casie swoje
dłonie i przylgnąć do jego pleców. – Robiłeś to kiedykolwiek wcześniej? – Myśl,
że Cas mógłby być dziewicą, nie powinna w teorii go tak ekscytować,
ale w praktyce jego chuj na to puchnął.
- Nie… - szepcze Cas, kiedy
Dean wbija się w niego. – Nie z alfą. – Dean czuje w piersi pomruk, zanim po
kilku sekundach orientuje się, że są jego. Śpiewa przez niego radosny dreszcz eksytacji, kiedy uderza biodrami wystarczająco mocno, by Cas skowyczał. Dean
jest pierwszym, jedyny chuj alfy, jaki Cas kiedykolwiek weźmie, warkot wypływa mu przez zęby,
kiedy zbliża się do szyi Casa…
- Jesteś mój, Cas, mój. – Dean
może usłyszeć, jak biurko trzęsie się pod nim, kiedy ora tyłek Casa. Cas
trzęsie się, pot przesiąka przez jego koszulę. – Chciałem cię tak kurewsko źle,
Cas, doprowadzałeś mnie do szaleństwa.
Cas wydaje z siebie coś, co brzmiałoby jak łkanie, gdyby nie to, że uśmiecha się i wygina plecy, jakby Dean mógł jeszcze w niego głębiej wejść.
- Zrobiłeś się mokry schodząc dla mnie na kolana, myślałeś, że nie zauważyłem? - Cas jęczy na to, a uścisk wokół chuja Deana staje się niemożliwie ciaśniejszy. – Wiem, czego potrzebujesz, Cas, zaopiekuję się tobą, malutki. – Dean liże Casa po tyle szyi, słona słodycz uderza go w język, kiedy Cas skomli i napiera na grubnący kutas. – Zrobię cię moją małą dziwką, moją idealną suczką.
Cas wydaje z siebie coś, co brzmiałoby jak łkanie, gdyby nie to, że uśmiecha się i wygina plecy, jakby Dean mógł jeszcze w niego głębiej wejść.
- Zrobiłeś się mokry schodząc dla mnie na kolana, myślałeś, że nie zauważyłem? - Cas jęczy na to, a uścisk wokół chuja Deana staje się niemożliwie ciaśniejszy. – Wiem, czego potrzebujesz, Cas, zaopiekuję się tobą, malutki. – Dean liże Casa po tyle szyi, słona słodycz uderza go w język, kiedy Cas skomli i napiera na grubnący kutas. – Zrobię cię moją małą dziwką, moją idealną suczką.
Dean jest wdzięczny za to, że
już pochyla się nad biurkiem, bo mógłby właśnie stracić przytomność,
kiedy słyszy, jak Cas wykrzykuje niespójną serię dźwięków i jasna
cholera, on dochodzi, zaciskając mocno kręgi mięśni na kutasie Deana jak imadło.
Dean nawet nie zauważa, że zacisnął zęby na jego karku, zanurzając w niego wiążące ich ugryzienie. Jednocześnie zapach nasienia Casa sprawia, że jego usta
wilgotnieją. Ślinienie się na czyjś kark nie był na liście najlepszego cholerstwa,
ale po tym kompletnie trafia do pierwszej dziesiątki rankingu.
Dean nie może oderwać zębów od Casa. Wie, że najprawdopodobniej powinien go całować, mówić, że zajmie
się nim na zawsze i nigdy nie zostawi, ale tak jest perfekcyjnie- dłońmi przyciska Casa do biurka, a warknięcie, którego nigdy wcześniej z siebie nie słyszał, płynie z jego klatki piersiowej do uwięzionej pod nim idelanej, kwilącej masy seksu.
Bardzo go to szokuje, tak intensywnie, że łapie dłoń Casa w
swoją i uderza nią o biurko, warczy jakąś nieskończoną, spiralną kombinację: ..Cas'', ,,mój" wraz z kurwami o szyję omegi, kiedy
dochodzi, krzycząc głosem wydartym z jakiejś głębszej części niego, która wie, że znakuje Casa na całe życie, maluje na biało od środka, żeby mogli zacząć razem świeżo i na nowo.
Cas mógł mówić: „Tak, proszę pana” pod
Deanem, ale wszystko, co może usłyszeć to pęd krwi w uszach i, co mógłby
przysiąc, jest biciem serca Casa, kiedy jego chuj pęcznieje w jego partnerze, wiążąć ich razem, gdy wypełnia go białą spermą i jękami, kiedy czuje,
jak Cas drga wokół niego, wzdychając w sycącym zmęczeniu.
Deanowi udaje się rozewrzeć szczęki i schować nos we włosach Casa, zamykając
oczy i wąchając go, kiedy porusza biodrami z każdą falą spermy.
Dean wciąż czuję się odurzony, kiedy słyszy pukanie do drzwi i trzaska szyją, by pokazać zęby
intruzowi, jakiemuś nowu z IT. Dean rozszerza nozdrza i warczy, kiedy czuje
jego zapach, wydaje się, że w końcu zatrudniono tu alfę – patykowatego,
wysokiego mężczyznę z oklapłymi włosami i lisimi oczyma, które powiększają się,
kiedy gapi się i zatacza na zapach unoszący się w powietrzu.
- To zły moment – Deanowi udaje
się zazgrzytać zębami. Przed zabiciem kolesia powstrzymuje go tylko spuchnięty
kutas zawiązany w tyłku Casa.
- Uch, ta, widzę, ja tylko,
wow, um, to, ta, dobrze. – Alfa powoli postawił krok do tyłu. – Ja tylko, um,
zamknę drzwi, jakby nigdy nic się nie stało, ok? – Potrząsa głową i zamyka za
sobą drzwi, kiedy wycofuje się, nie odwraca ze strachu oczu od Deana.
Dean słyszy, jak Cas śmieje się
cicho i oczyszcza to jego umysł na tyle, że też może się zaśmiać.
- Cóż, to było… - sapie Cas.
- Ta. – Palce Deana wciąż są
zaciśnięte na dłoni Casa, więc ściska ją. – Cas… co się stało?
- Ja, um, zapomniałem wziąć
tabletek? – odpowiada niepewnie Cas, a Dean już wie, co mu odpowiedzieć.
- Cholernie nienawidzę – Dean całuje go w bok
szyi, – tych tabletek. – Składa kolejny pocałunek na tyle jego szyi tuż nad
siniakiem, który zaczyna się formować. – Miałem na myśli wszystko, Cas, tak
bardzo cię chciałem.
- Ta, dokładnie wszystko? – Cas
przekręca szyję i wzdycha, kiedy Dean ssie jego małżowinę w ustach. – Nawet ostatnią
część, przez którą spuściłem ci się na biurko? - Cas stęka, gdy Dean go
podgryza. – Proszę pana?
- Boże, jesteś tak cholernie
idealny, co nie? – Dean puszcza dłoń Casa, więc może objąć nią go w pasie w
niewygodnym kącie, ale totalnie wartym, kiedy
Cas jęczy na dotyk.
- I jesteś cały mój.
*Public
relations (PR, relacje
publiczne,
kontakty z otoczeniem) – kształtowanie stosunków (pozytywnych - akceptacja, życzliwość, dbałość o wizerunek) z otoczeniem.
**Taki żarcik językowy, analogicznie do: eau de parfum - perfumy, eau de toilette - woda toaletowa.
*** Amerykańska ciastkarnia, nie miałam jeszcze przyjemności spróbować wypieków :( W Polsce ciastkarnie są w Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Warszawie.
**** "I Sing the Body Electric" ("Opiewam elektryczność ciała") - sławny poemat Walta Whitmana. Czytałam oryginał i jest cudny, wychwala naturalność człowieka, piękno ciała i duszy, seksualność.
Tytuł nawiązuje do "Sekretarki" z 2002. Może w 1. części podobieństwa opka do filmu aż tak nie widać, ale w 2. już tak.
**Taki żarcik językowy, analogicznie do: eau de parfum - perfumy, eau de toilette - woda toaletowa.
*** Amerykańska ciastkarnia, nie miałam jeszcze przyjemności spróbować wypieków :( W Polsce ciastkarnie są w Krakowie, Katowicach, Poznaniu i Warszawie.
**** "I Sing the Body Electric" ("Opiewam elektryczność ciała") - sławny poemat Walta Whitmana. Czytałam oryginał i jest cudny, wychwala naturalność człowieka, piękno ciała i duszy, seksualność.
Tytuł nawiązuje do "Sekretarki" z 2002. Może w 1. części podobieństwa opka do filmu aż tak nie widać, ale w 2. już tak.
Niesamowita
Dżumaka
Brak komentarzy:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
Supernatural,
tłumaczenie
sobota, 7 września 2013
Zwykły tuning plus wymiana oleju
Słodziutkie tłumaczenie na początek roku szkolnego, może nie mamy już 1IX, ale co tam~ W najbliższym czasie będę wstawiać tłumaczenia - i tak za rzadko jak na mój gust, ale jeśli chcę mieć jakiś tekst w zanadrzu - tak trzeba. W wakacje trochę nadrobiłam z materiałem, chociaż nie jestem z sb w pełni zadowolona~ Bywa :> Miłego roku szkolnego (przedwczesne życzenia dla studentów, jeśli jacyś tu trafiają) <3
Fandom: Supernatural
Pairing: OC/Castiel; Dean Winchester/Castiel - DEANCAS
Ostrzeżenia: AU (ludzie), niewolnictwo seksualne, fetysz medyczny, uprzedmiotowienie, ekshibicjonizm, palcówka, seks analny, penetracja przedmiotami, PWP, pierwszy raz, na bazie kink-meme, WIEJE SMUTEM, AŻ MIŁO ❤
Oryginał: "Just An Oil Change and Tune-Up"
Moje pierwsze tłumaczenie ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
Dean właśnie nabył nową dziwkę - Casa - i zabiera ją do lekarza na badanie.
Dean jest zdeterminowany, by zrobić to teraz, więc jak tylko wystawia pokwitowanie, od razu zabiera Castiela prosto do doktora Robertsa. Może i wizyta jest trochę droga, ale Sam [Winchester] jest zachwycony usługami doktora, co jest dla Deana wystarczającym powodem by wydać więcej. Poza tym Castiel - przecudny Castiel o niebieskich oczach, pełnych ustach i smukłym ciele - zasługuje na wszystko.
-Tu chodzi o coś więcej niż samą certyfikację - Dean mówi lekarzowi, kiedy pielęgniarka wpuszcza ich do środka. Gabinet lekarski jest sterylny, ale zaskakująco przytulny. Dean stoi na uboczu i pozwala doktorowi obejść Castiela. - To znaczy, wiem, że jest ważna przy każdym zakupie, ale koleś, tylko spójrz na niego.
Dr Roberts wydaje z siebie ciche hmm, kiedy chodzi dookoła Castiela.
- Dobrze go wyczyścili, wygląda na to, że ubił pan świetny interes, panie Winchester. Jeszcze nietknięty?
- O tak, dlatego chcę go odpowiednio przebadać - Dean mówi. Opiera się o ścianę, patrząc jak doktor unosi rąbek togi Castiela, by odkryć jego kościste kolana i uda. Nie są w guście Sama, na aukcji strasznie się krzywił i dąsał na ich widok, ale nie ma to dużego znaczenia, ważne, że podobają się Deanowi. - Nigdy nie miałem dziewicy, więc mógłbyś też spojrzeć, czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, oczywiście - dr Roberts dotyka szczęki Castiela, otwierając mu usta, by obejrzeć jego zęby i język. Przytakuje, chociaż bardziej do siebie samego niż do Deana . - Pozwoli pan, panie Winchester?
- Ah, tak. - Dean tłumi chichot. - Przepraszam. Hej, Cas, ściągnij to z siebie.
Oczy Castiela błyskają na moment, bunt w niebieskich oczach znika szybko, ale i tak za wolno. Dean zauważył to już na bloku aukcyjnym, pierwszy raz, kiedy zaczęła się licytacja i po raz kolejny, kiedy wygrał i szedł podpisać kontakt. To spojrzenie już zniknęło, a Castiel posłusznie ściąga z siebie togę dla doktora, ukazując kilometry przecudnej, nieskazitelnej skóry gotowej do inspekcji.
Dr Roberts odsuwa się od niego na chwilę, by odwiesić togę, a kiedy jest z powrotem, sutki Castiela sterczą ładnie - zimne powietrze w pomieszczeniu robi swoje. Dean wyobraża sobie, że już może wypróbować je ja swoim języku, poczuć je między swoimi zębami; ale teraz to doktor jest tym, który pociera je przez gumowe rękawiczki i sprawdza ich twardość, a następnie dotyka systematycznie klatki piersiowej, brzucha, ramion, szyi, uszu, itd Castiela.
- Wie pan, jak sobie radzić z dziewicami, panie Winchester? - doktor Roberts pyta, unosząc ramiona Castiela, by sprawdzić jego pachy. - Ta była trenowana?
- Prawie wcale - Dean pochyla się nad biurkiem doktora, skubiąc darmowego precla. - Mój brat nie jest fanem tej agencji, mówi, że produkty Aniołów są zbyt ciężkie do okiełznania, bo są zbyt niedoświadczone, ale co tam. Chyba boję się tylko o wejście w niego. Lubię rozciąganie, może być fajne, ale też i ...
- Męczące? - doktor Roberts patrzy na niego, klęcząc na podłodze i przestając obejmować dłońmi jądra Castiela. - Więc, urokiem dziewiczych dziurek jest ich ciasnota i pewność bycia pierwszym, ale jeśli chce pan być agresywny, dalej rekomenduję gruntowne przygotowania. Mogę go trochę rozciągnąć dla pana, jeśli pan chce.
- Nie chcę się narzucać... - Dean mówi przepraszająco.
- Oh, to żaden problem i tak musiałbym to zrobić. - Dr Roberts wstaje i prowadzi Castiela do łóżka medycznego, pcha go lekko w ramię. Przez chwilkę może się wydawać, że Castiel się nie ruszy, ale wtedy pochyla się porządnie do inspekcji z głową schowaną między ramionami i tyłkiem wiszącym poza krawędzią łóżka. Dr Roberts kiwa na Deana. - Niech pan podejdzie, powinien pan to zobaczyć.
Dean subtelnie poprawia w spodniach kutasa , który już jest pół twardy od paradującego nago Castiela i podchodzi do łóżka. Prawdopodobnie dr Roberts jest już do tego przyzwyczajony.
- Koleś, - Dean mówi, gwiżdżąc, gdy staje obok doktora, - śliczna dziurka.
- Będzie potrzebować dużo opieki, jeśli chcesz zachować ją w takim stanie - doktor Roberts ostrzega go, ale nie jest to niemiła uwaga. Wyciąga spod łóżka butelkę lubrykantu, wylewając trochę na swoje rękawice i pociera palcami. - To nie moja sprawa, ale wstydem byłoby zniszczenie czegoś takiego.
- W pełni się zgadzam - mówi Dean, obserwując jak doktor zatacza kciukiem wokół wejścia, sprawiając, że dziurka robi się błyszcząca i słodziutko zniewalająca. Castiel nie rusza się, ale jego ramiona spinają się, co powoduje, że Dean mruga. - Myślę, że niewychowane niewolnice mają swoje wady. Masz duże doświadczenie z produktami Aniołów?
- Głównym wyzwaniem jest zazwyczaj dyscyplina - mówi doktor Roberts, pchając kciuk przez wejście.
Zmarszczki zaciskają się wokół pokrytego lateksem palca, sprzeciwiając się intruzowi. Doktor tak, czy siak, wkłada palca głębiej, wsuwając i wysuwając swojego kciuka kilka razy. - Anioły zazwyczaj są całkiem dumne. Sądzę, że zdążył pan zauważyć.
Dean śmieje się.
- Tak, tak, zauważyłem. Więc co doradzasz?
- Smycze mogą być dobre. - Doktor wyciąga swojego kciuka, zastępując go dłuższym palcem. Koleś naprawdę ma duże doświadczenie, jego palce poruszają się ostrożnie i cierpliwie, by dobrze rozluźnić mięśnie.
- Czekaj, chodzi ci o to, że mam go wyprowadzać na spacery i takie tam? - Dean pyta.
- Mógłbyś zacząć ze smyczami na penis - prostuje doktor Roberts. - Jeśli chce pan zobaczyć, to na korytarzu mam katalog. Oplata penisa i jądra, to dobry sposób, żeby pozwolić mu zrozumieć swoją wartość i pokazać, jak sprowadza go pan na parter. To powszechny problem, nie rozumieją jak cenni są i dlaczego.
- Ogarniam. - Dean patrzy, jak doktor dodaje kolejny palec, tak, że już dwa palce wsuwają i wysuwają się z Castiela. Trochę dalej na łóżku palce Castiela zaciskają się w pięści - krótka reakcja, która znika jak tylko Castiel stara się uspokoić. - Więc jest w dobrym stanie?
- Jest w wyśmienitym stanie - mówi doktor. - Niech pan tu spojrzy, tu wokół moich knykci? Zwarcie mięśni jest klasy A, a odbyt sam w sobie jest jedwabiście gładki, idealny do otoczenia penisa. A tu... - milknie nagle, marszcząc brwi.
Dean chce spytać: "Co?", ale wtedy słyszy to. Słaby dźwięk, ledwo słyszalny, ale kiedy doktor Roberts zaprzestaje ruchów, może to usłyszeć - delikatny dźwięk cieczy uderzającej o jakąś powierzchnię z wysoka. Doktor pochyla się, delikatnie, by nie wyciągnąć swoich palców, a Dean podąża za jego spojrzeniem.
Pod spodem, skryty w cieniu i rogu tak, że nie byli w stanie zobaczyć tego wcześniej, kutas Castiela jest twardy. Nie tylko twardy, ale z sączącym się preejakulatem, spadającym dużymi kroplami na podłogę z linoleum.
- Whoa - Dean bierze głęboki oddech, jego własny penis podskakuje w ciasnej bieliźnie. - Nie wspomnieli o tym na aukcji.
Doktor Roberts wygląda na zszokowanego.
- Nie mieli pojęcia o jego wrażliwości? - Piękny, czerwony rumieniec spływa po plecach Castiela, potwierdzając, że on sam najprawdopodobniej też o tym nie wiedział. Doktor Roberts nachyla się naciskając delikatnie na jego dziurkę i jest wystarczająco pewny tego, że penis Castiela podskakuje mokro. - W takim razie, panie Winchester, ma pan w swoich rękach skarb i salutuję panu.
- Hej - Dean mówi, starając się zbyt nie ekscytować tym wszystkim, - może nie ma prostaty?
- Dobrze więc... - doktor Roberts marszczy brwi koncentrując się, kiedy obraca swoje palce powoli. Dean zagryza wargę w oczekiwaniu, zaciskając pięść, kiedy Castiel skomli - głośno i bezradnie. Doktor uśmiecha się do niego. - Proszę bardzo. Wstępna inspekcja potwierdza obecność prostaty. - Wyciąga swoje palce z odbytu Castiela i sięga po tacę, biorąc z niej cienką, szklaną pałeczkę z okrągłym guziczkiem na zakończeniu.
Sama pałka jest niewiele grubsza od palca, ale doktor wsadza najpierw jej okrągłe zakończenie w Castiela. Dean zgaduje, że ma to związek z prostatą, co jest wyjaśnione, kiedy doktor mówi:
- Tak możemy wywrzeć lepszy nacisk na gruczoł.
- Sprzedajesz takie? - pyta Dean. - Mam trochę podobnych rzeczy w domu, korki, spinacze i takie tam, ale mam ochotę wyposażyć Casa lepiej.
- Oh, zdecydowanie mogę zaproponować kilka przedmiotów. - Doktor reguluje położenie pałeczki, poruszając nią ostrożnie krótkimi pchnięciami, coraz głębiej w dziurkę Castiela. Wolną ręką dotyka krocza Castiela, powodując u niego szarpnięcia. - Może omówimy to później?
- Spoko. - Dean podskakuje także, ręką szybko ściskając swoją erekcję, gdy Castiel wydaje z siebie piskliwy, cienki głos. Cel doktora Robertsa jest oczywisty. Kiwa głową z satysfakcją, kiedy kontynuuje mocno dźgać prostatę pałeczką. Dean pyta: - Chcesz, żeby doszedł?
- Nie, nie, tylko testuję jego reakcje. Może pan zobaczyć, jak zaciska się wokół pałki? - Doktor Roberts odchyla się do tyłu, by Dean mógł się dobrze przyjrzeć. - Znaczy to, że mógłby dojść tylko od tego. Wewnętrzne ścianki są bardzo delikatne. Sądzę, że będzie mógł dojść kilka razy podczas sesji, chociaż i tak musi pan to sam sprawdzić. Może nawet po kilku treningach nauczy się spuszczać na pańską komendę.
- A co z takimi treningami, żeby dochodził tylko, kiedy będzie miał coś w sobie? - Dean pyta. Krzywi się zażenowany, świadomy tego, jak te pytania podstawowo brzmią. Gdyby tu był Sam, to pewnie przewróciłby oczami. - Przepraszam, nie...
- Nie, dobrze, że pan pyta, niech pan nigdy się nie waha - doktor mówi miło. Wyciąga pałeczkę i ostrożnie ją odkłada. - Taki rodzaj treningu powinien trochę zająć, ale tak, to możliwe. Proszę, niech pan wsunie w niego palce.
- Co, ja? - w ustach Deana trochę zasycha, ale wpatruje się z pożądaniem w tyłek Castiela. - Teraz?
- Tak, teraz. Nie potrzebuje pan rękawic, był czysty jak przewidują standardowe procedury i jest pański. - Doktor Roberts przesuwa się, robiąc Deanowi miejsce do położenia dłoni na jędrnym, wspaniałym tyłku Castiela. Dean drażni go chwilę, dłonią sunąc w górę i dół po przedziałku, co sprawia, że całe ciało Castiela się trzęsie; ale doktor kląska i mówi: - Dalej, może się pan z nim pobawić później.
Tak Dean robi i wsuwa w Castiela dwa palce. To oczywiste, że sprawdził Castiela wcześniej - wszyscy kupcy to robią zanim zapłacą za towar, nawet jeśli dotykanie jest niedozwolone - ale rozpakowanie produktu przez siebie jest kompletnie inne, palce są słodko połykane przez dziurkę Castiela i stuprocentowo rozumie, co doktor Roberts powiedział o jedwabiście gładkich ściankach jego odbytu. Bo są - gładkie i zniewalające. Dean już wysuwa i wsuwa palce w dziurkę Castiela, bo naprawdę to oczywiste do czego został stworzony.
- Mógłby pan dodać kolejny palec? - pyta doktor Roberts.
- Tak, tak myślę... - Dean musi trochę walczyć z mięśniami Casa, ale udaje mu się wsunąć trzy palce. - Jezu, jest naprawdę ciasny.
- Nie tak ciasny, jak był wcześniej. - Doktor Roberts rozszerza pośladki Castiela, by lepiej widzieć, gdzie dokładnie znajdują się palce Deana. - Rozciągnął się, to świetne. Jeszcze kilka takich sesji i będzie pan zdolny wsunąć w niego całą rękę.
- Nie ma mowy. - Dean próbuje sobie to wyobrazić, ale bezskutecznie. - Już nigdy nie byłby ciasny. Lubię go takim, jaki jest teraz.
- Są sposoby, by wzmocnić mięśnie ponownie, kiedy staną się zbyt luźne - mówi doktor Roberts. - Miałem kilku klientów, którzy używali swoich niewolników jako party favor*, potem znowu byli ciaśni; ale to oczywiście pański wybór.
- Party favor? - Dean także to próbuje sobie wyobrazić, zabranie Castiela na przyjęcie i pozwolenie ludziom przekazywania go sobie do przelecenia. - Nie, nie jestem za dzieleniem się. Mogę pozwolić mojemu bratu użyć go raz na jakiś czas, ale to wszystko. A co do fistingu, mmm... Pomyślę o tym, chyba, ale naprawdę chcę poznać go powoli, dowiedzieć się, co może zrobić w moim tempie.
- Wystarczająco uczciwe, panie Winchester. Może pan wyciągnąć z niego palce.
Dean odsuwa się. Doktor Roberts także wstaje i pociąga za ramiona Castiela, chociaż musi to zrobić kilka razu, zanim Castiel w końcu rozumie, że ma wstać.
A kiedy wstaje, Dean wstrzymuje oddech. Castiel jest przecudny, zarumieniony, zrujnowany i napalony, i cholera - nie da się nie dostać wielkiej erekcji na ten widok. Jego niebieskie oczy są ciemne i błyszczą, jego dolna warga jest zaczerwieniona od przygryzania jej.
- Święta... - Dean wzdycha.
- Za chwilę - mówi doraźnie doktor Roberts. W tle słychać słabe trzaski, ale Dean jest zbyt zaaferowany wpatrywaniem się w Castiela, który dopiero po chwili odzyskuje ostrość widzenia i to na czym skupia swój wzrok to Dean.
- Czujesz to ciepło, Cas? - Dean pyta, nawet dla niego jego głos brzmi zbyt chrapliwie. - Czujesz to świerzbienie tam na dole, zamieniające się w swędzenie? Tak, wiem, że to czujesz. Zamierzam się tym zająć, nie martw się. - W oczach Castiela ponownie na moment pojawia się błysk, coś niemal buntowniczego, ale wtedy odwraca się szybko, nadaremnie próbując ukryć to przed Deanem.
- Dobrze, zaczynamy - doktor Roberts mówi. Dean przestaje skupiać się na Castielu i wtedy zauważa, że doktor rozwinął strzemiona łóżka. - Chodź, połóż się tutaj, tym razem na plecach.
Teraz Dean obserwuje dokładnie twarz Castiela, więc wyłapuje jego przelotny grymas. Mimo wszystko Castiel słucha, kładzie się na łóżku i pozwala doktorowi umieścić swoje nogi w strzemionach i rozstawić je szeroko - powodując, że jest to najbardziej rozpustny i smakowity widok, jaki zaserwowano Deanowi w ostatnim - długim - czasie.
- Perfekcyjna poza dla dziwki, prawda? - doktor Roberts mówi dumnie. Z tak rozstawionymi nogami, tyłek Castiela wystaje lekko za łóżko, co ponownie daje idealny widok na jego całą dziurkę. Teraz skóra wokół jest różowa od wcześniejszej stymulacji, a gruby penis Castiela spoczywa na jego brzuchu, beznadziejnie spluwając preejakulatem na skórę.
- Tak cholernie chcę go przelecieć - wybąkuje Dean.
Doktor Roberts śmieje się ciepło:
- Proszę chwilkę poczekać.
Dean trzęsie się, kiedy doktor delikatnie chwyta jądra Castiela, lekko je ugniatając, później sunie palcami po trzonie i sprawdza główkę. W takiej pozycji Castiel nie może dalej ukryć swojej twarzy i Dean z łatwością może zobaczyć, jak jego szczęka się zaciska, gdy odchyla głowę się do tyłu. Doktor Robert także to widzi, kiedy mocno trąca palcem żołądź, sprawiając, że Castiel syczy.
- Chce pan? - Doktor Roberts macha butelką lubrykantu do Deana. - Mogę monitorować wasz pierwszy stosunek.
Dean chce. Zwyczaj publicznego naruszania swoich dziwek na aukcjach już dawno wyszedł z mody, ale Dean czasami o tym rozmyśla, rozmyślał też jeszcze, zanim dostał swoją pierwszą. To nie jest publiczne w tym samym stopniu, znacząco bezpieczniejsze, ale Dean nadal czuje kłębek pożądania narastający w jego pachwinach.
- Dobra. - Dean z trudem rozpoznaje swój własny głos, brzmi tak nisko. - Pewnie, czemu nie.
Nowe emocje prześlizgują się przez twarz Castiela - alarm, niezaprzeczalny i słodki, jakby niespodzianką było to, że Dean chce się z nim pieprzyć. Dean niemal się śmieje. Nie, Cas, zakupiłem cię, żebyśmy grali razem w szachy, ale teraz ważniejsze jest to, że rozpina spodnie, oddychając z ulgą, kiedy jego erekcja w końcu jest wolna.
Doktor Roberts mówi o zwyczajnych rzeczach - mówi mu, by się nie śpieszył, oferuje gumki, ale Dean odmawia - ale Winchester jest zbyt zajęty patrzeniem na Castiela, każdy krok do medycznego łóżka jest przepełniony oczekiwaniem. Oczy Castiela kierują się na niego na moment - a może konkretniej na jego kutasa - i szybko uciekają; a Dean ma nadzieje, że ten rumieniec na policzkach Castiela jest efektem jego zawstydzenia, jak i podniecenia.
- Dobra, zróbmy to. - Dean rozgrzewa ramionami i staje między obscenicznie rozstawionymi nogami Castiela. Doktor siedzi trochę dalej na łóżku ze stetoskopem przyłożonym do klatki piersiowej Castiela, sprawdzając jego oddech i unosząc kciuk do góry.
Dean łapie bazę swojego penisa, trącając główką wejście Castiela. Prawie nie chce się wsunąć, tak niesamowity jest widok mokrych i świecących zmarszczek całujących czubek jego kutasa... ale to byłoby takie głupie.
Więc kontynuuje, naciska i wtedy zagłębia się coraz dalej. Castiel otwiera się przed nim, połykając jego kutasa tak samo, jak połykał jego palce; tak jak myślał - ta przestrzeń jest przeznaczona dla Deana, tylko Deana, jakkolwiek by Dean zechciał, zaciskające się ciepło jest wszystkim o czym Dean marzył, a nawet czymś więcej. Dean patrzy w dół, oddychając ciężko i zahipnotyzowany przez widok grubego trzonu jego własnego kutasa, rozpychającego się i przebijającego się głębiej i głębiej, dopóki nie będzie mógł dalej.
- Boże, niesamowite - Dean oddycha ciężko. Castiel unosi swoje biodra nikle - albo nieświadomy ruch, albo chęć ustawienia się wygodniej - co tylko powoduje, że zaciska się wokół Deana w interesujący sposób. - Jezu, ja pierdolę - Dean warczy. - Zwolnij, Cas.
- Spójrz na niego - mówi doktor Roberts. Dean unosi wzrok, myśląc, że doktor mówi do niego, ale nie, mówi do Castiela. Stetoskop jest już odłożony, a doktor stoi po drugiej stronie łóżka, z dłońmi po obu stronach głowy Castiela. - Spójrz na swojego pana.
Oczy Castiela są zamknięte, a zaciskają się jeszcze mocniej.
- Panie Winchester - doktor Roberts mówi srogo, - jeśli pozwolisz.
Dean na prawdę nie myślał o tym, jak chce zdyscyplinować Castiela - jest na to tak wiele sposobów i powinien to zaplanować lepiej, ale zauważa, że może przyjąć taki obrót rzeczy. Więc teraz godzi się z doktorem i łapie penisa Castiela, naciskając mocno paznokciem na szczelinę w główce.
- Gah! - Castiel wykrzykuje, otwierając szeroko oczy, kiedy jego kutas uwalnia więcej preejakulatu na palce Deana.
- Hej, cudny - Dean mówi, uśmiechając się do Castiela. Tym samym palcem sunie delikatnie po opuchniętym czubku jego penisa. Dobre zachowanie zostaje nagrodzone, prawda? - Będziesz na mnie ciągle patrzył, dobrze? Witam.
Castiel patrzy na niego, jego stalowoniebieskie oczy migoczą. Dean wie dlaczego; ciało Castiela rozluźnia się wokół kutasa Deana, już akceptując swoją rolę, nawet jeśli jego właściciel wydaje się mieć jakieś zastrzeżenia. Dean kręci swoimi biodrami ostrożnie, wtedy wysuwa się trochę i wsuwa z powrotem.
To wyciska dźwięki spomiędzy warg Castiela - zdyszane i niezamierzone - a Dean chce ich więcej. Wie już, że Castiel będzie głośny - każda jego część jest taka wrażliwa, że nasuwa tylko jeden wniosek - ale też wie, że nie będzie to pornograficzny hałas. Nie, wszystkie dźwięki, jakie wyda z siebie Castiel nie będą wyćwiczone, czy dla pokaz - będą szczere i wymuszone z niego, bo już nie może ich powstrzymać.
- Nie zamierzasz odpowiedzieć na powitanie? - doktor Roberts pyta. Nadal trzyma głowę Castiela, gwarantując, że kontakt wzrokowy nie zostanie przerwany. - To tylko uprzejmość.
Usta Castiela drżą, kiedy się otwierają. Dean przeleci je później, tak jak zamierza przelecieć wszystko, co Castiel ma do zaoferowania, ale teraz Dean wywraca głową cierpliwie, czekając.
- Cześć, Dean - mówi Castiel.
Doktor Roberts otwiera swoje usta, bez wątpliwości żeby zganić Castiela za zbytnie spoufalanie się, ale Dean wtrąca się szybko:
- Cześć, Cas. To nie było takie trudne, prawda? - Kiedy Castiel drży, Dean dławi chichot i mówi: - Retoryczne pytanie, nie musisz odpowiadać. - Dean już zachwyca się głosem Castiela; jeśli brzmi tak przed posiadaniem kutasa w gardle...
- Masz tak zostać - doktor Roberts rozkazuje łagodnie Castielowi. - Zamierzasz patrzeć na niego, kiedy cię bierze. Jego przyjemność jest twoją przyjemnością.
Coraz lepiej widać, jak ciało Castiela wyraźnie się trzęsie. Pot skrapla się na jego czole, kiedy próbuje ciągle patrzeć na Deana, walcząc ze swoją jasną potrzebą, by patrzeć gdzie indziej. Musi czuć się okropnie wyeksponowany, nagi i rozcapierzony. W przeciwieństwie do jego pana, bo Dean jest ubrany, jedyna odsłonięta jego część ciała to kutas, chociaż i tak ciasno otoczona przez wnętrze Castiela.
- Twoje ciało wie, do czego zostało stworzone - doktor Roberts kontynuuje. - Ty wiesz, do czego zostałeś stworzony.
Castiel wpatruje się w Deana, ale zamiast być bezwładnym, jest obecny i czujny, on widzi Deana. Dean myśli, że mógłby utonąć w tych oczach.
- To jest to, czego chcesz - mówi doktor Roberts. - To jest to, czego od tej chwili już na zawsze będziesz pragnąć.
Ostatnie zdanie powoduje, że Castiel ponownie się spina. Dean bierze to za wskazówkę, że ten chce, by pieprzyć go mocniej. Tym razem się nie zatrzymuje, nawet gdy usta Castiela rozwierają się w szoku. Dean po prostu wpycha się w niego, podążając za pragnieniami własnego ciała, zapuszczając się głęboko w ciepło i ciasnotę, które były stworzone dla niego.
- Proszę bardzo - Dean warczy, szybko odnajdując odpowiedni rytm. Napiera do przodu z dłońmi zaciśniętymi na krawędzi medycznego łóżka, by podeprzeć się, kiedy porusza biodrami. Ślizg jest wspaniały z jednego uderzenia na drugie, cipka Castiela jest idealnie śliska i czekająca na niego, desperacko chętna zaciska się drażniąco, jakby chciała wydoić Deana do pusta.
- Cholera, Cas, jesteś niesamowity, tak kurewsko niesamowity.
Może po tuzinie pchnięć, z czego przy każdym łóżko skrzypiało cicho, Castiel zaczyna z trudem łapać oddech, wydając z siebie głodne, urywane dźwięki, które stara się zachować dla siebie.
- Te dźwięki są moje, Cas - Dean warczy. Prze do przodu, pchając się wzdłuż nóg Castiela, by pokazać, że właśnie tu należy. - Nie waż się nawet chować ich przede mną.
To wygląda tak, jakby Castiel chciał potrząsnąć swoją głową, ale nie robi tego, oczywiście, że tego nie robi, bo tak cholernie tego chce, zaciska się wokół Deana jakby chciał go jeszcze głębiej.
Dean czuje potęgę, siłę w taki sposób, jakiego nigdy wcześniej nie zaznał i chce to dać Castielowi tak cholernie. Nie zaprzestaje swoich bujanych ruchów, ale przemieszcza się w poszukiwaniu prostaty Castiela i wybucha śmiechem, kiedy ją znajduje. Wie, że ją ma, bo Castiel wygina swoje plecy i wyje.
On kurwa wyje. a patrząc na szok wymalowany na twarzy Castaniela, Dean jest pewny, że ten nawet nie wiedział, że potrafi z siebie wydać taki dźwięk.
- Dokładnie tam, tak? - Dean mówi, utrzymując właściwy kąt, stale uderzając prostatę Castiela przy każdym uderzeniu jego bioder. - Tak cholernie tego potrzebujesz, co nie, Cas?
- Spójrz na niego - doktor Roberts szczeka. Castiel tym razem nie zwleka z otwarciem oczu i natychmiastowo odnajduje te Deana, chociaż to z pewnością kosztuje go wiele uwagi. Doktor kiwa głową. - Dobrze.
Dean wie, jak to działa. Albo przynajmniej, czytał o tym i wie, że pierwsze oznaczanie jest głęboką, podstawową rzeczą i Castiel na zawsze zapamięta ten moment. Co nie zmienia faktu, że Dean nie wiedział, że on to poczuje, że będzie mógł zobaczyć właśnie ten moment, w którym Castiel zaczyna rozumieć, że ich pierwszy seks jest początkiem czegoś o wiele trwalszego.
Świadomość powoli rośnie w oczach Castiela, w końcu te zaczynają tonąć w tym, że Dean będzie całym jego światem, już jest całym jego światem.
Castiel jeszcze się temu nie poddaje, jeszcze nie, ale Dean zapracuje sobie na to później.
- Oh - mówi Castiel, co jest ostatnim jeszcze jako tako zrozumiałym słowem, które z siebie wydaje, zanim Dean przybija jego prostatę po raz kolejny i wszystko, co z niego wychodzi to mieszanina sylab.
- Zawsze, Cas - obiecuje Dean. Chce, żeby Castiel doszedł na jego kutasie, tak byłoby idealnie, byłoby niesamowicie. Castiel już buja się na chuju Deana, trochę desperacko, ciętymi ruchami, które powodują, że jego erekcja odbija się mokro o jego brzuch. - Już prawie tam jesteś, pozwól mi cię tam zabrać.
Treningi już wydają się być niezłą zabawą, Dean myśli. Niełatwe, może, ale z pewnością zabawne. Jakże mogłyby być inne z tym, jak Castiel kurczy palce u stóp, a jego ciało trzęsie się, kiedy dochodzi, penis, mimo że nietknięty, strzela spermą jak szalony z opuchniętej główki. Castiel przeszedł jedynie luźny trening, ale już jest dziki i rozszalały, płacząc, kiedy przechodzi orgazm.
Dean ma zamiar wstrzymać się trochę, ale śliski tunel Castiela staje się niemożliwie ciasny wokół niego. Jego kutas dygocze, ból, żeby dojść jest nie do zniesienia i nie ma innego wyjścia, musi sobie pozwolić, musi, Castiel o to błaga.
Więc dochodzi, jego orgazm trafia go jak fala uderzeniowa, płynie pod skórą, kwitnąc gorącem, jasnością, wymagający, zmuszający go do utrzymania się i wzięcia go. Dean czuje się, jakby tonął, nerwy są zbyt zaciśnięte, kiedy przyjemność przetacza się przez niego, w niego, jakby nigdy miała się nie skończyć.
Ale się kończy, co jest dobre, bo Dean myśli, że jeszcze chwila mogłoby doprowadzić go do szału.
Dean patrzy na Castiela, co jest prawdopodobnie złym pomysłem, bo nie potrzebuje widzieć, jak bardzo Castiel jest wszystkich przerażony, ale, hah, on wygląda jeszcze gorzej. Dean czuje się załamany i wykończony, ale Castiel wygląda na epicznie wyruchanego, odurzonego z rozszerzonymi oczami, policzkami w łzach i ciałem leżącym bezwładnie na medycznym łóżku.
Dean zbiera ostanie rezerwy siły, jakie mu zostały, by wyprostować się i wysunąć. Kiwa na doktora Robertsa, który szybko przechodzi do inspekcji dziurki Castiela. Podchodzi do strony łóżka, przy Castielu.
Oczy Castiela wyłapują jego ruchy, wydaje się, że to jedyna rzecz, na którą ma jeszcze siłę. Nie protestuje, kiedy Dean delikatnie ujmuje jego policzek.
- Hej - Dean szepcze. - Wszystko w porządku? Boli cię coś? Możesz mi powiedzieć.
Castiel waha się, ale Dean zmusza się do wyglądania na surowego. Radzi sobie, albo jego intencje są zbyt widoczne, bo Castiel mówi cicho:
- Tylko trochę.
- Dobrze - mówi Dean, głaszcząc go po twarzy. - Dziękuję.
- Zero zniszczeń - doktor Roberts komunikuje głośno. - Świetna robota, panie Winchester, tylko go wyczyszczę i może pan go zabrać do domu.
- Dziękuję, doktorze - Dean mówi wdzięcznie i robi coś, na co nie mógł sobie pozwolić wcześniej. Całuje Castiela miło i powoli. Jeśli zrobiłby to wcześniej, Castiel mógłby być sztywny, walczyłby etc, a tak, jest teraz ciepły i uległy, otwierając z łatwością usta dla ust i języka Deana.
Idealnie.
* party favor - drobny upominek od organizatora (wesela, urodzin, bankietu etc.) dla gości, nie ma polskiego odpowiednika.
Fandom: Supernatural
Pairing: OC/Castiel; Dean Winchester/Castiel - DEANCAS
Ostrzeżenia: AU (ludzie), niewolnictwo seksualne, fetysz medyczny, uprzedmiotowienie, ekshibicjonizm, palcówka, seks analny, penetracja przedmiotami, PWP, pierwszy raz, na bazie kink-meme, WIEJE SMUTEM, AŻ MIŁO ❤
Oryginał: "Just An Oil Change and Tune-Up"
Moje pierwsze tłumaczenie ᕙ(⇀‸↼‶)ᕗ
Dean właśnie nabył nową dziwkę - Casa - i zabiera ją do lekarza na badanie.
Dean jest zdeterminowany, by zrobić to teraz, więc jak tylko wystawia pokwitowanie, od razu zabiera Castiela prosto do doktora Robertsa. Może i wizyta jest trochę droga, ale Sam [Winchester] jest zachwycony usługami doktora, co jest dla Deana wystarczającym powodem by wydać więcej. Poza tym Castiel - przecudny Castiel o niebieskich oczach, pełnych ustach i smukłym ciele - zasługuje na wszystko.
-Tu chodzi o coś więcej niż samą certyfikację - Dean mówi lekarzowi, kiedy pielęgniarka wpuszcza ich do środka. Gabinet lekarski jest sterylny, ale zaskakująco przytulny. Dean stoi na uboczu i pozwala doktorowi obejść Castiela. - To znaczy, wiem, że jest ważna przy każdym zakupie, ale koleś, tylko spójrz na niego.
Dr Roberts wydaje z siebie ciche hmm, kiedy chodzi dookoła Castiela.
- Dobrze go wyczyścili, wygląda na to, że ubił pan świetny interes, panie Winchester. Jeszcze nietknięty?
- O tak, dlatego chcę go odpowiednio przebadać - Dean mówi. Opiera się o ścianę, patrząc jak doktor unosi rąbek togi Castiela, by odkryć jego kościste kolana i uda. Nie są w guście Sama, na aukcji strasznie się krzywił i dąsał na ich widok, ale nie ma to dużego znaczenia, ważne, że podobają się Deanowi. - Nigdy nie miałem dziewicy, więc mógłbyś też spojrzeć, czy wszystko z nim w porządku?
- Tak, oczywiście - dr Roberts dotyka szczęki Castiela, otwierając mu usta, by obejrzeć jego zęby i język. Przytakuje, chociaż bardziej do siebie samego niż do Deana . - Pozwoli pan, panie Winchester?
- Ah, tak. - Dean tłumi chichot. - Przepraszam. Hej, Cas, ściągnij to z siebie.
Oczy Castiela błyskają na moment, bunt w niebieskich oczach znika szybko, ale i tak za wolno. Dean zauważył to już na bloku aukcyjnym, pierwszy raz, kiedy zaczęła się licytacja i po raz kolejny, kiedy wygrał i szedł podpisać kontakt. To spojrzenie już zniknęło, a Castiel posłusznie ściąga z siebie togę dla doktora, ukazując kilometry przecudnej, nieskazitelnej skóry gotowej do inspekcji.
Dr Roberts odsuwa się od niego na chwilę, by odwiesić togę, a kiedy jest z powrotem, sutki Castiela sterczą ładnie - zimne powietrze w pomieszczeniu robi swoje. Dean wyobraża sobie, że już może wypróbować je ja swoim języku, poczuć je między swoimi zębami; ale teraz to doktor jest tym, który pociera je przez gumowe rękawiczki i sprawdza ich twardość, a następnie dotyka systematycznie klatki piersiowej, brzucha, ramion, szyi, uszu, itd Castiela.
- Wie pan, jak sobie radzić z dziewicami, panie Winchester? - doktor Roberts pyta, unosząc ramiona Castiela, by sprawdzić jego pachy. - Ta była trenowana?
- Prawie wcale - Dean pochyla się nad biurkiem doktora, skubiąc darmowego precla. - Mój brat nie jest fanem tej agencji, mówi, że produkty Aniołów są zbyt ciężkie do okiełznania, bo są zbyt niedoświadczone, ale co tam. Chyba boję się tylko o wejście w niego. Lubię rozciąganie, może być fajne, ale też i ...
- Męczące? - doktor Roberts patrzy na niego, klęcząc na podłodze i przestając obejmować dłońmi jądra Castiela. - Więc, urokiem dziewiczych dziurek jest ich ciasnota i pewność bycia pierwszym, ale jeśli chce pan być agresywny, dalej rekomenduję gruntowne przygotowania. Mogę go trochę rozciągnąć dla pana, jeśli pan chce.
- Nie chcę się narzucać... - Dean mówi przepraszająco.
- Oh, to żaden problem i tak musiałbym to zrobić. - Dr Roberts wstaje i prowadzi Castiela do łóżka medycznego, pcha go lekko w ramię. Przez chwilkę może się wydawać, że Castiel się nie ruszy, ale wtedy pochyla się porządnie do inspekcji z głową schowaną między ramionami i tyłkiem wiszącym poza krawędzią łóżka. Dr Roberts kiwa na Deana. - Niech pan podejdzie, powinien pan to zobaczyć.
Dean subtelnie poprawia w spodniach kutasa , który już jest pół twardy od paradującego nago Castiela i podchodzi do łóżka. Prawdopodobnie dr Roberts jest już do tego przyzwyczajony.
- Koleś, - Dean mówi, gwiżdżąc, gdy staje obok doktora, - śliczna dziurka.
- Będzie potrzebować dużo opieki, jeśli chcesz zachować ją w takim stanie - doktor Roberts ostrzega go, ale nie jest to niemiła uwaga. Wyciąga spod łóżka butelkę lubrykantu, wylewając trochę na swoje rękawice i pociera palcami. - To nie moja sprawa, ale wstydem byłoby zniszczenie czegoś takiego.
- W pełni się zgadzam - mówi Dean, obserwując jak doktor zatacza kciukiem wokół wejścia, sprawiając, że dziurka robi się błyszcząca i słodziutko zniewalająca. Castiel nie rusza się, ale jego ramiona spinają się, co powoduje, że Dean mruga. - Myślę, że niewychowane niewolnice mają swoje wady. Masz duże doświadczenie z produktami Aniołów?
- Głównym wyzwaniem jest zazwyczaj dyscyplina - mówi doktor Roberts, pchając kciuk przez wejście.
Zmarszczki zaciskają się wokół pokrytego lateksem palca, sprzeciwiając się intruzowi. Doktor tak, czy siak, wkłada palca głębiej, wsuwając i wysuwając swojego kciuka kilka razy. - Anioły zazwyczaj są całkiem dumne. Sądzę, że zdążył pan zauważyć.
Dean śmieje się.
- Tak, tak, zauważyłem. Więc co doradzasz?
- Smycze mogą być dobre. - Doktor wyciąga swojego kciuka, zastępując go dłuższym palcem. Koleś naprawdę ma duże doświadczenie, jego palce poruszają się ostrożnie i cierpliwie, by dobrze rozluźnić mięśnie.
- Czekaj, chodzi ci o to, że mam go wyprowadzać na spacery i takie tam? - Dean pyta.
- Mógłbyś zacząć ze smyczami na penis - prostuje doktor Roberts. - Jeśli chce pan zobaczyć, to na korytarzu mam katalog. Oplata penisa i jądra, to dobry sposób, żeby pozwolić mu zrozumieć swoją wartość i pokazać, jak sprowadza go pan na parter. To powszechny problem, nie rozumieją jak cenni są i dlaczego.
- Ogarniam. - Dean patrzy, jak doktor dodaje kolejny palec, tak, że już dwa palce wsuwają i wysuwają się z Castiela. Trochę dalej na łóżku palce Castiela zaciskają się w pięści - krótka reakcja, która znika jak tylko Castiel stara się uspokoić. - Więc jest w dobrym stanie?
- Jest w wyśmienitym stanie - mówi doktor. - Niech pan tu spojrzy, tu wokół moich knykci? Zwarcie mięśni jest klasy A, a odbyt sam w sobie jest jedwabiście gładki, idealny do otoczenia penisa. A tu... - milknie nagle, marszcząc brwi.
Dean chce spytać: "Co?", ale wtedy słyszy to. Słaby dźwięk, ledwo słyszalny, ale kiedy doktor Roberts zaprzestaje ruchów, może to usłyszeć - delikatny dźwięk cieczy uderzającej o jakąś powierzchnię z wysoka. Doktor pochyla się, delikatnie, by nie wyciągnąć swoich palców, a Dean podąża za jego spojrzeniem.
Pod spodem, skryty w cieniu i rogu tak, że nie byli w stanie zobaczyć tego wcześniej, kutas Castiela jest twardy. Nie tylko twardy, ale z sączącym się preejakulatem, spadającym dużymi kroplami na podłogę z linoleum.
- Whoa - Dean bierze głęboki oddech, jego własny penis podskakuje w ciasnej bieliźnie. - Nie wspomnieli o tym na aukcji.
Doktor Roberts wygląda na zszokowanego.
- Nie mieli pojęcia o jego wrażliwości? - Piękny, czerwony rumieniec spływa po plecach Castiela, potwierdzając, że on sam najprawdopodobniej też o tym nie wiedział. Doktor Roberts nachyla się naciskając delikatnie na jego dziurkę i jest wystarczająco pewny tego, że penis Castiela podskakuje mokro. - W takim razie, panie Winchester, ma pan w swoich rękach skarb i salutuję panu.
- Hej - Dean mówi, starając się zbyt nie ekscytować tym wszystkim, - może nie ma prostaty?
- Dobrze więc... - doktor Roberts marszczy brwi koncentrując się, kiedy obraca swoje palce powoli. Dean zagryza wargę w oczekiwaniu, zaciskając pięść, kiedy Castiel skomli - głośno i bezradnie. Doktor uśmiecha się do niego. - Proszę bardzo. Wstępna inspekcja potwierdza obecność prostaty. - Wyciąga swoje palce z odbytu Castiela i sięga po tacę, biorąc z niej cienką, szklaną pałeczkę z okrągłym guziczkiem na zakończeniu.
Sama pałka jest niewiele grubsza od palca, ale doktor wsadza najpierw jej okrągłe zakończenie w Castiela. Dean zgaduje, że ma to związek z prostatą, co jest wyjaśnione, kiedy doktor mówi:
- Tak możemy wywrzeć lepszy nacisk na gruczoł.
- Sprzedajesz takie? - pyta Dean. - Mam trochę podobnych rzeczy w domu, korki, spinacze i takie tam, ale mam ochotę wyposażyć Casa lepiej.
- Oh, zdecydowanie mogę zaproponować kilka przedmiotów. - Doktor reguluje położenie pałeczki, poruszając nią ostrożnie krótkimi pchnięciami, coraz głębiej w dziurkę Castiela. Wolną ręką dotyka krocza Castiela, powodując u niego szarpnięcia. - Może omówimy to później?
- Spoko. - Dean podskakuje także, ręką szybko ściskając swoją erekcję, gdy Castiel wydaje z siebie piskliwy, cienki głos. Cel doktora Robertsa jest oczywisty. Kiwa głową z satysfakcją, kiedy kontynuuje mocno dźgać prostatę pałeczką. Dean pyta: - Chcesz, żeby doszedł?
- Nie, nie, tylko testuję jego reakcje. Może pan zobaczyć, jak zaciska się wokół pałki? - Doktor Roberts odchyla się do tyłu, by Dean mógł się dobrze przyjrzeć. - Znaczy to, że mógłby dojść tylko od tego. Wewnętrzne ścianki są bardzo delikatne. Sądzę, że będzie mógł dojść kilka razy podczas sesji, chociaż i tak musi pan to sam sprawdzić. Może nawet po kilku treningach nauczy się spuszczać na pańską komendę.
- A co z takimi treningami, żeby dochodził tylko, kiedy będzie miał coś w sobie? - Dean pyta. Krzywi się zażenowany, świadomy tego, jak te pytania podstawowo brzmią. Gdyby tu był Sam, to pewnie przewróciłby oczami. - Przepraszam, nie...
- Nie, dobrze, że pan pyta, niech pan nigdy się nie waha - doktor mówi miło. Wyciąga pałeczkę i ostrożnie ją odkłada. - Taki rodzaj treningu powinien trochę zająć, ale tak, to możliwe. Proszę, niech pan wsunie w niego palce.
- Co, ja? - w ustach Deana trochę zasycha, ale wpatruje się z pożądaniem w tyłek Castiela. - Teraz?
- Tak, teraz. Nie potrzebuje pan rękawic, był czysty jak przewidują standardowe procedury i jest pański. - Doktor Roberts przesuwa się, robiąc Deanowi miejsce do położenia dłoni na jędrnym, wspaniałym tyłku Castiela. Dean drażni go chwilę, dłonią sunąc w górę i dół po przedziałku, co sprawia, że całe ciało Castiela się trzęsie; ale doktor kląska i mówi: - Dalej, może się pan z nim pobawić później.
Tak Dean robi i wsuwa w Castiela dwa palce. To oczywiste, że sprawdził Castiela wcześniej - wszyscy kupcy to robią zanim zapłacą za towar, nawet jeśli dotykanie jest niedozwolone - ale rozpakowanie produktu przez siebie jest kompletnie inne, palce są słodko połykane przez dziurkę Castiela i stuprocentowo rozumie, co doktor Roberts powiedział o jedwabiście gładkich ściankach jego odbytu. Bo są - gładkie i zniewalające. Dean już wysuwa i wsuwa palce w dziurkę Castiela, bo naprawdę to oczywiste do czego został stworzony.
- Mógłby pan dodać kolejny palec? - pyta doktor Roberts.
- Tak, tak myślę... - Dean musi trochę walczyć z mięśniami Casa, ale udaje mu się wsunąć trzy palce. - Jezu, jest naprawdę ciasny.
- Nie tak ciasny, jak był wcześniej. - Doktor Roberts rozszerza pośladki Castiela, by lepiej widzieć, gdzie dokładnie znajdują się palce Deana. - Rozciągnął się, to świetne. Jeszcze kilka takich sesji i będzie pan zdolny wsunąć w niego całą rękę.
- Nie ma mowy. - Dean próbuje sobie to wyobrazić, ale bezskutecznie. - Już nigdy nie byłby ciasny. Lubię go takim, jaki jest teraz.
- Są sposoby, by wzmocnić mięśnie ponownie, kiedy staną się zbyt luźne - mówi doktor Roberts. - Miałem kilku klientów, którzy używali swoich niewolników jako party favor*, potem znowu byli ciaśni; ale to oczywiście pański wybór.
- Party favor? - Dean także to próbuje sobie wyobrazić, zabranie Castiela na przyjęcie i pozwolenie ludziom przekazywania go sobie do przelecenia. - Nie, nie jestem za dzieleniem się. Mogę pozwolić mojemu bratu użyć go raz na jakiś czas, ale to wszystko. A co do fistingu, mmm... Pomyślę o tym, chyba, ale naprawdę chcę poznać go powoli, dowiedzieć się, co może zrobić w moim tempie.
- Wystarczająco uczciwe, panie Winchester. Może pan wyciągnąć z niego palce.
Dean odsuwa się. Doktor Roberts także wstaje i pociąga za ramiona Castiela, chociaż musi to zrobić kilka razu, zanim Castiel w końcu rozumie, że ma wstać.
A kiedy wstaje, Dean wstrzymuje oddech. Castiel jest przecudny, zarumieniony, zrujnowany i napalony, i cholera - nie da się nie dostać wielkiej erekcji na ten widok. Jego niebieskie oczy są ciemne i błyszczą, jego dolna warga jest zaczerwieniona od przygryzania jej.
- Święta... - Dean wzdycha.
- Za chwilę - mówi doraźnie doktor Roberts. W tle słychać słabe trzaski, ale Dean jest zbyt zaaferowany wpatrywaniem się w Castiela, który dopiero po chwili odzyskuje ostrość widzenia i to na czym skupia swój wzrok to Dean.
- Czujesz to ciepło, Cas? - Dean pyta, nawet dla niego jego głos brzmi zbyt chrapliwie. - Czujesz to świerzbienie tam na dole, zamieniające się w swędzenie? Tak, wiem, że to czujesz. Zamierzam się tym zająć, nie martw się. - W oczach Castiela ponownie na moment pojawia się błysk, coś niemal buntowniczego, ale wtedy odwraca się szybko, nadaremnie próbując ukryć to przed Deanem.
- Dobrze, zaczynamy - doktor Roberts mówi. Dean przestaje skupiać się na Castielu i wtedy zauważa, że doktor rozwinął strzemiona łóżka. - Chodź, połóż się tutaj, tym razem na plecach.
Teraz Dean obserwuje dokładnie twarz Castiela, więc wyłapuje jego przelotny grymas. Mimo wszystko Castiel słucha, kładzie się na łóżku i pozwala doktorowi umieścić swoje nogi w strzemionach i rozstawić je szeroko - powodując, że jest to najbardziej rozpustny i smakowity widok, jaki zaserwowano Deanowi w ostatnim - długim - czasie.
- Perfekcyjna poza dla dziwki, prawda? - doktor Roberts mówi dumnie. Z tak rozstawionymi nogami, tyłek Castiela wystaje lekko za łóżko, co ponownie daje idealny widok na jego całą dziurkę. Teraz skóra wokół jest różowa od wcześniejszej stymulacji, a gruby penis Castiela spoczywa na jego brzuchu, beznadziejnie spluwając preejakulatem na skórę.
- Tak cholernie chcę go przelecieć - wybąkuje Dean.
Doktor Roberts śmieje się ciepło:
- Proszę chwilkę poczekać.
Dean trzęsie się, kiedy doktor delikatnie chwyta jądra Castiela, lekko je ugniatając, później sunie palcami po trzonie i sprawdza główkę. W takiej pozycji Castiel nie może dalej ukryć swojej twarzy i Dean z łatwością może zobaczyć, jak jego szczęka się zaciska, gdy odchyla głowę się do tyłu. Doktor Robert także to widzi, kiedy mocno trąca palcem żołądź, sprawiając, że Castiel syczy.
- Chce pan? - Doktor Roberts macha butelką lubrykantu do Deana. - Mogę monitorować wasz pierwszy stosunek.
Dean chce. Zwyczaj publicznego naruszania swoich dziwek na aukcjach już dawno wyszedł z mody, ale Dean czasami o tym rozmyśla, rozmyślał też jeszcze, zanim dostał swoją pierwszą. To nie jest publiczne w tym samym stopniu, znacząco bezpieczniejsze, ale Dean nadal czuje kłębek pożądania narastający w jego pachwinach.
- Dobra. - Dean z trudem rozpoznaje swój własny głos, brzmi tak nisko. - Pewnie, czemu nie.
Nowe emocje prześlizgują się przez twarz Castiela - alarm, niezaprzeczalny i słodki, jakby niespodzianką było to, że Dean chce się z nim pieprzyć. Dean niemal się śmieje. Nie, Cas, zakupiłem cię, żebyśmy grali razem w szachy, ale teraz ważniejsze jest to, że rozpina spodnie, oddychając z ulgą, kiedy jego erekcja w końcu jest wolna.
Doktor Roberts mówi o zwyczajnych rzeczach - mówi mu, by się nie śpieszył, oferuje gumki, ale Dean odmawia - ale Winchester jest zbyt zajęty patrzeniem na Castiela, każdy krok do medycznego łóżka jest przepełniony oczekiwaniem. Oczy Castiela kierują się na niego na moment - a może konkretniej na jego kutasa - i szybko uciekają; a Dean ma nadzieje, że ten rumieniec na policzkach Castiela jest efektem jego zawstydzenia, jak i podniecenia.
- Dobra, zróbmy to. - Dean rozgrzewa ramionami i staje między obscenicznie rozstawionymi nogami Castiela. Doktor siedzi trochę dalej na łóżku ze stetoskopem przyłożonym do klatki piersiowej Castiela, sprawdzając jego oddech i unosząc kciuk do góry.
Dean łapie bazę swojego penisa, trącając główką wejście Castiela. Prawie nie chce się wsunąć, tak niesamowity jest widok mokrych i świecących zmarszczek całujących czubek jego kutasa... ale to byłoby takie głupie.
Więc kontynuuje, naciska i wtedy zagłębia się coraz dalej. Castiel otwiera się przed nim, połykając jego kutasa tak samo, jak połykał jego palce; tak jak myślał - ta przestrzeń jest przeznaczona dla Deana, tylko Deana, jakkolwiek by Dean zechciał, zaciskające się ciepło jest wszystkim o czym Dean marzył, a nawet czymś więcej. Dean patrzy w dół, oddychając ciężko i zahipnotyzowany przez widok grubego trzonu jego własnego kutasa, rozpychającego się i przebijającego się głębiej i głębiej, dopóki nie będzie mógł dalej.
- Boże, niesamowite - Dean oddycha ciężko. Castiel unosi swoje biodra nikle - albo nieświadomy ruch, albo chęć ustawienia się wygodniej - co tylko powoduje, że zaciska się wokół Deana w interesujący sposób. - Jezu, ja pierdolę - Dean warczy. - Zwolnij, Cas.
- Spójrz na niego - mówi doktor Roberts. Dean unosi wzrok, myśląc, że doktor mówi do niego, ale nie, mówi do Castiela. Stetoskop jest już odłożony, a doktor stoi po drugiej stronie łóżka, z dłońmi po obu stronach głowy Castiela. - Spójrz na swojego pana.
Oczy Castiela są zamknięte, a zaciskają się jeszcze mocniej.
- Panie Winchester - doktor Roberts mówi srogo, - jeśli pozwolisz.
Dean na prawdę nie myślał o tym, jak chce zdyscyplinować Castiela - jest na to tak wiele sposobów i powinien to zaplanować lepiej, ale zauważa, że może przyjąć taki obrót rzeczy. Więc teraz godzi się z doktorem i łapie penisa Castiela, naciskając mocno paznokciem na szczelinę w główce.
- Gah! - Castiel wykrzykuje, otwierając szeroko oczy, kiedy jego kutas uwalnia więcej preejakulatu na palce Deana.
- Hej, cudny - Dean mówi, uśmiechając się do Castiela. Tym samym palcem sunie delikatnie po opuchniętym czubku jego penisa. Dobre zachowanie zostaje nagrodzone, prawda? - Będziesz na mnie ciągle patrzył, dobrze? Witam.
Castiel patrzy na niego, jego stalowoniebieskie oczy migoczą. Dean wie dlaczego; ciało Castiela rozluźnia się wokół kutasa Deana, już akceptując swoją rolę, nawet jeśli jego właściciel wydaje się mieć jakieś zastrzeżenia. Dean kręci swoimi biodrami ostrożnie, wtedy wysuwa się trochę i wsuwa z powrotem.
To wyciska dźwięki spomiędzy warg Castiela - zdyszane i niezamierzone - a Dean chce ich więcej. Wie już, że Castiel będzie głośny - każda jego część jest taka wrażliwa, że nasuwa tylko jeden wniosek - ale też wie, że nie będzie to pornograficzny hałas. Nie, wszystkie dźwięki, jakie wyda z siebie Castiel nie będą wyćwiczone, czy dla pokaz - będą szczere i wymuszone z niego, bo już nie może ich powstrzymać.
- Nie zamierzasz odpowiedzieć na powitanie? - doktor Roberts pyta. Nadal trzyma głowę Castiela, gwarantując, że kontakt wzrokowy nie zostanie przerwany. - To tylko uprzejmość.
Usta Castiela drżą, kiedy się otwierają. Dean przeleci je później, tak jak zamierza przelecieć wszystko, co Castiel ma do zaoferowania, ale teraz Dean wywraca głową cierpliwie, czekając.
- Cześć, Dean - mówi Castiel.
Doktor Roberts otwiera swoje usta, bez wątpliwości żeby zganić Castiela za zbytnie spoufalanie się, ale Dean wtrąca się szybko:
- Cześć, Cas. To nie było takie trudne, prawda? - Kiedy Castiel drży, Dean dławi chichot i mówi: - Retoryczne pytanie, nie musisz odpowiadać. - Dean już zachwyca się głosem Castiela; jeśli brzmi tak przed posiadaniem kutasa w gardle...
- Masz tak zostać - doktor Roberts rozkazuje łagodnie Castielowi. - Zamierzasz patrzeć na niego, kiedy cię bierze. Jego przyjemność jest twoją przyjemnością.
Coraz lepiej widać, jak ciało Castiela wyraźnie się trzęsie. Pot skrapla się na jego czole, kiedy próbuje ciągle patrzeć na Deana, walcząc ze swoją jasną potrzebą, by patrzeć gdzie indziej. Musi czuć się okropnie wyeksponowany, nagi i rozcapierzony. W przeciwieństwie do jego pana, bo Dean jest ubrany, jedyna odsłonięta jego część ciała to kutas, chociaż i tak ciasno otoczona przez wnętrze Castiela.
- Twoje ciało wie, do czego zostało stworzone - doktor Roberts kontynuuje. - Ty wiesz, do czego zostałeś stworzony.
Castiel wpatruje się w Deana, ale zamiast być bezwładnym, jest obecny i czujny, on widzi Deana. Dean myśli, że mógłby utonąć w tych oczach.
- To jest to, czego chcesz - mówi doktor Roberts. - To jest to, czego od tej chwili już na zawsze będziesz pragnąć.
Ostatnie zdanie powoduje, że Castiel ponownie się spina. Dean bierze to za wskazówkę, że ten chce, by pieprzyć go mocniej. Tym razem się nie zatrzymuje, nawet gdy usta Castiela rozwierają się w szoku. Dean po prostu wpycha się w niego, podążając za pragnieniami własnego ciała, zapuszczając się głęboko w ciepło i ciasnotę, które były stworzone dla niego.
- Proszę bardzo - Dean warczy, szybko odnajdując odpowiedni rytm. Napiera do przodu z dłońmi zaciśniętymi na krawędzi medycznego łóżka, by podeprzeć się, kiedy porusza biodrami. Ślizg jest wspaniały z jednego uderzenia na drugie, cipka Castiela jest idealnie śliska i czekająca na niego, desperacko chętna zaciska się drażniąco, jakby chciała wydoić Deana do pusta.
- Cholera, Cas, jesteś niesamowity, tak kurewsko niesamowity.
Może po tuzinie pchnięć, z czego przy każdym łóżko skrzypiało cicho, Castiel zaczyna z trudem łapać oddech, wydając z siebie głodne, urywane dźwięki, które stara się zachować dla siebie.
- Te dźwięki są moje, Cas - Dean warczy. Prze do przodu, pchając się wzdłuż nóg Castiela, by pokazać, że właśnie tu należy. - Nie waż się nawet chować ich przede mną.
To wygląda tak, jakby Castiel chciał potrząsnąć swoją głową, ale nie robi tego, oczywiście, że tego nie robi, bo tak cholernie tego chce, zaciska się wokół Deana jakby chciał go jeszcze głębiej.
Dean czuje potęgę, siłę w taki sposób, jakiego nigdy wcześniej nie zaznał i chce to dać Castielowi tak cholernie. Nie zaprzestaje swoich bujanych ruchów, ale przemieszcza się w poszukiwaniu prostaty Castiela i wybucha śmiechem, kiedy ją znajduje. Wie, że ją ma, bo Castiel wygina swoje plecy i wyje.
On kurwa wyje. a patrząc na szok wymalowany na twarzy Castaniela, Dean jest pewny, że ten nawet nie wiedział, że potrafi z siebie wydać taki dźwięk.
- Dokładnie tam, tak? - Dean mówi, utrzymując właściwy kąt, stale uderzając prostatę Castiela przy każdym uderzeniu jego bioder. - Tak cholernie tego potrzebujesz, co nie, Cas?
- Spójrz na niego - doktor Roberts szczeka. Castiel tym razem nie zwleka z otwarciem oczu i natychmiastowo odnajduje te Deana, chociaż to z pewnością kosztuje go wiele uwagi. Doktor kiwa głową. - Dobrze.
Dean wie, jak to działa. Albo przynajmniej, czytał o tym i wie, że pierwsze oznaczanie jest głęboką, podstawową rzeczą i Castiel na zawsze zapamięta ten moment. Co nie zmienia faktu, że Dean nie wiedział, że on to poczuje, że będzie mógł zobaczyć właśnie ten moment, w którym Castiel zaczyna rozumieć, że ich pierwszy seks jest początkiem czegoś o wiele trwalszego.
Świadomość powoli rośnie w oczach Castiela, w końcu te zaczynają tonąć w tym, że Dean będzie całym jego światem, już jest całym jego światem.
Castiel jeszcze się temu nie poddaje, jeszcze nie, ale Dean zapracuje sobie na to później.
- Oh - mówi Castiel, co jest ostatnim jeszcze jako tako zrozumiałym słowem, które z siebie wydaje, zanim Dean przybija jego prostatę po raz kolejny i wszystko, co z niego wychodzi to mieszanina sylab.
- Zawsze, Cas - obiecuje Dean. Chce, żeby Castiel doszedł na jego kutasie, tak byłoby idealnie, byłoby niesamowicie. Castiel już buja się na chuju Deana, trochę desperacko, ciętymi ruchami, które powodują, że jego erekcja odbija się mokro o jego brzuch. - Już prawie tam jesteś, pozwól mi cię tam zabrać.
Treningi już wydają się być niezłą zabawą, Dean myśli. Niełatwe, może, ale z pewnością zabawne. Jakże mogłyby być inne z tym, jak Castiel kurczy palce u stóp, a jego ciało trzęsie się, kiedy dochodzi, penis, mimo że nietknięty, strzela spermą jak szalony z opuchniętej główki. Castiel przeszedł jedynie luźny trening, ale już jest dziki i rozszalały, płacząc, kiedy przechodzi orgazm.
Dean ma zamiar wstrzymać się trochę, ale śliski tunel Castiela staje się niemożliwie ciasny wokół niego. Jego kutas dygocze, ból, żeby dojść jest nie do zniesienia i nie ma innego wyjścia, musi sobie pozwolić, musi, Castiel o to błaga.
Więc dochodzi, jego orgazm trafia go jak fala uderzeniowa, płynie pod skórą, kwitnąc gorącem, jasnością, wymagający, zmuszający go do utrzymania się i wzięcia go. Dean czuje się, jakby tonął, nerwy są zbyt zaciśnięte, kiedy przyjemność przetacza się przez niego, w niego, jakby nigdy miała się nie skończyć.
Ale się kończy, co jest dobre, bo Dean myśli, że jeszcze chwila mogłoby doprowadzić go do szału.
Dean patrzy na Castiela, co jest prawdopodobnie złym pomysłem, bo nie potrzebuje widzieć, jak bardzo Castiel jest wszystkich przerażony, ale, hah, on wygląda jeszcze gorzej. Dean czuje się załamany i wykończony, ale Castiel wygląda na epicznie wyruchanego, odurzonego z rozszerzonymi oczami, policzkami w łzach i ciałem leżącym bezwładnie na medycznym łóżku.
Dean zbiera ostanie rezerwy siły, jakie mu zostały, by wyprostować się i wysunąć. Kiwa na doktora Robertsa, który szybko przechodzi do inspekcji dziurki Castiela. Podchodzi do strony łóżka, przy Castielu.
Oczy Castiela wyłapują jego ruchy, wydaje się, że to jedyna rzecz, na którą ma jeszcze siłę. Nie protestuje, kiedy Dean delikatnie ujmuje jego policzek.
- Hej - Dean szepcze. - Wszystko w porządku? Boli cię coś? Możesz mi powiedzieć.
Castiel waha się, ale Dean zmusza się do wyglądania na surowego. Radzi sobie, albo jego intencje są zbyt widoczne, bo Castiel mówi cicho:
- Tylko trochę.
- Dobrze - mówi Dean, głaszcząc go po twarzy. - Dziękuję.
- Zero zniszczeń - doktor Roberts komunikuje głośno. - Świetna robota, panie Winchester, tylko go wyczyszczę i może pan go zabrać do domu.
- Dziękuję, doktorze - Dean mówi wdzięcznie i robi coś, na co nie mógł sobie pozwolić wcześniej. Całuje Castiela miło i powoli. Jeśli zrobiłby to wcześniej, Castiel mógłby być sztywny, walczyłby etc, a tak, jest teraz ciepły i uległy, otwierając z łatwością usta dla ust i języka Deana.
Idealnie.
* party favor - drobny upominek od organizatora (wesela, urodzin, bankietu etc.) dla gości, nie ma polskiego odpowiednika.
Niesamowita
Dżumaka
1 komentarz:
Etykiety:
Destiel,
Fanfik,
OC,
One-shot,
Supernatural,
tłumaczenie
Subskrybuj:
Posty (Atom)